Czy imigranci stworzą prawdziwą rodzinę, czy rozejdą się, kiedy nie będą musieli już niczego udawać? Czy zaaklimatyzują się w nowym, jakże egzotycznym środowisku? Czy odzyskają spokój, którego tak długo odmawiał im okrutny los? I czy kogoś to w ogóle obchodzi? Zacznijmy jednak od pochwał. Audiard posługuje się specyficznym stylem, który pozwala mu opowiadać o różnych zjawiskach w precyzyjny i zniuansowany sposób. Tak jak w obsypanym nagrodami "Proroku", francuski reżyser łączy w "Imigrantach" surowy realizm ze scenami, które mają wizyjny charakter i liryczną siłę. Przez szarą codzienność Dheepana i jego rodziny raz po raz przebijają się inne porządki: wspomnienia soczyście zielonej dżungli, obrazy fluorescencyjnej europejskiej tandety, apokaliptyczne eksplozje przemocy. Zabieg ten pozwala podkreślić niejednorodność rzeczywistości: to, że coś, co dla jednej grupy jest rutyną, dla innej może wyglądać jak sen lub delirium.
Problem w tym, że za pomocą wyrafinowanej formy Audiard próbuje opowiedzieć historię, która jest jałowa i zwyczajnie nudna. Większość filmu wypełniają luźno połączone scenki z życia łże-rodziny imigrantów. Dheepan i Yalini dyskutują o domowych sprawach, w tym wychowaniu Illayaal; stopniowo zbliżają się do siebie, aby potem znów się oddalić; od czasu do czasu wdają się z sąsiadami w nieśmiałe, pełne nerwowego milczenia rozmowy; miotają się między chwilami ulgi a nawrotami rozpaczy. I tak dalej, w kółko, przez ponad sto minut seansu. Chociaż to wszystko pokazane jest w ludzki, wiarygodny sposób, to trudno wyciągnąć z tego jakieś ciekawsze wnioski, coś więcej niż imigranckie truizmy w stylu: "ciężko jest na obczyźnie", "grunt to trzymać się razem" czy "lęk bywa silniejszy od tęsknoty".
Brakuje też w filmie Audiarda wyraźnie zaakcentowanego konfliktu, który wyrwałby go z bagna mdłego dokumentalizmu. Jego koślawą protezą jest wątek prowadzonych w okolicy wojen gangów: Dheepan i jego rodzina nieustannie podglądają urywki transakcji, pyskówek i gróźb. Audiard tak długo kreuje atmosferę zagrożenia, aż wreszcie staje się ona nieważna, zmienia się w stały element krajobrazu. Kiedy na kilka minut przed finałem sytuacja ulega eskalacji i rozwiązaniu, nie robi to już większego wrażenia - oddycha się wtedy z ulgą, zamiast podskoczyć na fotelu. Ponadto puenta okazuje się boleśnie trywialna. Aby przekonać się, że do aktów okrucieństwa dochodzi w każdym zakątku globu, wystarczy przejrzeć dowolny serwis informacyjny.
5/10
"Imigranci", otwiera się w nowym oknie (Dheepan), reż. Jacques Audiard, Francja 2015, dystrybutor: Solopan, premiera kinowa: 13 listopada 2015 roku.









