Reklama

"Klondike": Życie z wojną w tle [recenzja]

Kadr z filmu "Klondike" /materiały prasowe

Ukraiński "Klondike" miał swoją premierę w innych czasach. Po raz pierwszy wyświetlono go w styczniu 2022 roku podczas festiwalu w Sundance, gdzie Maryna Er Gorbach otrzymała nagrodę za reżyserię. Atak Rosji na Ukrainę zdawał się wówczas najczarniejszym, ale też niemożliwym do spełnienia scenariuszem. Gdy film wchodzi do polskiej dystrybucji, mija ponad osiem miesięcy od rozpoczęcia wojny. "Klondike" przypomina, że konflikt w części Ukrainy trwa już od 2014 roku. Zapadającymi w pamięć scenami bezwzględnie obnaża jego okrucieństwo, bezsens i absurd.

"Klondike": Ukraiński kandydat do Oscara w polskich kinach

Akcja filmu niemal w całości ogranicza się do pola, na którym swoje życie próbują wieść Irka (Oksana Cherkashyna) i Tolik (Sergey Shadrin). Para spodziewa się dziecka, ma krowę, stado kurczaków, plantację pomidorów i dom w ciągłym remoncie. O spokojnej egzystencji na prowincji nie może być jednak mowy. Jest lipiec 2014 roku, na terenie Donbasu trwają walki wspieranych przez Rosję separatystów z armią ukraińską, a nieopodal spadł właśnie samolot linii Malaysia Airlines. Mimo niebezpieczeństwa, które coraz wyraźniej zagląda do życia małżeństwa, oboje decydują się nie opuszczać swojego miejsca zamieszkania.

Reklama

Ograniczając scenę do pola Irki i Tolika, Gorbach ukazuje wielką historię i głośne wydarzenia w skali mikro. Obok zniszczonego domu bohaterów przechodzić będą zarówno zwolennicy separatystów, jak i sympatycy armii ukraińskiej - czasem mijający się dosłownie o kilka chwil. O katastrofie samolotu powiedzą nam spadające z nieba fragmenty maszyny oraz smuga dymu tworząca się za horyzontem. W środku teatru wojny dwójka protagonistów - starająca się żyć swoim życiem, nieopowiadająca się po żadnej ze stron i klnąca pod nosem na wszystkich zaangażowanych w konflikt.

"Próba utrzymania normalności w okropnych czasach"

Na początku filmu zostaje zburzona jedna ze ścian domu bohaterów. Poza budynkiem wybuch niszczy także symboliczną granicę, oddzielającą ich bezpieczną przestrzeń od rozgrywającego się na zewnątrz wojennego koszmaru. Konflikt nie wejdzie do ich życia od razu i z pełną mocą. Będzie to robił stopniowo, wpływając na kolejne obszary ich egzystencji. Wojna i jej groza przez większość czasu rozgrywają się w tle. Tym większe będzie przerażenie, gdy bohaterom przyjdzie stanąć z nimi twarzą w twarz.

Gorbach daje prawdziwy popis inscenizacji, często operując na kilku planach - gdy na pierwszym Tolik montuje antenę satelitarną, w tle kolejne grupy zmierzają na miejsce katastrofy lotniczej. Wszystko ukazane w imponujących panoramach i długich ujęciach. Niestety, świadoma swych zdolności reżyserka miejscami pozwala sobie na efekciarstwo, odbijające się niekorzystnie na całości.

Mimo realizacyjnej szarży "Klondike" pozostaje skromną opowieścią o próbie utrzymania normalności w okropnych czasach. Operatorskie popisy robią wrażenie, ale to interakcje między bohaterami chwytają za serce - gdy próbują żyć jak dawniej, obejrzeć spokojnie mecz lub snują plany, mimo że wszyscy już dawno uciekli z ogarniętego wojną terenu. Gorbach ukazuje małe dramaty, które zginęły w cieniu wielkiej historii. Na szczęście nie ugięła się pod ciężarem tematu.

7/10

"Klondike", reż. Maryna Er Gorbach, Ukraina/Turcja 2022, dystrybucja: Mayfly, premiera kinowa: 4 listopada 2022 roku.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Klondike (2022)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama