Reklama

"Kraina miodu": O ludziach, pszczołach i harmonii [recenzja]

Kadr z filmu "Kraina miodu" /materiały prasowe

"Połowa dla mnie, połowa dla pszczół" - szepcze Hatidze, zabierając dzikim pszczołom część miodu. Piękny i intensywny dokument "Kraina miodu" to nie tylko opowieść o relacji człowieka i pszczół, ale również pars pro toto współczesnej eksploracji natury. Z nutą nadziei na koniec.

Hatidze to około 60-letnia kobieta, mieszkająca z niedołężną matką w opustoszałej wiosce na północy Macedonii. Zrujnowane budynki otaczają wysuszone zbocza gór, a wśród skał ukrywają się ule dzikich pszczół. Kobieta jako jedyna w okolicy kontynuuje tradycję ich hodowli.

Reklama

Pełen spokoju i szacunku sposób, w jaki odnosi się do pszczół, wynika nie tylko z wieloletniej wiedzy, ale i świadomości, że tylko w ten sposób zapewnić można przetrwanie pszczołom, a w konsekwencji człowiekowi. Jeśli wyginą małe owady, nie tylko utracone zostanie źródło zarobku, ale również zaburzony zostanie cały ekosystem.

Hatidze przekonuje się o tym naocznie, gdy niedaleko niej wprowadzają się dość hałaśliwi sąsiedzi. Hodują bydło, uprawiają kukurydzę, w końcu postanawiają postawić ule - wszystko na dużą skalę, byle szybko i z bezpośrednim zarobkiem. Hatidze początkowo próbuje się z nimi zaprzyjaźnić, nauczyć swojego podejścia do natury, jednak bezskutecznie.

W przejmującej książce "Historia pszczół" Maja Lunde opowiada trzy historie, na trzech kontynentach, w trzech epokach, w tym także w niedalekiej przyszłości. Przyszłości bez pszczół. To nie tylko dystopijny obraz świata bez pszczół. To także piękna metafora harmonijnej relacji między naszym a pszczelim światem oraz tego, jak najmniejsze zaburzenie harmonii między tymi światami i w każdym z nich osobna, prowadzi do katastrofy.

Brak empatii i szacunku do natury, przekłada się na zaburzone relacje rodzinne i społeczne, relacje z dziećmi, stosunek wobec osób starszych i potrzebujących pomocy.

Podobne tony odnajdziemy również w dokumencie Tamary Kotevskiej i Ljubomira Stefanova. Momentami aż trudno uwierzyć, że mamy do czynienia z dokumentem. "Kraina miodu" wydaje się sagą, przypowieścią, rzucającą nas w inną czasoprzestrzeń.

"Kraina miodu" pozostawia mimo wszystko nadzieję. Hatidze uczy jednego z synów sąsiadów, jak obchodzić się z pszczołami. Chłopak buntuje się w końcu przeciwko ojcu, gdy ten zaczyna w nadmierny sposób eksploatować ule. Rozumie, że doprowadzi to do nieszczęścia. Natura bowiem zwycięża. Po zimie przychodzi wiosna, a do życia budzą się ule.  

8/10

"Kraina miodu" (Honeyland), reż. Tamara Kotevska i Ljubomir Stefanov, Macedonia 2019, dystrybutor: Against Gravity, premiera kinowa: 20 grudnia 2019 roku.


INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Kraina miodu

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama