Reklama

Nostalgia to za mało

"Ostatnia akcja", reż. Michał Rogalski, Polska 2009, Best Film, premiera 11 września 2009 roku.

Na wstępie słowo o promocji, której autorzy po raz kolejny bezmyślnie strzelają filmowi w plecy, zanim zdąży pojawić się w kinach.

Reklama

Jedyny efekt trąbienia, że "Ostatnia akcja" to taki rodzimy "Ocean's 11" ("Miłość na wybiegu" - polski "Diabeł ubiera się u Prady", a "Moja krew" - polski "Zapaśnik") jest taki, że widz dostaje na talerzu świetny wzór, by za chwilę przekonać się, że polska podróbka dramatycznie od niego odstaje. Jeśli już koniecznie mamy szukać porównań filmu Michała Rogalskiego do któregoś tytułu z filmografii Stevena Soderbergha, to wylądujemy raczej w okolicach "Ocean's 13", który w swoim gatunku był - jak wiadomo - spektakularną klapą.

Jako komedia sensacyjna "Ostatnia akcja" także wypada przeciętnie. Wątek sensacyjny - próba kradzieży drogocennego jaja - nie powala ani zaskakującymi zwrotami akcji, ani oryginalnością (pachnie choćby "Vincim"), a i humor trafi raczej do wybranych. Potencjał rozrywkowy w założeniu miał tkwić w uaktywnieniu mających za sobą AK-owską przeszłość staruszków i wysłaniu ich przeciwko współczesnym bandziorom. Para poszła w gwizdek. Komicznie wypadają głównie postaci do złudzenia przypominające ekipę z filmów Juliusza Machulskiego, który jako producent miał zresztą ponoć olbrzymi wpływ na debiutującego w fabule Michała Rogalskiego. Mamy zatem, jak zwykle, prostackich złodziejaszków o wyglądzie mafiosów zza wschodniej granicy i pociągające za sznurki tajemnicze persony z pogranicza światka przestępczego.

Mocną stroną filmu jest za to nostalgia. Rogalski wskrzesił nie tylko plejadę od dawna zapomnianych polskich gwiazd, ale i piękne ideały. Z jednej strony obudził tęsknotę za aktorami, których zna się z ról, a nie reklam proszków (pojawiają się tu Barbara Krafftówna, Alina Janowska, Marian Kociniak i - po raz ostatni na ekranie - Jan Machulski), z drugiej za szlachetnym "pokoleniem kolumbów". Świetnie udało mu się też wyeksponować Warszawę. Kamera wreszcie nie robi stolicy liftingu, a pokazuje ją taką, jaka jest, ze wszystkimi powojennymi ranami, które w obiektywie rodowitego (od pokoleń) Warszawiaka dodają tylko miastu uroku.

Potencjał więc był - czemu został zaprzepaszczony? - Mam gotowych wiele scenariuszy, ale komedia jest gatunkiem, który najbardziej interesuje producentów - tłumaczy reżyser. A szkoda. Bo zdolnemu przecież (co dowiódł w dokumencie) Rogalskiemu komedia najwyraźniej nie leży. Leży za to, w jego szufladzie, nagrodzony prestiżową Hartley Merrill scenariusz niestandardowo pokazującego II wojnę światową "Letniego przesilenia". Miejmy nadzieję, że już niedługo.

5/10

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: \ Film | komedia | Rogalski | nostalgia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje