"Gniew" [recenzja]: Zadośćuczynienie

Orlando Bloom w filmie "Gniew" /materiały dystrybutora

Minęło prawie trzydzieści lat. Przeszłość przestała już mieć znaczenie. To, o czym nie chcemy pamiętać, przestało mieć znaczenie. Irlandzkie miasteczko to przykład doskonale działającej społeczności, w której wszyscy się znają, ale też te najbardziej wstrząsające historie pozostają głęboko ukryte. Nie ma sensu rozdrapywać ran i oceniać kogoś za coś, co wydarzyło się tak dawno temu. Przecież najważniejszy jest spokój.

Reklama

Główny bohater, trzydziestosiedmioletni Malky (Orlando Bloom), pracuje fizycznie przy rozbiórce budynku starego kościoła. Najgorsze ma już chyba za sobą. Więzienie i problemy z prawem to już przeszłość. Mimo że nadal mieszka z matką, utrzymuje się sam, ma czas na piwo z kumplami i randkę z ukochaną. Stabilizacja to coś, o czym zawsze marzył. Jedno spojrzenie w lokalnym pubie wystarczy, żeby naruszyć status quo. Malky zobaczy znajomą twarz z koszmaru przeszłości i automatycznie wróci do tego, co wydarzyło się dwadzieścia pięć lat temu, kiedy był małym chłopcem.

W "Gniewie" od początku wiadomo, kim jest ten siwy pan, spotkany w toalecie i co wydarzyło się w przeszłości. Najbardziej uderzającym elementem tego scenariusza wydaje się być to, jak bardzo ofiara pedofilii nie potrafi opowiedzieć swojej historii. Punktem wyjścia staje się niemożność świadkowania i brak zaufania, nawet w stosunku do najbliższych. Zresztą postać matki głównego bohatera, to doskonały przykład tych, którzy chronią sprawców dla dobra Kościoła, społeczności i spokoju ducha. Ta figura w "Gniewie" jest nie tylko bardzo opresywna, ale również najbardziej przerażająca.

Reklama

Z drugiej strony, w momencie powrotu sprawcy do rodzinnych stron ofiar, obok Malky’ego pojawia się ktoś obcy, kto dzieli z nim doświadczenie przemocy seksualnej z dzieciństwa. Dla Paula (Charlie Creed-Miles) konfrontacja z demonami dzieciństwa stanowiła początek procesu przepracowania traumy. On najlepiej wie, jak ważne jest powiedzenie na głos o tym, co wydarzyło się kilkadziesiąt lat temu.

W scenariuszu filmu Schammasianów, autorstwa Geoffa Thompsona (historia oparta na doświadczeniu autora), najważniejszy jest wątek dewastacji i chaosu w życiu ofiary pedofili księży kościoła katolickiego. Uśpione demony pojawiają się natychmiast wraz z postacią sprawcy, który czuje się bezkarny. W historii Malky’ego chodzi koniec końców o wybaczenie, ale gniew i zemsta to warunek konieczny, aby jakkolwiek przepracować traumę z dzieciństwa. Gdyby nie nachalna symbolika i zbyt naiwne metafory wizualne i narracyjne, jak chociażby rozbiórka budynku starego kościoła jako miejsca zbrodni, film Schammasianów byłby bez zarzutu.

"Gniew" nie przypomina skomplikowanych narracji obnażających pedofilię w Kościele katolickim w sensie systemowym tak, jak wybitny "Spotlight" Toma McCarthy’ego. Bliżej mu do kilku wątków z serialu "Ray Donovan", w którym też pojawia się motyw zadośćuczynienia za taką krzywdę. Czy to w ogóle jest możliwe? Jeśli tak, to co jest najważniejsze dla ofiary i w jaki sposób powinno się opowiadać takie historie?

6/10

"Gniew" (Romans), reż. Ludwig Schammasian i Paul Shammasian, Wielka Brytania 2017, dystrybutor: Kino Świat, premiera kinowa: 12 stycznia 2018 roku.

Dowiedz się więcej na temat: Gniew (film)

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje