"Mój przyjaciel smok" [recenzja]: Bajka dla każdego

"Mój przyjaciel smok", czyli potwór i spółka /materiały dystrybutora

Podczas hollywoodzkiej premiery "Mojego przyjaciela smoka" jedna z gwiazd filmu, Bryce Dallas Howard, przekonywała, że ma on w sobie magię klasycznych produkcji Disneya. Wbrew pozorom nie był to jedynie zabieg marketingowy. Nowa baśń ze studia w Burbank naprawdę posiada wszystkie najlepsze cechy kultowych filmów familijnych pokroju "Króla lwa" i "Księgi dżungli".

Reklama

"Mój przyjaciel smok" to remake dedykowanego najmłodszym fantasy "Pete’s Dragon" Dona Chaffeya. Oryginał z 1977 roku poszedł śladem przebojowej "Mary Poppins" i w wyjątkowy sposób połączył film aktorski z animacją, opowiadając historię małego chłopca, który ucieka z domu, by w pobliskim lesie zamieszkać razem z ogromnym, zielonym smokiem - Elliottem.

W uwspółcześnionej wersji, pozbawionej musicalowych wstawek i znanych z pierwowzoru piosenek, zmianie ulegało kilka fabularnych szczegółów. 10-letniego Pete’a (Oakes Fegley) znajdują w lesie Grace (Bryce Dallas Howard) i Jack (Wes Bentley), rodzice Natalie (Oona Laurence), którzy postanawiają, że zaopiekują się zgubą. Wkrótce na jaw wychodzi, że małomówny Pete na skutek tragicznego wypadku z dala od ludzi mieszkał przez sześć lat, za jedynego towarzysza mając... wyrośniętego, futrzastego smoka. Podchodzący do sprawy z dużym dystansem dorośli wyruszają, by na własne oczy zobaczyć tajemniczego Elliotta. Jest wśród nich również Gavin (Karl Urban), który niewinnego zwierzaka zamierza uwięzić, by nie zagrażał mieszkańcom miasta.

Reklama

Reżyser David Lowery w wywiadach podkreślał, że w swoim filmie chciał jak najbardziej oddalić się od oryginału, próbując na własny sposób przerobić klasyczną disneyowską opowieść. Niech was to jednak nie zmyli. "Mój przyjaciel smok" to tradycyjna historia, którą wszyscy doskonale znamy - wzruszająca i szczera baśń o sile przyjaźni i konsekwencjach podejmowanych decyzji, łączaca w sobie większość elementów, za które pokochaliśmy familijne produkcje takie, jak "E.T" (1982) Stevena Spielberga czy "Hugo i jego wynalazek" (2011) Martina Scorsese. Jest to bajka prosta, lecz mądra i stonowana. Zamiast nieustającej akcji i wybuchów proponuje ona młodemu widzowi chwile refleksji, sporo humoru oraz przynajmniej kilka scen prawdziwego napięcia, szybkich pościgów i widowiskowych ucieczek.

Serce "Mojego przyjaciela smoka", co nie jest raczej niespodzianką, stanowi stworzony w komputerach specjalistów od efektów specjalnych smok Elliott - piękny dowód na to, że gdy z użyciem technologii się nie przesadza, z ekranu płynie czysta, kinowa magia. Elliott jest doskonale animowany, sympatyczny i imponuje rozmiarami, a gdy się go obserwuje, czasem trudno oprzeć się wrażeniu, że musi gdzieś istnieć naprawdę. Dodatkową siłą produkcji są aktorzy, którym udaje się przywiązać nas do swoich postaci. Naturalność i wdzięk dziecięcych wykonawców w połączeniu z dojrzałością i charyzmą profesjonalistów daje świetne rezultaty.

Swoją rolę spełniają również zapierające dech w piersiach plenery. Zdjęcia do "Mojego przyjaciela smoka" realizowano w Nowej Zelandii, której urok dane nam było poznać już oglądając "Władcę pierścieni" i "Hobbita" Petera Jacksona. Tu także wykorzystano potencjał kryjący się w leśnych krajobrazach. Razem ze stylizowaną na irlandzką muzyką, za którą odpowiadali Daniel Hart i znana skrzypaczka Lindsey Stirling, twórcy wykreowali w "Moim przyjacielu smoku" specyficzny retro-nastrój i zbudowali świat, w którym wszystko wydaje się możliwe.

Co jednak sprawia, że "Mój przyjaciel smok" jest idealną propozycją dla całych rodzin, to fakt, że produkcja nie obraża inteligencji ani dzieci, ani ich rodziców. Jest umiejętnie skonstruowana, ma zrozumiały morał i przesłanie, a bohaterowie są zdumiewająco nieoczywiści. Chociaż reżyser w parze ze scenarzystą Tobym Halbrooksem klarownie pokazuje nam, komu powinniśmy kibicować, nie ma w "Moim przyjacielu smoku" jednoznacznie negatywnej postaci - nawet "ten zły", Gavin, ma motywacje i w gruncie rzeczy jest dobrym facetem.

Ta ambicja wraz z szacunkiem dla młodego widza, i znajomością jego wymagań są znakami rozpoznawczymi filmu. Dzięki nim, nawet jeśli historia staje się przewidywalna i oczywista, nie da się oderwać oczu od ekranu, a "Mój przyjaciel smok" sprawdzi się jako mądra rozrywka i pełna "disneyowskiej magii" bajka dla każdego.

7/10

Adrian Luzar

"Mój przyjaciel smok" [Pete's Dragon], reż. David Lowery, USA 2016, dystrybutor: Disney, premiera kinowa: 12 sierpnia 2016

Dowiedz się więcej na temat: Mój przyjaciel smok

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje