Reklama

​"Julieta" [recenzja]: W klatce

Kanwą najnowszego filmu Pedro Almodovara są trzy opowiadania noblistki Alice Munro ze zbioru "Uciekinierki". Jego bohaterkami są kobiety, które wpadły w pułapkę życia. Szukają szczęścia i wyzwolenia. Jedną z nich jest Julieta. Nieszczęśliwa matka, której córka kilkanaście lat temu zniknęła i nie daje znaku życia. Jej życie to koszmar.

Kadr z filmu "Julieta"

Sam początek filmu to bliski kadr pofałdowanej czerwonej sukienki. Przez chwilę może znaczyć cokolwiek. Dla niektórych będzie to zwiastun dramatu, dla innych odbicie skrajnych uczuć (pożądanie, miłość, kontrola), jeszcze innym przywoła na myśl kurtynę, która opada po ostatniej scenie w teatrze. Znamienne jest to, że kolor czerwony towarzyszy wielu scenom w tym filmie.

Czerwoną sukienkę ma na sobie też Julieta. Poznajemy ją w dobrej formie. Pakuje się. Wydaje się szczęśliwa. Zamierza opuścić Madryt i wyprowadzić się do Portugalii. Przypadkowe spotkanie z dawną koleżanką córki zmieni jej plany. Powrócą wspomnienia, a silne emocje z nimi związane skłonią Julietę do pozostania w Madrycie. Kobieta przeprowadzi się do dawnego mieszkania i zacznie spisywać swoje życie.

Reklama

Dla widza będzie to początek fascynującej podróży w przeszłość, w której poznamy młodą Julietę i przyszłego ojca jej córki. Losy tej trójki ułożą się w dziwny bieg dramatycznych wypadków. Nad historią tej rodziny ciąży fatum na miarę greckiej tragedii. Na ile możemy zmienić swój los? Uchronić go przed przeznaczeniem? - zdaje się pytać reżyser. Fatum, klątwa, przeznaczenie - jakkolwiek nazwane - towarzyszy bowiem matce i córce nawet wtedy, gdy są daleko od siebie.

"Julieta" jest niestety jednym ze słabszych filmów Hiszpana. Kumulacja dramatycznych wydarzeń momentami sprawia, że chce nam się po prostu śmiać, a deklamowane dialogi głównych bohaterek chwilami zbyt mocno trącą grecką tragedią czy argentyńską telenowelą. "Julieta" balansuje na granicy kiczu, ratując się mimo wszystko. Czym? Historią, pomysłem, wizją świata, który Almodovar zawsze bardzo skrupulatnie "szkicuje" i po raz kolejny ta wizja zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Ta opowieść wciąga, jest w niej elektryzujące napięcie, klimat, a gdzieś pomiędzy buzują skrajne emocje.

"Julieta" jest kobietą i tak jak ona - pełna jest niedopowiedzeń, emocjonalności i miłości.

Pedro Almodovar przyznał w jednym z wywiadów, że jak tylko przeczytał tomik Munro "Uciekinierki", od razu chciał go przenieść na duży ekran. Trudno się dziwić, bowiem bohaterowie filmów Almodovara podobnie jak postaci z prozy Munro są nieprzewidywalni, rzadko robią to, czego byśmy się po nich spodziewali.

6/10

"Julieta", reż. Pedro Almodovar, Hiszpania 2016, dystrybutor: Gutek Film, premiera kinowa 2 września 2016 roku.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Julieta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje