Reklama

"Grace księżna Monako" [recenzja]: Monako to ja!

Księżna Monako w filmie Oliviera Dahana powtarza do znudzenia frazesy dotyczące baśni. Baśniowy świat jest możliwy. Marzenia się spełniają. Chcesz poślubić księcia - nic prostszego. Miłość jest niezwyciężona. Powstrzyma nawet konflikty zbrojne. Piękno w odpowiedniej oprawie to najlepsze koło ratunkowe dla współczesnego świata. I tak w kółko.

Dahan rzeczywiście marzył o nakręceniu baśni na podstawie kilku wątków z biografii Grace Kelly. Po zakończeniu produkcji doszło do konfliktu z producentem filmu Harvey'em Weinsteinem, który nie był zachwycony ostatecznym kształtem "dzieła". Panowie do dziś nie podali sobie ręki na zgodę.

Reklama

Oficjalnie "Grace księżna Monako" otworzyła tegoroczny festiwal w Cannes. Nie wiadomo, czy film będzie dystrybuowany w USA. Może to i lepiej, bo "baśń" o amerykańskiej księżniczce z małego europejskiego księstwa jest jednym z najmniej strawnych obrazów filmowych ostatnich lat.

W filmie Dahana, Grace (Nicole Kidman) najpierw "schodzi ze sceny". W 1956 roku gra w swoim ostatnim filmie i oficjalnie kończy karierę aktorską. Wychodzi za mąż za księcia Rainiera III. Ma zostać przykładną żoną, oddaną matką i godną reprezentantką rodziny królewskiej. Oczywiście po kilku latach wpada w depresję i zaczyna żałować, że zostawiła swoją amerykańską karierę dla europejskiej "złotej klatki".

W międzyczasie wybucha wojna w Algierii. Francja wymaga od Monako wsparcia finansowego w postaci nowych podatków. Książę Rainier w otoczeniu swoich doradców próbuje ustabilizować sytuację. Szansą Grace na powrót do "normalności" może być nowy film Hitchcocka, "Marnie". Zarówno mąż, dwór królewski i sami Monakijczycy nie są zachwyceni nowym pomysłem swojej księżnej. Szczególnie, że w Monako właśnie warzą się losy suwerenności tego maleńkiego państewka.

Naprawdę trudno powiedzieć, co w filmie Dahana razi najbardziej. Nicole Kidman w roli księżnej jest po prostu nie do zniesienia. Manieryczna, sztucznie uśmiechnięta trzpiotka, której twarz przy pewnym oświetleniu przypomina teatralną maskę z filmów grozy. Trudno się jednak dziwić, jeśli aktorka "Godzin" Daldry'ego , czy "Dogville" von Triera co rusz odgrywa jakieś kuriozalne scenki, w których albo płacze, albo pociera czoło, bo przecież myślenie sprawia jej tyle kłopotu. Z drugiej strony Grace to mistrzyni faux pais. Jak to na Amerykankę przystało, wtrąca się do męskich rozmów i zawsze ma swoje zdanie. Raz po raz Dahan robi z postaci księżnej naiwną idiotkę, która po chwili, jak gdyby nigdy nic, staje się strażniczką domowego ogniska.

Na idiotów wychodzą również inni bohaterowie. Rolą Tima Rotha w filmie "Grace..." było przede wszystkim patrzenie "spod oka" i palenie niezliczonej ilości papierosów. Pas Vega, która wcieliła się w postać Marii Callas, wygłasza patetyczne mowy i zakrywa usta ze wzruszenia. Każdy z bohaterów zachowuje się, jak plastikowa lalka. Praktycznie wszyscy bez wyjątku "podają" tekst dialogów, które są nie tylko patetyczne, ale momentami również pozbawione sensu.

Nie dość tego, że "Grace księżna Monako" to szkaradny melodramat najniższych lotów, to jeszcze Dahan próbuje z niego zrobić film kryminalny z ważką intrygą polityczną, w której ratunkiem jest kobieta. Grace mówi "Monako to ja" i dzięki temu Francuzi nie są w stanie zagrozić księstwu. W końcu nie zaatakują Grace Kelly...

Olivier Dahan, reżyser m.in. "Niczego nie żałuję - Edith Piaf" stawia przede wszystkim na dosłowność. Swoich bohaterów z kręgów politycznych kreuje na postacie z kiepskiego kabaretu, które byłyby wdzięcznym przedmiotem drwin chociażby w filmach Monthy Pytona. Na dokładkę kreuje wizję kobiety ratującej kontynent przed wojną, której szczególnie w scenie finałowej mowy po prostu nie można brać na poważnie. Kiedy księżna kończy swoje wystąpienie publiczność w filmie obdarowuje ją owacją na stojąco, a widzowie kinowi siedzą oniemiali, bo przecież to, co przed chwilą usłyszeli, nie miało kompletnie żadnego znaczenia.

Zadowoleni mogą być tylko i wyłącznie panowie a la filmowy Onassis, którzy radzą swoim przyjaciołom, żeby żony trzymać krótko. Nie zmienia to faktu, że jeśli kobieta zechce stanąć w obronie swojego księstwa, trzeba jej na to pozwolić. W końcu nieważne co mówi i tak wiadomo, że jej piękno oczaruje nawet najtwardszych politycznych graczy, dzięki czemu czołgi nie opuszczą baz wojskowych. W takiej atmosferze rozpoczął się 67. Festiwal Filmowy w Cannes.

3/10


---------------------------------------------------------------------------------------

"Grace księżna Monako" ("Grace of Monaco"), reż. Olivier Dahan, USA, Francja, Belgia, Włochy, Luksemburg 2014, dystrybucja: Monolith Films, premiera kinowa: 16 maja 2014 roku.

--------------------------------------------------------------------------------------

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: ksieżńa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje