Reklama

"Mulan": Miła bajka dla zbuntowanych dziewczynek [recenzja]

Kadr z filmu "Mulan" /materiały prasowe

Aktorska wersja "Mulan" to drugi po "Tenecie" hollywoodzki film, który ma zwabić do kin "skoronawirusowaną" publiczność. O ile thriller Christophera Nolana oszałamia kunsztowną precyzją, o tyle feministyczna przygodówka "Mulan" oczarowuje klarownością i prostotą. Jest szlachetna i silna - dokładnie taka, jak tytułowa bohaterka, czyli dorastająca na chińskiej prowincji pannica, która od nakładania makijażu woli okładanie wrogów mieczem.

Mulan urodziła się jednak w czasach, nie dających dziewczynkom wyboru, a jedynie kierunek: z domu rodzinnego do domu męża. Na szczęście bohaterka ma sojusznika w postaci ojca, dawnego żołnierza cesarskiej armii, który nie widzi w Mulan córki, ale wojownika i pozwala jej rozwijać swoje "chi", energię walki.

Tymczasem krajowi i jego ukochanemu władcy grozi niebezpieczeństwo w postaci armii odzianych w czerń wojowników pod wodzą Bori Chana, któremu pomaga wojowniczka, uznawana nawet przez sojuszników za wiedźmę.

Reklama

Nie będzie tu fabularnych zawijasów: Mulan chce walczyć, idzie wojna, więc pod osłoną nocy dziewczyna ucieka z domu i, udając mężczyznę, wstępuje w szeregi cesarskiej armii. W niej zaprzyjaźnia się z towarzyszem broni, który jako jedyny nie uważa, że kobiety to trzpiotki, kucharki i matki dzieciom. Mulan staje też oko w oko z wiedźmą, której los może także przypaść jej w udziale, jeśli żołnierze odkryją jej prawdziwą tożsamość. Chyba że...

Pozytywna, afirmacyjna opowieść reżyserowana przez Niki Caro (serial "Anna, nie Ania", "Jeździec wielorybów", "Azyl") to współczesna historia w starożytnych - i efektownych - kostiumach. Mulan ma chiński rodowód, ale pasującą do zachodniego świata etykę, która każe realizować marzenia za wszelką cenę i bardzo ciężko pracować, żeby je osiągnąć. Jednocześnie bohaterka czuje się związana z rodziną, szczególnie że ta nie była dla niej żadną opresją, a miniaturą kultury wyznającej zasady. Nie ma tu więc dramatycznych transgresji, jest za to opowieść o tym, jak "zjeść ciastko i mieć ciastko" - szanować tradycję i zarazem ją łamać.

Sceny walki czerpią z estetyki filmów wuxia (choćby "Przyczajony tygrys, ukryty smok", "Dom latających sztyletów"), dzięki czemu łączą one piękno i siłę. Jest to odświeżające, także po brutalnie dosłownych scenach walki, do jakich przyzwyczaiła widzów choćby "Gra o tron". Swoją drogą widać tu, że postać Mulan pochodzi z dawnych czasów (epos o tej bohaterce ma ponad tysiąc pięćset lat), gdy zło i dobro miały niezmienne adresy.

Dobrze czasem obejrzeć filmową baśń, która choć mówi o rewolucji, ma wpisany w siebie porządek i spokój. Także w warstwie wizualnej - akcja filmu dzieje się w pięknych plenerach Chin oraz Nowej Zelandii (skąd pochodzi reżyserka), co jest tajnym sygnałem, że konflikt zbrojny i związane z nim okropieństwa nie będą wysuwać się na pierwszy plan. Uspokajające i pokrzepiające jest też podejście ojca, a potem cesarza (czyli ojca wszystkich Chińczyków...) do Mulan - obaj szanują jej autonomię i dają jej przestrzeń na niezależność. Strażniczką starego porządku jest w filmie swatka i - co znamienne - jest to jedyna ośmieszona postać, której władzy nikt na razie nie może odebrać. Przynajmniej na ekranie, bo poza nim wojowniczek jest dużo więcej. 

Kiedy przed obejrzeniem filmu Niki Caro zapytałam moją sześcioletnią ekspertkę, kim jest Mulan, spojrzała się na mnie z lekką irytacją i powiedziała: "To księżniczka i wojowniczka". Zastanowiła mnie jej odpowiedź, bo w bajkach, które pamiętam z własnego dzieciństwa takiego połączenia nie było. Bohaterka mogła być księżniczką, ale wojowniczką już nie. Nie zmieniła tego animowana "Mulan" z 1998 roku, która zresztą nigdy nie wpisała się w kanon zachodnich disnejowskich bohaterek, przyćmiona przez Śnieżkę, Piękną, Kopciuszka czy nawet Pocahontas. Nowa, aktorska wersja chińskiej opowieści ludowej raczej nie zmieni disnejowskiej hierarchii, tyle że Mulan raczej się tym nie przejmie - ona księżniczką być nie chce, ani nie musi. Żadna mała widzka także nie.

8/10

"Mulan", reż. Niki Caro, USA 2020, dystrybutor: Disney, premiera kinowa: 11 września 2020 roku.

Ola Salwa jest szefową działu polskiego w miesięczniku "KINO" oraz programerką festiwalu Transatlantyk.


INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Mulan (film)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje