"Panna Julia" to słynna sztuka autorstwa Augusta Strindberga, którą Liv Ullmann ("Wiarołomni") zaadaptowała na potrzeby filmu. Akcję przeniosła ze Szwecji do Irlandii, wyłączyła wszystkie epizody i skoncentrowała się na trójkącie miłosnym - sadystycznej relacji pozornie bliskich sobie ludzi.
W "wersji" Ullmann główna bohaterka, młoda dziedziczka o imieniu Julia (Jessica Chastain) na samym początku filmu zostaje sportretowana jako mała dziewczynka, która straciła matkę i która do końca życia będzie odczuwała ten brak. Tak wybrany prolog rezonuje na relacje Julii, Johna (Colin Farrell) i Kathleen (Samantha Morton). Pełnoletnia Julia pojawia się w kuchni, w swojej rezydencji, aby ewidentnie zakłócić spokój dwójki służących. Bez ogłady stara się wykorzystać swoją pozycję klasową, aby wpłynąć na ich reakcje i samopoczucie. Skrzętnie wykorzystuje fakt, że John i Kathleen są zaręczeni. Bardzo szybko jej "zaczepki" przekształcają się w grę w duecie. John, który podkochiwał się w arystokratce jeszcze jako mały chłopiec wykorzystuje sytuację i podejmuje wyzwanie. Kathleen za wszelką cenę pragnie utrzymać status quo i zachować spokój.
"Panna Julia" w reżyserii Ullmann to przede wszystkim historia miłosna, w której najbardziej znacząca staje się niemożność całkowitego spełnienia. W żadnej konfiguracji relacje pomiędzy bohaterami nie mogą być choć odrobinę satysfakcjonujące. Wszystkiemu winne jest nie tylko pochodzenie społeczne i bardzo ostry podział klasowy, który Ullmann próbuje wygrywać również w wersji językowej, ale również różnice genderowe - przyzwyczajenia do określonych roli społecznych. Julia i Kathleen czują wewnętrzny przymus bycia kimś bardzo określonym - "spektakl" Julii w domowej kuchni to próba buntu przeciwko zastanemu porządkowi, ale również wyraz dojmującej niemocy i próba poszukiwania kogoś bliskiego za wszelką cenę - poza własnym światem.
Historia Julii, Johna i Kathleen to bardzo statyczna - teatralna narracja, która opiera się oczywiście na trójkącie aktorskim. Paradoksalnie najlepiej w tym zestawieniu wypada Samantha Morton w roli Kathleen, która będąc praktycznie w cieniu najbardziej koresponduje ze światem stworzonym przez reżyserkę. Niestety ten kunsztownie opracowany i przemyślany świat toksycznych relacji, buńczucznych gestów i gorących emocji w pewnym momencie staje się przeraźliwie statyczny, wręcz nieznośnie teatralny. W takiej sytuacji każde "uniesienie ducha", każda "zmiana nastroju" z minuty na minutę staje się coraz bardziej irytująca i wręcz niemożliwa.
W "Pannie Julii" w pewnym momencie brakuje oddechu - pauzy, co powoduje że świat ludzi zamkniętych w tym wiejskim domostwie przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Staje się wręcz niemożliwy - podobnie jak wszystko, co łączy Johna, Julię i Kathleen.
6/10
"Panna Julia", reż. Liv Ullmann, Wielka Brytania, Norwegia 2014, dystrybutor: Kino Świat, premiera kinowa: 9 października 2015 roku.




















!["Ekipa zwierzaków" [trailer]](https://i.iplsc.com/000MNYGRAVLBT8NK-C401.webp)