"Paranoja": Kto tu ma paranoję? [recenzja]

Adam Cassidy to młody, zdolny i żądny sukcesu w branży high tech. Nieoczekiwanie dostaje swoją szansę. Szef jednej z dwóch największych firm składa mu ofertę nie do odrzucenia. Chłopak ma trafić do konkurencyjnej korporacji i szpiegować dla konkurencji.

Całości przyświeca łopatologiczny przekaz, iż żyjemy w paranoicznej sytuacji nieustannej kontroli, której często dobrowolnie się poddajemy. Historia tonie w oparach absurdu i nawet Indiana Jones z Draculą nie są w stanie uratować scenariusza.

Reklama

Na wstępie rozwieję entuzjazm tych, którzy wybierali się na najnowszy film twórcy "Legalnej blondynki", Roberta Luketica, z nastawieniem, iż dostaną lekkostrawną rozrywkę jako przystawkę do popcornu.

"Paranoja" rzadko bawi. Na poły kulejąca historia miłosna, która do kina ma przyciągnąć nastolatki dzięki gwieździe "Igrzysk śmierci", Liamowi Hemsworthowi. Na poły thriller rojący o gospodarczym szpiegostwie, w którym osłodą dla naszych bardziej wykwintnych filmowych gustów, odzywających się niekiedy u kinomaniaków, ma być duet Harrison Ford - Gary Oldman.

To za starzy wyjadacze, by zagrać źle. W "Paranoi" robią swoje i robią to dobrze. "Niestety" dla reszty aktorskiej ekipy nie potrafili wpasować się w ton całości. Choć nie opuszczała mnie myśl, jakiż to kredyt mają do spłacenia, iż zdecydowali się zagrać w filmie Luketica. O jego słabości bowiem przekonać się było można zapewne już na etapie scenariusza, pełnego mniejszych bądź większych absurdów i absurdzików. Poczynając od wydania kilkunastu tysięcy dolarów na nocną zabawę przy wódce przez kilkoro znajomych Adama, po jego zatrudnienie w czołowej firmie high tech, de facto przede wszystkim na podstawie zmyślonego CV i umiejętności noszenia drogiego garnituru.

Film Luketica ma opierać się na ogranych do bólu schematach. W dzisiejszym kinie to nie novum, ale czasem można z tego wycisnąć choć trochę dobrego kina. Nie w przypadku "Paranoi". Jest więc trochę "Wall Street", trochę "Rozmowy", szczypta najnowszej technologi, przede wszystkim dużo ładnie się świecących ekranów. Do tego ambitny, acz biedny chłopak z przedmieścia i dwóch agresywnych biznesowych graczy, którzy dostrzegą w młodym ambitnym siebie z przeszłości. Do tego wielkomiejska piękność i gromadka dobranych znajomych, którzy - o dziwo! - nie mają nic przeciwko, że znajomy de facto wygryza ich z rynku pracy.

"Paranoja" zawodzi zarówno jako thriller, bo wyimaginowane, niewiarygodne sytuacje, zabijają wszelkie napięcie. Emocji nie dostarcza też romansowa strona historii, bo chemii między Hemsworthem a mdłą Amber Heard jest tyle, co pozytywnych stron filmu Luketica. O socjologiczno-społecznym uwiarygodnieniu całości (choćby dla utrzymania jako takich pozorów) lepiej nie wspominać.

Główny bohater powoli popada w paranoję, gdy uświadamia sobie, że jest na każdym kroku śledzony poprzez urządzenia, które sam pomagał rozwijać. Wraz z nim w paranoję popadają widzowie, zastanawiając się, czy film jest tak słaby, jak widzą, czy tylko im się wydaje. Na końcu okazuje się, że ostatecznie roili scenarzyści z reżyserem. Winę zawsze można jeszcze zwalić na literacki pierwowzór, choć tę kwestię pozostawię znawcom powieści Josepha Findera.

2,5/10


---------------------------------------------------------------------------------------

"Paranoja" ("Paranoia"), reż. , USA, Francja 2013, dystrybutor: Monolith Films, premiera kinowa: 13 września 2013 roku.

---------------------------------------------------------------------------------------

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

Dowiedz się więcej na temat: kto | paranoja

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje