Reklama

Kibic też człowiek

"Skrzydlate świnie", reż. Anna Kazejak, Polska 2010, dystrybutor ITI Cinema, premiera kinowa 5 listopada 2010 roku.

W ostatnim czasie polscy reżyserzy wyraźnie zatracili umiejętność realizowania filmów, których jedynym zadaniem jest sprawienie, aby widz dobrze bawił się w kinie. "Skrzydlate świnie" Anny Kazejak to produkcja, która na tej typowo rozrywkowej płaszczyźnie, daje radę.

Reklama

Mimo że niezwykle często mamy do czynienia z polskimi komediami, które reklamowane są jako: wszech czasów, amoralne czy też nieprzyzwoicie śmieszne, to oglądając je, bliżej nam do ewakuacji z kina, niż do dobrej zabawy. Ileż można bowiem znieść tych Judyt, Andżelik i Korb, których losy są w gruncie rzeczy bliźniaczo do siebie podobne.

Co jeszcze gorsze, w owych filmach wciąż oglądamy te same twarze, bo reżyserzy wychodzą z genialnego założenia, że skoro dany artysta zagrał już w jednej komedii i przyciągnął tłumy, to czemu z ich dziełem ma nie być tak samo. Efekt jest taki, że filmów określanych jako: zabawne i o miłości powstaje w naszym kraju najwięcej, a poziom reprezentują najsłabszy.

Kazejak udało się w dużej mierze nie wpasować w tę tendencję, co moim zdaniem już jest sporym osiągnięciem. Oczywiście nie znaczy to, że jej "Skrzydlate świnie" nie są pozbawione wad - od głupiego tytułu począwszy - ale w kontekście z papką, określaną w naszym kraju jako kino rozrywkowe, jej obraz ogląda się bez większych zastrzeżeń.

Głównym bohaterem "Skrzydlatych świń" jest Oskar (Paweł Małaszyński), mężczyzna po trzydziestce, który właśnie został ojcem, ale wciąż nie potrafi ułożyć sobie życia. Nie ma tradycyjnie rozumianej pracy, mieszka pokątnie ze swoją dziewczyną, Aliną (Karolina Gorczyca) u jej matki, a jedyną rzeczą, która tak naprawdę ma dla niego znaczenie, jest kibicowanie miejscowemu klubowi piłkarskiemu.

Paradoksalnie, gdy drużyna spada do niższej klasy rozrywkowej i właściciele myślą o jej rozwiązaniu, sytuacja Oskara zmienia się na lepsze. Powiatowy biznesmen (Cezary Pazura) proponuje mu bowiem, żeby został trenerem kibiców klubu, który właśnie kupił. Za to, co robił przez całe życie, miałby teraz otrzymywać stałe wynagrodzenie.

Sęk w tym, że zgoda jest równoznaczna ze zdradą barw klubowych, największej świętości w życiu mężczyzny. Oczywiście Oskar takiej możliwości nie bierze nawet pod uwagę, dlatego zdecydowanie odmawia. Sytuacja zmienia się jednak, gdy Basia (Olga Bołądź), dziewczyna jego brata, Mariusza (Piotr Rogucki), przyjmuje zaproponowaną mu ofertę, a "za karę" zostaje brutalnie potraktowana przez ich wspólnych przyjaciół. Sprowokowany tą sytuacją, a zarazem zdający sobie sprawy, że musi zapewnić godziwe życie swojej partnerce i ich dziecku, Oscar, postępuje wbrew wszystkiemu, co dotąd w jego życiu było ważne.

"Skrzydlate świnie" wpisują się w trend produkcji o kibicach (kibolach?), który jakiś czas temu zapoczątkowały angielskie obrazy, takie jak: "Hooligans" czy "Football Factory". Anna Kazejak przyznaje, że zapoznała się z tymi filmami, ale zaprzecza też, że w jakikolwiek sposób się na nich wzorowała. Nie zmienia to jednak faktu, że jej dzieło w dużej mierze stara się zaprezentować wspomniane środowisko na modłę tych właśnie obrazów, czyniąc głównego bohatera jednym z najważniejszych jego ogniw.

Oczywiście można się przyczepić, że Kazejak nie jest w jego prezentowaniu obiektywna, nie robi tego przekrojowo, a zaprezentowani w jej filmie "hoolsi" i "ultrasi" niewiele mają wspólnego z polskim stadionowym stanem faktycznym. Na jej obronę trzeba jednak dodać, że nie to w tym filmie jest najważniejsze - główne konflikty i fabularne intrygi mogłyby się w gruncie rzeczy rozgrywać w każdej innej subkulturze. Przynależność akurat do środowiska kibiców piłkarskich, motywuje co prawda niektóre zachowania głównych bohaterów, ale te najważniejsze zdarzenia zachodzą, gdy zostają oni z niego wykluczeni.

Dla Kazejak ważniejsze jest zaprezentowanie konfliktu dwóch braci, którym w pewnym momencie zmieniają się życiowe priorytety. Dodatkowo mimo woli wplątują się w miłosny trójkąt, co dodatkowo ich poróżnia. W efekcie, obaj zostają zmuszeni do odpowiedzenia sobie na pytanie, co tak naprawdę ma dla nich znaczenie. Czy ważniejsze są klubowe barwy i honor kibica, czy rodzina i miłość?

Dobrze że Kazejak nie postawiła na aktorskie twarze, które pojawiają się w co drugim polskim filmie, tylko postanowiła zaryzykować i zaangażować nieco mniej eksploatowanych artystów. Ciekawie wypada zwłaszcza zestawienie Pawła Małaszyńskiego, obsadzonego wbrew dotychczasowemu emploi, z Piotrem Roguckim, debiutantem na dużym ekranie. Podobać się mogą także kreacje drugoplanowe począwszy od bluzgającego kibica Andrzeja Grabowskiego po histeryczną i wiecznie narzekającą Annę Romantowską.

"Skrzydlate świnie" nie są oczywiście dziełem przełomowym, wznoszącym kino rozrywkowe w Polsce na wyższy poziom, ale jest to przykład dobrego warsztatowo, realizacyjnie i aktorsko obrazu, który pokazuje, że nie trzeba w kółko tworzyć filmów komediopodobnych, które z dobrą rozrywką mają tyle wspólnego, co kibol z zakonnicą. Cieszy też, że reżyserka zdaje sobie sprawę z jego niedoskonałości i wciąż chce się rozwijać, a nie jest zapatrzoną w siebie gwiazdą, która uważa, że skoro przyciągnęła do kin milion widzów, to nakręciła dobry film.

6,5/10

Chcesz pójść do kina, a nie wiesz gdzie i o której możesz obejrzeć wybrany przez siebie film? Sprawdź nasz repertuar kin!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Skrzydlate świnie | kibic | film | recenzja

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje