Reklama

"Helmut Newton: Piękno i bestia": O nagości [recenzja]

Helmut Newton w 1981 roku - fot. Alice Springs /Best Film /materiały prasowe

Feminizm czy mizoginia? Uwydatnienie prawdziwego piękna, osobowości i siły kobiet czy seksualizacja w najgorszym wydaniu? Wreszcie – przejaw geniuszu i otwartego umysłu czy prowokacji i perwersji? Zdjęcia Helmuta Newtona, jednego z najwybitniejszych fotografów mody XX wieku, mogą się podobać, mogą drażnić, ale na pewno nie pozostawiają obojętnym, nie dają spokoju i zmuszają, by do nich wracać. Wielu ludzi na ten temat zajmuje stanowiska radykalnie sobie przeciwnie, dyskusja ciągle trwa, o czym świadczy dokument Gera von Boehma.

Skrajne opinie Helmut Newton wywoływał już w latach 60. XX wieku. Kiedy pierwszy raz przed jego obiektywem pozowały nagie modelki, świat stał dopiero u progu rewolucji seksualnej. Każdej jego sesji zdjęciowej towarzyszył więc medialny huk i atmosfera skandalu - jedni dopatrywali się w tych zdjęciach taniej erotyki i sprowadzania kobiet do roli obiektu seksualnego, inni mówili o prawdziwym przewrocie w fotografii mody, a także o swoistym świadectwie zmiany roli kobiet, jaka dokonywała się wówczas w zachodnim społeczeństwie. Łamanie obowiązujących zasad, jawne sięganie po tematu tabu, wykroczenie poza przyjęte tory myślenia o kobiecym ciele - wszystko to sprawiło, że Newton stał się postacią wręcz mityczną.

W latach 60. zbudował sobie renomę, która wyniosła go na szczyt sławy, tak zaczęła się jego oszałamiająca kariera, na którą składała się współpraca z najważniejszymi magazynami modowymi na czele z francuską i amerykańską edycją "Vogue’a". Wszyscy ludzie liczący się w branży chcieli koniecznie z nim współpracować - przed jego obiektywem stawały supermodelki, hollywoodzkie gwiazdy, ikony świata mody. Sophia Loren, Catherine Deneuve, Charlotte Rampling, Claudia Schiffer, Madonna, a także Andy Warhol czy Karl Lagerfeld. Fotografował rozebraną Grace Jones zakutą w kajdany i Isabellę Rossellini, która wedle jego koncepcji przypominać miała uległą "marionetkę" w rękach reżysera Davida Lyncha. A to zaledwie pierwsze z brzegu przykłady.

Reklama

Dokument Gera von Boehma "Helmut Newton: Piękno i bestia" mógłby posłużyć za klamrę spinającą drogę życiową i wywrotową twórczość słynnego fotografa, a przede wszystkim to, jak na przestrzeni lat była ona przez świat postrzegana. Czy sposób, w jaki portretował kobiety, uprzedmiatawiał je i upokarzał, a może wręcz przeciwnie - pomagał zyskać im podmiotowość? Boehm unika w filmie jednoznacznej odpowiedzi, nie ulega pokusie gloryfikowania i wynoszenia na piedestał swojego bohatera, zderza za to różnorodne wypowiedzi, wspomnienia i anegdoty na temat Newtona, których treści często sobie przeczą.

"Kobieta u Helmuta była silna, pewna siebie, drapieżna, prowokacyjna, władcza. Ten jego niezwykle piękny i twórczy umysł sprawiały, że wreszcie mogłyśmy poczuć się wolne" - wspomina Grace Jones. "Jako kobieta uważam te zdjęcia za mizoginistyczne" - ripostuje w innej scenie i wali Newtonowi prosto w oczy Susan Sontag, jedna z najważniejszych amerykańskich intelektualistek ubiegłego wieku. W ten sposób, na zasadzie kontrastu, Boehm tworzy obraz wiarygodnego, skonfliktowanego, pełnego sprzeczności i wielowymiarowego bohatera.

Wielowymiarowego też dlatego, że w połowie filmu reżyser nagle przenosi opowieść ze świata wielkiej mody do przedwojennego Berlina, gdzie młody Newton się wychował i gdzie zaczął marzyć o fotografii. W tym miejscu zaczynają dochodzić do głosu wciąż słabo znane wątki jego życiorysu. Tak naprawdę nazywał się Helmut Neustädter, pochodził z zamożnej żydowskiej rodziny, był synem właściciela fabryki sprzączek i guzików.

Kiedy miał 13 lat, Hitler doszedł do władzy. W 1938 roku 18-letni Helmut uciekł z nazistowskich Niemiec do Singapuru, stamtąd wypłynął do Australii, gdzie zawiązał współpracę z magazynem "Vogue". Boehm wskazuje jednak, że obrazy z Niemiec nigdy nie zniknęły z życia Newtona, pozostawiły trwały ślad. Niebagatelny wpływ na jego zdjęcia miała estetyka kina Leni Riefenstahl i kult "aryjskiego" ciała - jego piękna, tężyzny i dominacji. Fotografował kobiety tak, jak ona przedstawiała mężczyzn.

Tę siłę widać w niemal każdym zdjęciu Newtona, jednak Boehm decyduje się przypomnieć pod koniec filmu o jeszcze jednej, nieco zapomnianej i bez wątpienia najbardziej wrażliwej twarzy niemieckiego fotografa. O tym, że siłą napędową i największą jego inspiracją nie były tylko pozujące nago modelki czy wspomnienia z naznaczonego strachem dzieciństwa, a ponad pięćdziesięcioletnie małżeństwo z June Brunell. Na początku nowego tysiąclecia zdecydowali oni wspólnie o zorganizowaniu wystawy ich bardzo prywatnych, intymnych zdjęć, które nigdy nie miały wyjść poza rodzinne archiwum. Promieniujące nietypowym dla Newtona ciepłem, w których króluje czułość, całkowite oddanie i esencja codzienności. Enfant terrible modowego świata zyskał ludzką twarz.

8/10

"Helmut Newton: Piękno i bestia" [Helmut Newton: The Bad and the Beautiful], reż. Gero von Boehm, USA 2020, dystrybucja: Best Film, premiera: 13 listopada 2020 roku.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Helmut Newton | Helmut Newton. Piękno i bestia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama