"Poskromić playboya" [recenzja]: Jedz, śpij i kochaj (się)

W "Poskromić playboya" nie grają aktorzy, tylko okładki gazet. W filmowym uniwersum niemal wszyscy wyglądają, jakby poddani zostali retuszowi Photoshopa.

Ameryka, w której dzieje się akcja filmu, to kraj ludzi pięknych i bogatych, a krążące na temat dobrze sytuowanych stereotypy okazują się prawdziwe. Zamożni są do bólu próżni, nudni i akulturalni. Chociaż ich na to stać, nie chodzą do księgarni, kina, teatru ani opery. Wolą przepuszczać kasę na drinki w drogich barach, gdzie przy okazji mogą poznać - zawsze chętnego! - partnera na jedną noc. Chociaż wywodzącą się ze środowisk inteligenckich (Vince, trzydziestokilkuletni główny bohater tej historii, jest prawnikiem), jakoś nie mają na temat swojego życia żadnych głębszych refleksji. Ot, zaspokoić podstawowe instynkty: jeść, spać i kochać (się).

Reklama

Oczywiście, jak to w gatunku romantycznych komedii bywa, na tytułowego Casanovę w końcu znajdzie się mocna, która oczaruje go na tyle, by porzucił swój hulaszczy tryb życia. Ale jak ona to, na Boga, robi!? Tego nie wie chyba nikt z ekipy filmu, o widzach nawet nie wspominając. Przyciąganie między Vince'em a Jane, bo tak ma na imię cudotwórczyni, jest przecież tak silne, jak między magnesem i plastikiem. Powody ich wzajemnego oczarowania wydają się trudniejsze w rozszyfrowaniu niż Enigma, a rodzącego się między nimi uczucia nie odebrałaby nawet najbardziej wprawiona akuszerka - to jest niedostrzegalne, nie daje o sobie znać ani na chwilę.

Usłany niewyjaśnionymi zagadkami film przekonać może do siebie chyba tylko konserwatywną część kinowej widowni, która przy cysternie dobrej woli dopatrzy się w nim pochwały tradycyjnej formy związku. Bo żarty z wszelkich odchył od normy są tu nietęgie! Kiedy okazuje się, że Vince przegrywa zakład, Jane w ramach upokorzenia go każe mu zatańczyć w gejowskim klubie albo... porozmawiać z nietrakcyjną kobietą. Wygląda na to, że rozwój dowcipu zatrzymał się u twórców dwie dekady temu.

Co ten film robi w kinach w 2015 roku, skoro - co najwyżej! - powinien zakończyć żywot w marketach z tandetą wydawaną seriami na DVD, to pytanie, które ciśnie na usta nawet nie po projekcji, tylko w jej trakcie. Gdyby to jeszcze była jakaś stylizowana na film z końca lat 90. XX wieku ciekawostka... Ale nie. "Poskromić playboya", choć przypomina terminatora, który z przeszłości wysłał się w teraźniejszość (pytanie tylko, po co?), powstał teraz i to w dodatku zupełnie na serio. Jeśli kogoś trzeba było tu poskromić, to jedynie twórców tego filmu. No, i może jeszcze widzów, którzy zamierzają wybrać się nań do kina.

3/10

---------------------------------------------------------------------------------------


"Poskromić playboya" (The Opposite Sex), reż. Jennifer Finnigan, Jonathan Silverman, USA 2014, dystrybutor: Phoenix, premiera kinowa: 1 maja 2015

--------------------------------------------------------------------------------------

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

Chcesz poznać lepiej swoich ulubionych artystów? Poczytaj nasze wywiady, a dowiesz się wielu interesujących rzeczy!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje