"LOVE" [recenzja]: Czerwień

Seks u Gaspara Noé zawsze ma wymiar eksperymentu i zabawy /materiały dystrybutora

Seks przed kamerą nie jest udawany. Genitalia nie są sztuczne. Towarzyszące stosunkom emocje też wydają się prawdziwe, bo "LOVE“ Gaspara Noé ("Nieodwracalne“) to nie porno w 3D, ale erotyczny melodramat ufundowany na melancholijnej męskiej fantazji.

Reklama

Gaspara Noé seks, sperma, pot i łzy nie nudzą. To wątki, do których wraca, wokół których osnuwa fabuły swoich filmów i z penetrowania których ewidentnie nie zamierza rezygnować. Zarzucanie mu powtarzalności i określanie jego filmów mianem nudnych i sztampowych jest jak zarzucanie Hitchcockowi, że w kółko kręcił kryminały, a Allenowi, że znów porwał się na komedię. Noé jest autotematyczny. To twórca, który ma swoje fascynacje, reżyser łatwo popadający w obsesje, ale i - co zaskakujące - mający do siebie i swojej twórczości sporo dystansu.

Bohater jego najnowszego filmu (obliczonego na skandal w Cannes i ze względu na jego brak dla wielu rozczarowującego) nosi koszulkę, w której Gaspar udziela wywiadów. Imię, nazwisko oraz twórcze filozofie reżysera pojawiają się w "LOVE“ w rozmaitych konfiguracjach i z różną częstotliwością. Wzbudzają śmiech, ale nie dlatego, że wynikają z megalomanii Francuza, ale ze względu na niebywałą bezpretensjonalność, z jaką zostają podane. Bezpretensjonalna jest też "LOVE“.

Reklama

Noé nie ukrywa przy tym, że to film pełen melancholii i historia o utraconej miłości. Co ważne, choć namiętny romans wspominamy z perspektywy mężczyzny, kobiece ciało nie zostaje w tym wspomnieniu w pornograficzny sposób uprzedmiotowione. Jest kochane, rozpalone od namiętności, w swoich odruchach przewidywalne.

"Wiecie, co macie robić“ - mówił swoim aktorom Noé twierdząc, że mimo dwóch amatorek na planie, sceny seksu nie wymagały choreografii. W "LOVE“ jest mnóstwo naturalności, z którą niewiele wspólnego mają pogłębiające realizm zdjęcia w 3D. Fabuła jest zaś o tyle pretekstowa, o ile za nieciekawy uznamy scenariusz większości historii miłosnych. Murphy (Karl Glusman) wraca wspomnieniami do romansu, który pełnił w jego życiu rolę doświadczenia transgresyjnego. I jeśli na upartego szukamy w filmie Noé jakiegoś przekraczania granic, to znajdziemy je właśnie we echach zakończonej relacji z Elektrą (Aomi Muyock). W prowadzących do dojrzewania i przemiany Murphy’ego nieznośnie silnych emocjach.

Związek z Elektrą zaczął się od niewinnego zauroczenia i przeszedł wszystkie etapy prowadzące Murphy’ego do nawiązania relacji z Omi (Klara Kristin), matką jego przypadkowo poczętego dziecka. Tytułowa miłość ujawnia się więc poprzez niekochanie, poczucie głębokiej, bolesnej straty; poprzez melancholię i seks, który u Noé zawsze ma wymiar eksperymentu i zabawy, niekiedy trójkątnej, zwykle zakończonej penetracją, czasem spełniającej się w masturbacji. Od niej zaczyna się film, w którym sperma tryśnie w trójwymiarze niejeden raz. Ten pierwszy, w którym Murphy śni o Elektrze leżąc w łóżku z Omi - sygnalizuje, że wokół unosi się jednak smutek i to on jest emocją, którą wynosi się z kina po seansie. To on będzie też rozrzedzał podniecenie, gdy sięgnie ono zenitu, a z głośników popłynie muzyka Johna Frusciante.

"LOVE" to film dla dorosłych, ale tylko dlatego, że widzom o nieco większym życiowym doświadczeniu będzie łatwiej samodzielnie przekroczyć granicę i dostrzec, że za fasadą ekranowych namiętności kryje się coś więcej niż seks.

7/10

Zobacz zwiastun filmu "LOVE". Uwaga, tylko dla dorosłych widzów!

"LOVE", reż. Gaspar Noé, Belgia, Francja 2015, dystrybutor: Gutek Film, premiera kinowa: 28 sierpnia 2015

Dowiedz się więcej na temat: LOVE

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje