Reklama

Reklama

"Jak ojciec i syn" [recenzja]: Bezsilność ojca

Nagrodzony przez canneńskie jury japoński dramat "Jak ojciec i syn" to jeden z najmocniejszych i zarazem najsubtelniejszych filmów spośród azjatyckich produkcji, które w ciągu ostatnich lat trafiły na ekrany polskich kin.

Film Hirokazu Koreedy ogląda się siedząc na skraju krzesła, od czasu do czasu zaciskając pięści, rzadko opadając na oparcie w chwili relaksu. To dramat, który w całej swojej subtelności, narracyjnym minimalizmie i dbałości o wyciszanie emocji, trzyma w napięciu jak dobry thriller.

Bohaterami opowieści są dwie rodziny, na pozór różniące się od siebie wszystkim. Na chwilę połączy ich wspólny dramat, na długo podzielą idee rozwiązania problemu.

Ryota Nonomija (Masaharu Fukuyama) i jego żona Midori (Machiko Ono) to przedstawiciele wyższej klasy społecznej. Są wyrafinowani, mają wyczucie elegancji, mieszkanie przypominające czterogwiazdkowy hotel, zdyscyplinowane podejście do życia i 6-letniego utalentowanego synka Keitę, młodego pianistę. W tak uporządkowanym świecie pojawia się jednak rysa, która zamienia się w niewielkie pęknięcie, aż w końcu zyskuje wymiar przepaści.

Reklama

Okazuje się, że tuż porodzie synek Midori został zamieniony w szpitalu z synkiem Yukari. Z życia państwa Nonomija powinien zniknąć Keita, w zamian pojawić się Ryusei. Wraz z nim do sterylnego świata Ryoty i Midori wkroczyć Yukari Saiki (Yôko Maki) i jej mąż Yudai (Rirî Furankî) - gospodyni domowa i sprzedawca, mieszkający domu na przedmieściach, nie wykształceni, nie bogaci, nie przejmujący się konwenansami.

Relacja, w jaką wchodzi czwórka dorosłych ludzi zmuszonych do zamiany dzieci, jest niewyobrażalnie niekomfortowa. "Dzieci łatwiej przystosowują się do zmian" - to słowa, które padają z ust jednego z rodziców. Czy są jednak prawdziwe? Koreeda każe nam się dwukrotnie zastanowić nad wszystkimi stereotypami, rozwiązaniami, tradycjami i emocjami związanymi z sytuacją, w której znaleźli się jego bohaterowie. Im pozwala popełniać błędy, nam - przyglądającym się wydarzeniom z bezpiecznego dystansu - testować rozmaite rozwiązania, wracać do punktu wyjścia i próbować od nowa. Narracja filmu jest jednak perfekcyjnie zrównoważona. Ani reżyser, ani jego aktorzy nie miotają się histerycznie w chwilach konfrontacji z wydarzeniami ponad siły.

Sam Koreeda, choć zderza ze sobą dwie postawy, zawsze szuka eleganckiego wyjścia z sytuacji - czasem tylko po to, by pokazać, że nie jest ono możliwe. Przez chwilę zdaje się mówić, że więzy krwi są ważniejsze od wychowania, ale finalnie udowadnia, że miłość jest kwestią przeżytych razem lat, wspólnych doświadczeń, rozczarowań i radości - a nie biologii. Zupełnie nie drażni fakt, że reżyser - pokazując różne modele - znajduje ten, który uważa za właściwy dla siebie. Jest bowiem w jego filmie tyle prawdy, emocjonalnego autentyzmu i psychologicznej wiarygodności, że trudno kwestionować jego wybory.

"Jak ojciec i syn" to w końcu nie egzotyczna, azjatycka historia, zbyt głęboko wrośnięta w obcą nam kulturę, byśmy nie mogli się w niej zanurzyć. W świetnie ustrukturyzowanym scenariuszu są zamknięte przeżycia uniwersalne - niezwiązane też wyłącznie z rodzicielstwem czy trudnym dzieciństwem. Film Koreedy to film o dylematach, które wydają się nierozwiązywalne; o ustawianiu priorytetów i uczeniu się chodzenia za głosem serca - nawet wtedy, gdy każe to podważać tradycje i wyuczone wartości.

9/10


---------------------------------------------------------------------------------------

"Jak ojciec i syn" ("Soshite chichi ni naru"), reż. Hirokazu Koreeda, Japonia 2013, dystrybucja: Gutek Film, premiera kinowa: 13 czerwca 2014 roku.

--------------------------------------------------------------------------------------

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama