"Moje córki krowy" Kingi Dębskiej to historia ich wiecznych utarczek, studium ironii i egzaltacji oraz jednocześnie opowieść o bardzo silnej siostrzano-babskiej relacji, która nie ma nic wspólnego z "rodzinnym" przyzwyczajeniem.
Siostry różnią się diametralnie nie tylko w kwestii charakteru, ale także na poziomie materialnym i zawodowym. Marta (Agata Kulesza) jest gwiazdą seriali - oper mydlanych po polsku. Traktuje tę pracę jak dobry kawałek chleba - dzięki niej jest niezależna. Sama wychowuje pełnoletnią córkę. Facetów ma gdzieś. Uważa, że nie wypada być słabym i przede wszystkim warto myśleć, co zrobić, żeby poradzić sobie w danej sytuacji. Oczywiście nie zawsze jej się to udaje.
Kasia (Gabriela Muskała) jest nauczycielką w szkole podstawowej. Ma męża nieroba o imieniu Grzegorz (Marcin Dorociński) i nastoletniego syna. Mieszka w domu rodzinnym z rodzicami. Stawia przede wszystkim na emocje. Nigdy nie traci nadziei, choć zdarza jej się zaglądnąć do kieliszka. Nie ma w tym nic zdrożnego - Kasia po prostu wierzy w happy end. Obie panie są na swój sposób silne. W filmie Dębskiej bynajmniej nie chodzi o poszukiwania wzorca najlepszej kobiecości. Siostry ścierają się na każdym kroku, ale nikt nikomu nie ustępuje. O koncepcie histeryczki, wariatki - zapomnij. Siostry radzą sobie nawet wtedy, kiedy mierzą się z chorobą ukochanej matki i następnie ojca.
"Moje córki krowy" - drugi pełnometrażowy film Kingi Dębskiej - nie jest kolejnym dramacikiem familijnym, w którym padają okrągłe zdania i deklaracje o przywiązaniu i miłości na całe życie. Dębska napisała bardzo błyskotliwy scenariusz, w którym niektóre potyczki słowne pomiędzy poszczególnymi członkami rodziny to słowny majstersztyk. I nie chodzi o ostre przekroczenia i nowatorstwo formalne. "Moje córki..." to historia klasyczna, ale piekielnie dobrze zrealizowana i przemyślana na każdym etapie pracy - od pomysłu, poprzez każdy kostium, aż do wyborów castingowych.
Mistrzostwem świata jest w tym filmie oczywiście duet Kulesza/Muskała - momentami odrobinę przerysowany, czasem bardzo emocjonalny, ale nie romantyczno-kiczowaty. Marta i Kasia razem to dynamit, choć warto zwrócić uwagę również na bardzo udane role drugoplanowe, m.in. Mariana Dziędziela w roli despotycznego tatusia oraz epizod Grzegorza w wykonaniu Marcina Dorocińskiego, którego rola po prostu zwala z nóg. Scenariusz Dębskiej żyje dzięki tak fenomenalnie dobranej obsadzie.
Co więcej, nie ma w tej historii grama patosu. I to jest ogromny sukces Kingi Dębskiej, dla której rok 2015 był niezwykle udany. Oprócz "Moich córek..." wyreżyserowała jeszcze razem z Marią Konwicką genialny dokument "Aktorka" o Elżbiecie Czyżewskiej.
8/10
"Moje córki krowy", reż. Kinga Dębska, Polska 2015, dystrybutor: Kino Świat, premiera kinowa: 8 stycznia 2016



















!["Czytają Lolitę w Teheranie" [trailer]](https://i.iplsc.com/000MMURQ94SNXS33-C401.webp)
!["Młode matki" [trailer]](https://i.iplsc.com/000MMU81YBL2JI1I-C401.webp)
!["Orły Republiki" [trailer]](https://i.iplsc.com/000MMU7851RQET0I-C401.webp)
