Reklama

Reklama

"Need for Speed" [recenzja]: Aż ślinka cieknie

Chociaż wydawało się, że filmowi Scotta Waugha nie nadałoby rozpędu nawet tysiąc koni mechanicznych, efekt wcale nie jest ociężały. "Need for Speed" prze do przodu z gracją, ale bez celu.

Ryk silnika, pisk opon i kurz na drodze nie tylko zagorzałych fanów motoryzacji są w stanie wprawić w podniecenie. Można się zapierać rękami i nogami, ale tak naprawdę fetyszystów samochodów nie brakuje. Wiedzą o tym twórcy tego filmu, dlatego na plan pierwszy wysuwają to, co najważniejsze, czyli piękne auta.

Tak jak w przebojowej serii "Szybcy i wściekli", tak i tu realizatorzy dają upust swoim fantazjom. Prawa fizyki czy psychologia postaci zostają wielokrotnie przetrącone, a logika bezwzględnie rozjechana. Ale myliłby się ten, kto sądzi, że Scott Waugh i jego ekipa poszli na łatwiznę.

Reklama

W "Need for Speed" wszystkie sceny zostały nakręcone w realu, nie wspomagano się komputerowym oszustwem. Popisy kaskaderów przyprawiają o zawrót głowy. Akrobacje sprawdzają się na ekranie lepiej, niż w kultowej grze, na której oparto pomysł filmu. Świadomość ich prawdziwości powoduje, że darzy się ten film pewnym szacunkiem, wszak oddaje on hołd faktycznym mistrzom kierownicy.

Cieszy też fakt, że "Need for Speed" nie popełnia typowego dla takich produkcji grzechu przedmiotowego wykorzystania kobiety. Co prawda, dla żeńskich postaci nie ma w świecie przedstawionym miejsca, ale jeśli już się pojawiają, to nie po to, by kręcić biustem i pośladkami, tylko obśmiać infantylnych mężczyzn, ewentualnie wyciągnąć ich z tarapatów. Mały krok na drodze do parytetów, a cieszy.

Zresztą także filmowi mężczyźni nie mają w sobie nic z aparycji Dwayne'a Johnsona czy Vina Diesela. Głównemu bohaterowi, w którego wciela się znany z serialu "Breaking Bad" Aaron Paul, zdarza się uronić łzę, nie tylko kiedy ginie jego przyjaciel, ale też w scenie zwycięstwa w wyścigu. Zaś jego przeciwnik (Dominic Cooper) poza charakterystycznym spojrzeniem nie odznacza się cechami czarnego charakteru.

Nie jest to więc film, który można zaszufladkować jako "męskie kino". To bardziej opowieść o dużych chłopcach dla dużych chłopców. Owa "chłopięcość" najbardziej objawia się, kiedy na ekranie pojawia się nowa bryka. Właśnie wtedy zarówno panom w filmowym uniwersum, jak i tym na widowni, cieknie ślinka. Kiedy bohaterowie siadają za kierownicą, i oni, i widownia mogą poczuć to, za czym podświadomie tęsknimy - bliskość śmierci. Zagorzali wielbiciele kina, w którym scenariusz i fabuła odgrywają jakąś rolę, mogą jednak odczuć jej obecność w inny sposób - poprzez umieranie z nudów. Zanim kupicie bilet na seans odpowiedzcie sobie na podstawowe pytanie: kino czy samochodowe wyścigi?

6/10


---------------------------------------------------------------------------------------

"Need for Speed", reż. Scott Waugh, USA 2014, dystrybutor: Monolith Films, premiera kinowa: 21 marca 2014 roku.

--------------------------------------------------------------------------------------

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy