"Grand Tour": zaskakująca produkcja
Odważnie, ale w mojej opinii bardzo słusznie nagrodzone za reżyserię na festiwalu w Cannes, najnowsze dzieło twórcy "Tabu", którego dramaturgicznym spoiwem jest historia narzeczonych błądzących i szukających siebie nawzajem, realnych, a być może tylko wymyślonych, jest osobliwą hybrydą gatunkową.
Zapis filmowy staje się w tym przypadku rękopisem, a także jednym z wielu punktów odniesienia. Możliwością wyspy, jak u Houellebecqa.
Zobacz zwiastun filmu "Grand Tour"!
Można ten film, chociaż z wielkimi oporami, czytać linearnie, historia się toczy, kobieta szuka mężczyzny, pojawiają się zawsze wielkie pytania, tak bliskie charakterystycznej estetyce Gomesa. Ktoś za kimś goni, a świat ucieka. Reżyser pyta: ale co się dzieje w związku z tą ucieczką świata od człowieka?
Paradoksalnie, film zanurzony został w przeszłości, w historii traktowanej jednak a rebours: jako bibelot, błyskotka, kokardka we włosach, cyrkonia udająca brylant. Film rozbity między współczesnością a czasem dawno minionym, pomiędzy realnymi miejscami i nazwami wyimaginowanymi.
Kino jest medium oswajającym trudne pytania. W kinie Miguela Gomesa te pytania mają charakter poetyckiego białego wiersza. Nie musi być do rymu, do taktu, do sensu.

"Grand Tour": coraz mniej rozumiemy siebie
"Sny uszkodzone poza granicami" - fraza z wiersza Eugeniusza Tkaczyszyna-Dyckiego zamieszczonego w tomiku "Dzieje rodzin polskich", towarzyszyła mi także podczas seansu tego frapującego, ekscentrycznego dzieła.
Film Gomesa płynie. Potok snów, potok obrazów. Widz, oczywiście widz podatny na tego rodzaju eksperyment, płynie razem z nim. Treść jest ważna umiarkowanie, i sens, i dialogi. Liczy się owo płynięcie, surrealistyczny kabaret na poważnie.
Można to wszystko starać się rozumieć w kluczu logicznym, ale ja szczerze mówiąc poczułem się zwolniony z tego obowiązku. Nie musiałem rozumieć, wolałem przyglądać się kadrom, fotografiom, scenom. Wolałem płynąć. I tym samym być może paradoksalnie lepiej zrozumiałem bohaterów, którzy również wypływają w nieznanym kierunku. Europejczycy w Azji, zagubione kody, nieodkryte konteksty. Lost in translation.
Wietnam, Filipiny, Japonia, Tajlandia, Chiny, Singapur - gdzie dopłyniemy, dokąd nas to wszystko doprowadzi? Świat jest otwarty, kontynenty i destynacje bezkresne, im więcej chcemy zwiedzić, zobaczyć, dotknąć, tym - zdaniem Gomesa - mniej rozumiemy z siebie.
Nie chodzi o to, żeby zobaczyć więcej, ale by więcej zrozumieć
Najpierw była powieść Somerseta Maughama, którą zachwycił się reżyser - "Gentlemen w salonie". Narrator, podróżnik, spotyka się z nieznanym mu wcześniej Anglikiem w Birmie i usłyszy odeń opowieść o skomplikowanych relacjach damsko-męskich, poszukującej go narzeczonej, podróżującej w ślad za nim na przysłowiowy koniec świata. Krótka, pretekstowa rozmowa z powieści Maughama wystarczyła Gomesowi, żeby na jej podstawie zrealizować cały film.
Zobacz również:
W warstwie fabularnej to historia odważnej dziewczyny - gra ją Crista Alfaiate, decydującej się na ryzykowną podróż po Azji dla uratowania związku, tymczasem narzeczony (Gonçalo Waddington) najwyraźniej przed nią ucieka.
Film jednak ważny jest z innego powodu. "Grand Tour" to przypowieść o wartości podróży traktowanej jako wyzwanie dla duszy i dla ciała. Podróży nie po to, żeby zobaczyć więcej, ale by więcej zrozumieć - ze świata, z siebie. Teatr lalkowy staje się tutaj narratorem informującym co się wydarzy, a off, komentarz z offu, celem, nie tylko metodą. Uczestnicy filmowej podróży mówią we własnych językach, dialektach. Nie wszystko musimy rozumieć. Język to podróż.
Podróżować, żeby szukać; podróżować, żeby znaleźć. Co znaleźć? Czego szukać? Miguel Gomes pokazuje pewną sytuację, dosyć typową, chodzi jednak o to, żeby każdy postarał się znaleźć odpowiedź w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Gdzie jadę, gdzie dotarłem, z kim się spotkałem? Na stawianie tego rodzaju pytań nigdy nie jest za późno.
Bruno Schulz: "To jest największe nieszczęście - nie wyżyć życia".
8/10
"Grand Tour", reż. Miguel Gomes, dystrybutor: Stowarzyszenie Nowe Horyzonty, premiera kinowa: 7 lutego 2025 roku.










