Reklama

"Niedobrani" [recenzja]: Polityka miłości

Gdy ostatnim razem Seth Rogen brał się za światową politykę przy okazji "Wywiadu ze słońcem narodu", skończyło się na międzynarodowym skandalu i groźbie trzeciej wojny światowej. Większość twórców po takim sparzeniu się skupiłaby się innych tematach. Ale nie Rogen. Uspokajam, "Niedobrani" żadnej wojny nie wywołają. Spowodują za to sporo wybuchów szczerego śmiechu.

Seth Rogen i Charlize Theron w filmie "Niedobrani"

Charlotte Field (Charlize Theron) jest amerykańską sekretarz stanu. Chociaż jej zwierzchnik to nierozważny populista, który politykę uprawia głównie za pomocą mediów społecznościowych, kobieta traktuje swoją pracę jak najbardziej serio. Gdy okazuje się, że w najbliższych wyborach prezydenckich może liczyć na partyjną nominację, szybko rozpoczyna badanie opinii publicznej. Wnioski nie są dla niej najmilsze. Chociaż jest profesjonalistką w swoim fachu, to na przeszkodzie wygranej może stać jej brak charyzmy i zbytnia powaga.

Reklama

Tutaj na scenę wchodzi Fred Flarsky (Seth Rogen), lewicujący dziennikarz-idealista. Właśnie rzucił pracę w gazecie, która została wykupiona przez medialnego magnata (wspaniale szarżujący Andy Serkis). Obdarzony ciętym dowcipem Flarsky zostaje zatrudniony przez Field do pisania przemów. Pracę dostaje trochę po znajomości - gdy miał trzynaście lat, ona była jego opiekunką (w której ten się skrycie podkochiwał). Nie ma co ukrywać - romans wisi w powietrzu.

Komedia dotycząca bieżącej polityki to pomysł nader ryzykowny. Nie chodzi mi o skrajny przypadek "Wywiadu ze słońcem narodu". W tym momencie rynek zdaje się być przesycony śmieszkowaniem z Trumpa i jego kadencji. Hollywood nie przepada za obecnym prezydentem Stanów Zjednoczonych, a wyraz swej niechęci daje przy każdej możliwej okazji.Zwykle w mało subtelny sposób (tak, na ciebie patrzę, Alecu Baldwinie).

Twórcy "Niedobranych" wybrnęli jednak z tej pułapki. Swoje dowcipy skupiają na tematach głośnych, ale mniej ogranych w mediach. Seksizm reprezentuje program poranny konserwatywnej telewizji stylizowany na "Fox and Friends", z kolei dosadniejsze parodie dosięgają mniej oczywistych celów. W filmie pojawia się między innymi młody i przystojny premier Kanady  (Alexander Skarsgård) oraz rysowany gruba kreską klon Roberta Murdocha (wspomniany już Serkis).

Sam prezydent (Bob Odenkirk) pozostaje na drugim planie. Z Trumpem łączą go pewne podobieństwa (telewizyjna przeszłość oraz nieodpowiedzialne wpisy w mediach społecznościowych). Nie jest to jednak parodia zrobiona po linii najmniejszego oporu - naśladowania jego sposobu mówienia czy blond peruki. Punktowane są za to inne wady jego prezydentury - od egocentryzmu po braku przygotowania do pełnienia urzędu.

Polityka stanowi jednak tylko tło, a jeśli ją zabrać, to "Niedobrani" okazują się niemal standardową komedią romantyczną. "Niemal", ponieważ to wciąż produkcja z Sethem Rogenem - toaletowe dowcipy i wulgarny język są tu więc na porządku dziennym. Dwójce głównych aktorów udaje się jednak sprzedać ten przedziwny miks. Jest między nimi chemia, a w końcowych scenach trudno nie kibicować uczuciu bohaterów.

W pewnym momencie wątki komediowo-romantyczne zaczynają dominować, zwiększa się także stężenie lukru na klatkę filmu. Ale taki już urok gatunku. Twórcy umiejętnie łączą tę stylistykę z historią polityczną, szczególnie w finale. "Niedobrani" okazują się wtedy apelem o dialog i wzajemną tolerancję zwaśnionych stron sceny politycznej. Bo nieważne kogo popieramy lub jakiego jesteśmy wyznania - istotniejsze, byśmy ze sobą rozmawiali i byli wobec siebie fair. Trudno nie przyklasnąć takiemu morałowi.

8/10

"Niedobrani" ("Long Shot"), reż. Jonathan Levine, USA 2019, dystrybutor: Monolith Films, premiera kinowa: 10 maja 2019 roku. 

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Niedobrani | Seth Rogen | Charlize Theron

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje