Reklama

"Komisarz Blond...": Agent specjalnej troski

W rękach komisarza warszawskiej policji Jana Blonda (Mariusz Pujszo) znajdą się losy świata. W tropieniu siatki szpiegowskiej pomogą mu: Minister Spraw Wewnętrznych (Marian Dziędziel) oraz tajemniczy Marek (Paweł Deląg), który "żadnej pracy się nie boi". Kiedy komisarz jest o krok od rozwiązania zagadki "Oka Sprawiedliwości", nieoczekiwanie na jego drodze pojawi się zjawiskowa Natalia (Anna Dereszowska).

Jedną z opcji umilenia nam oczekiwania na premierę najnowszego filmu z Jamesem Bondem oferuje Paweł Czarzasty. Jego propozycja to rodzinna komedia o polskim agencie do zadań specjalnych. Chwilami nawet całkiem zabawna.

Reklama

Długa była droga filmu na kinowe ekrany. Scenariusz "Komisarza Blonda i Oka Sprawiedliwości" powstał dwanaście lat temu. Wtedy to spod rąk Mariusza Pujszy wyszła pierwotna wersja opowieści o fajtłapowatym komisarzu, który wchodzi w nieustanny konflikt z rzeczywistością. Kiedy historią zainteresowali się w końcu producenci, zażądali pewnych modyfikacji. Na drodze kompromisu (Pujszo mówi w wywiadach, że poprzednia wersja scenariusza była jeszcze bardziej zwariowana) w 2009 roku ruszyły wreszcie zdjęcia. Jednak trzeba było kolejnych trzech lat, żeby film doczekał się ogólnopolskiej premiery. Czy warto było tyle czekać? Otóż, i tak, i nie.

"Komisarz Blond..." dotrzymuje obietnicy w dwóch kwestiach. Po pierwsze - jest nową jakością w rodzimym kinie gatunkowym. Film rzeczywiście trzyma się reguł komedii szpiegowskiej, gatunku w Polsce praktycznie martwego. Nie da się uniknąć porównań do serii o Różowej Panterze (Pujszo nie ukrywa, że to seria o inspektorze Clouseau była jego główną inspiracją przy pisaniu scenariusza), choć nie są to porównania, które wyszłyby polskiej produkcji szczególnie na plus. W odróżnieniu od filmów z Peterem Sellersem w "Blondzie" fabuła jest czysto pretekstowa. Nieskomplikowana intryga jest jedynie zaproszeniem do kolejnych gagów, następujących po sobie w szybkim tempie. Chociaż ilości nie udało się przełożyć na jakość, to i tak jest tu więcej śmiechu niż w wielu polskich komediach o komercyjnym potencjale.

Śmiechu wcale niewymuszonego i na całkiem przyzwoitym poziomie. Film Czarzastego jest bowiem spełnioną obietnicą także jeśli chodzi o kino rodzinne. Tu Warszawa nie cierpi na kaca, kochanie nie kłamie, a w tle nie majaczy wojna męsko-żeńska. Z ekranu wyjątkowo nie leci na nas także potok wulgaryzmów - proszę, jednak można. Nienajgorzej radzą sobie także aktorzy. Marian Dziędziel, Anna Dereszowska i Paweł Deląg są tu żywym dowodem, że za udziałem w projekcie przemówił do nich inny argument niż kasa.

Film jest w dużej mierze efektem niskiego budżetu, co niestety w wielu miejscach razi w oczy. Szkoda tym bardziej, że owe niedociągnięcia jeszcze bardziej utrudniają kupienia filmowej konwencji, która - nie ma co ukrywać - nie jest łatwa do przełknięcia. Jeśli chcecie przetestować swój dystans, to biegnijcie do kina. Ale pamiętajcie, że bilet kupujecie na własną odpowiedzialność.

5/10


---------------------------------------------------------------------------------------

"Komisarz Blond i Oko Sprawiedliwości", reż. Paweł Czarzasty, Polska 2012, dystrybutor: Kino Świat/Spinka Film Studio, premiera kinowa: 31 sierpnia 2012

---------------------------------------------------------------------------------------

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Paweł | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje