Reklama

"M3GAN": Laleczka [recenzja]

Kadr z filmu "M3GAN" /materiały prasowe

Pod koniec lat 80. Tom Holland nakręcił horror o gadającej nawiedzonej lalce, który na stałe wszedł do kanonu gatunku. Nie wydaje mi się, żeby "M3GAN" stanęła kiedykolwiek na tej samej półce co "Laleczka Chucky", ale nie zmienia to faktu, że film, który właśnie trafił do polskich kin, to nie tylko trzymająca w napięciu historia, ale i ciekawa refleksja na temat niebezpieczeństw związanych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji.

To zresztą temat, który stosunkowo często wraca w przestrzeni publicznej w bardzo różnych kontekstach. Również w kinie, choć zwykle jako zarzewie fabularnego konfliktu, bo "bunt maszyn" wydaje się znacznie atrakcyjniejszym motywem niż ewentualne chwalenie dobrodziejstw technologii. Nie inaczej jest w przypadku "M3GAN" Gerarda Johnstone'a. Choć w kontekście tego filmu wymienić należy jeszcze jedno nazwisko, a mianowicie producenta Jamesa Wana. Człowieka, któremu ze straszeniem widzów od lat wyjątkowo jest do twarzy. By wspomnieć jedynie o zapoczątkowaniu ważnej dla miłośników horrorów serii "Piła" (pierwsza część nakręcona została w 2004 roku). A tym samym wykreowaniu czarnego charakteru, którego możemy stawiać na równi z prawdziwymi klasykami - Michaelem Myersem czy Freddiem Krugerem, czyli Jigsawa (w tej roli występował Tobin Bell).

Reklama

Mniej doświadczony, także w tym gatunku, reżyser (to raptem jego drugi film) oparł się na dobrze sprawdzonych w filmach grozy schematach, dopasowując je do opowiadanej przez siebie historii. Próżno w "M3GAN" szukać autorskiego pierwiastka jak chociażby w twórczości Ariego Astera czy Roberta Eggersa, ale nie można też mieć wszystkiego. Zamiast tego dostajemy sprawnie opowiedzianą fabułę, w której główne role odgrywają trzy bohaterki. Nazwać je wszystkie kobietami to może trochę za dużo powiedziane, bo tytułowa M3GAN to humanoidalna lalka zaopatrzona w moduł sztucznej inteligencji. Dzięki niej ma się stać idealną towarzyszką dziecięcych rozrywek, rewolucjonizując w niedalekiej przyszłości świat zabawek. Za przełomowym projektem stoi Gemma (w tej roli Allison Williams), badaczka i konstruktorka, pracująca dla jednego z branżowych gigantów. I tu jedno poważne zastrzeżenie do twórców, bo nie potrafię sobie wyobrazić, jak przeciętny widz ma kibicować bohaterce, której największym marzeniem jest doprowadzenie do tego, by odpowiednie służby uśpiły, nieco niesfornego, psa sąsiadki. Niby szczegół, ale od tej sceny losy Gemmy były mi zupełnie obojętne.

Dużo łatwiej sympatyzować z młodą Cady (Violet McGraw), zwłaszcza poznając na początku filmu jej tragiczną historię. To właśnie siostrzenica Gemmy staje się królikiem doświadczalnym, czyniąc z M3GAN swoją najlepszą przyjaciółkę oraz powierniczkę. Pomijając aspekt gatunkowy, to chyba najciekawszy wątek produkcji Johnstone'a, odnoszący się do tego, jak ci najmłodsi uzależnieni są dzisiaj od technologii. Każdy z nas pewnie miał okazję być świadkiem wybuchu agresji, kiedy matka bądź ojciec nagle odbierali dziecku smartfona.

"M3GAN" uzmysławia, gdzie czają się niebezpieczeństwa w momencie, gdy nie będzie to już zwykły telefon czy iPad, a naprawdę zaawansowane technologicznie urządzenie. Zwłaszcza w świecie, gdy sztuczna inteligencja coraz bardziej wypiera tę ludzką. Dość pesymistyczna społeczna konkluzja miesza się w filmie amerykańskiego reżysera z typowymi dla horroru środkami wyrazu, włączając w to pracę kamery czy sukcesywnie budujący napięcie dźwięk. "M3GAN" jest filmem, w którym pedał gazu kilkakrotnie mógłby zostać mocniej dociśnięty, ale koniec końców to satysfakcjonująca rozrywka z domieszką dość intrygującej humanistycznej refleksji. Choć właściciele sklepów z zabawkami pewnie mają na ten temat inne zdanie.

7/10

"M3GAN", reż. Gerard Johnstone, USA 2023, dystrybutor: UIP, premiera kinowa 13 stycznia 2023 roku.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: M3gan

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy