Wioska położona gdzieś w górach. Czyste powietrze, soczysta zieleń lasów, stalowa wstęga rzeki. Na tym bukolicznym tle dochodzi do szeregu trudnych do wyjaśnienia okropieństw: obłęd popycha kolejne osoby do pozbawionych motywu morderstw. Podejrzenie o spowodowanie tego wszystkiego pada na mieszkającego w okolicy Japończyka, o którym krążą upiorne legendy i którego dom wygląda od środka jak siedziba złego maga. Paranoja narasta i zbiera swoje żniwo. Nie jest to jednak historia o tym, jak zabobonni wieśniacy dręczą żyjącego pośród nich cudzoziemca, aby ostatecznie uczynić z niego kozła ofiarnego. A przynajmniej nie tylko o tym. Na myli tropy, wrzuca w film bezczelnie dwuznaczne sceny, na zmianę usprawiedliwia prześladowców i pozwala współczuć prześladowanemu. Z czasem na pierwszy plan wysuwa się temat niepewności; okrutnej i tragicznej niepewności, która popycha ludzi do histerycznej szamotaniny.
Główny bohater, pierdołowaty policjant Jong-goo, podejmuje radykalne kroki, aby uratować swoją młodą córkę, która w pewnym momencie zaczyna zdradzać symptomy szaleństwa lub - jak może się wydawać - opętania. Kierowany lękiem i sprzecznymi podszeptami, nie wie, jaką podjąć decyzję. W kluczowych momentach panikuje i zmienia zdanie. Raz po raz popełnia błąd podobny do tego, który uniemożliwił Orfeuszowi wyprowadzenie Eurydyki z Hadesu.
Wbrew stereotypowemu wyobrażeniu o nadnaturalnych horrorach z Azji, "Lament" nie jest nastrojowym snujem, który straszy głównie za pomocą powoli narastającego napięcia, punktowanego trzaskiem niespodziewanie otwieranych okiennic i szelestem widmowych falbanek. Chociaż w filmie nie brakuje momentów gęstniejącego niepokoju, to przeważają w nim znacznie bardziej dosadne atrakcje: zdeformowane ciała, wściekłe szamotaniny, piekielne wizje. Co ciekawe, wiele scen grozy rozgrywa się w świetle dnia i ma slapstickowy charakter. Efekt jest z premedytacją dezorientujący: koszmar obleka się w dobrze rozpoznawalne i przaśne kształty.
Można znaleźć w "Lamencie" przebłyski szczerozłotego mistrzostwa. Na przykład frenetyczną sekwencję, w której zostają ze sobą zmontowane dwa równolegle przeprowadzane rytuały. Albo surrealistyczną puentę, w której zło wreszcie pokazuje swoje prawdziwe oblicze. W każdym z tych fragmentów Na odrzuca standardowe gatunkowe chwyty i wymyśla swoje własne instrumentarium grozy.
8,5/10
"Lament", reż. Na Hong-jin, Korea Południowa 2016, dystrybutor: Mayfly, premiera kinowa: 2 grudnia 2016 roku.








!["Wolność po włosku" [trailer]](https://i.iplsc.com/000MM1H7MT9TEJGQ-C401.webp)
!["Milcząca przyjaciółka" [trailer]](https://i.iplsc.com/000MM0KQ57MIOWK6-C401.webp)