Reklama

"Marina Abramović. Artystka obecna": Wasze pięć minut

Fenomenalny dokument Matthew Akersa jest próbą zapisu performance'u, który Marina Abramović urządziła w 2010 roku w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku, gdzie spędziła ponad siedemset godzin siedząc na krześle i wpatrując się w oczy wszystkim tym, którzy zdobyli się na to, by usiąść z serbską "babcią performance'u" twarzą w twarz.

W 2007 roku powstał film "Siedem łatwych utworów Mariny Abramović", za pośrednictwem którego Babette Mangolte, bez grama zbędnego komentarza, dokumentowała performatywne spektakle, które artystka organizowała przez tydzień w Muzeum Guggenheima w 2005 roku.

Reklama

Ówczesny projekt był bardzo cielesny. Twórcze, społeczne idee przeradzały się w doznania czysto fizycznej natury. Ból, odczuwany przez Abramović, kładł się wówczas cieniem na widzach. Artystka karmiła się ich emocjami, czerpała inspiracje z abstrakcyjnych wrażeń i zamieniała je w konkret. Pięć lat później (licząc od daty wystawy, a nie filmu) w jej głowie rodzi się pomysł na performance, który odwraca sytuację, do której byliśmy przyzwyczajeni, o sto osiemdziesiąt stopni. Marina Abramović siada na krześle i daje widzom całą siebie. Ma na sobie długą, ciężką suknię, ale kiedy patrzy im w oczy - wydaje się, jakby stawała przed każdym zupełnie naga, emocjonalnie obnażona. Wtedy oni płaczą, bo wypełniają pustą przestrzeń, jaka dzieli dwa stojące naprzeciwko siebie krzesła, własnymi uczuciami - histerycznymi, zawoalowanymi, drapieżnymi lub subtelnymi - gdybyśmy szukali wspólnego mianownika, wystarczyłoby powiedzieć - szczerymi.

Jak tego typu performance funkcjonuje w obrębie filmu? Matthew Akers jako twórca zdaje się nie istnieć, chociaż (na co nie odważyła się Mangolte) wchodzi z artystką w interakcję. Ona zaprasza go do swojego domu w Nowym Jorku i na farmę na wsi, gdzie organizuje warsztaty dla młodych artystów. Opowiada mu o sobie i swojej przeszłości. Przyznaje, że była zbuntowana, kiedy miała dwadzieścia, trzydzieści i pięćdziesiąt lat; teraz ma sześćdziesiąt i czas na wejście do mainstreamu! Akers nie przeszkadza jej w trwaniu w centrum uwagi. Charyzma Abramović jest tak ewidentna, że w chwilach, gdy siada na krześle w MoMie, filmowe medium się zdaje się rozpływać i znikać w bezczasie. Kinowym widzom pozostaje wówczas otrząsanie się ze zdumienia, że siedzą twarzą w twarz z artystką, do spotkania z którą kolejki zaczynały się ustawiać kilka długich godzin przed otwarciem nowojorskiego muzeum. Wielu z nich nie jest na to gotowych. Nie mogą jednak oderwać wzroku od ekranu i często nie zauważają nawet, że łzy ciekną im po policzkach. Udowadnia to, jak wielką twórczą dojrzałością wykazał się Akers, który potrafił usunąć się w cień, pozostawiając widzów z Mariną sam na sam.

Pod względem formalnym jego dokument jest bardzo klasyczny. Akers nie bawi się formą, nie eksperymentuje z obrazem ani wizualnym stylem filmu. W jego przypadku nie świadczy to jednak o artystycznej nijakości. Przezroczystość jest zaletą i dowodem głębokiego szacunku, z jakim odnosi się do portretowanej przez siebie postaci. W jego filmie kryje się niemy zachwyt, ale nie przyczynia się on do tego, że Abramović pomnikowo kamienieje i obrasta złotem. Film jest raczej świeżym, pełnym dociekliwych pytań i niebanalnych obserwacji esejem, którego twórca subtelnie, ale z wprawą eksploruje arkana współczesnej sztuki. Udowadnia dzięki temu, że jest ona wielowarstwowym, plastycznym konstruktem, który każdy może wymodelować według indywidualnych potrzeb - tak, jak kiedyś zrobiła to Marina.

10/10


---------------------------------------------------------------------------------------

"Marina Abramović: Artystka obecna" ("Marina Abramovic: The Artist Is Present"), reż. Matthew Akers, USA 2012, dystrybutor: Stowarzyszenie Nowe Horyzonty, premiera kinowa: 5 października 2012 roku.

---------------------------------------------------------------------------------------

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje