Reklama

Reklama

"Geograf przepił globus" [recenzja]: Stowarzyszenie zapitych poetów

Jak wyglądałoby "Stowarzyszenie umarłych poetów", gdyby Peter Weir był Rosjaninem? Morze wódki, zagubione w głębi Rosji miasto, słowiańska melancholia i gościnność, a pośrodku nauczyciel nieudacznik.

"Geograf przepił globus" Aleksandra Wieledinskiego, dzięki fascynującej grze Konstantina Kabenskiego, ma w sobie wiele pociągającego uroku i tragikomicznego humoru.

"Szczęście nie jest za górami" - taki napis widnieje na brzegu rzeki Kama w Perm. Początkowo postać Wiktora (Kabenski) zasłania jego część. Widać tylko: "Szczęście jest za górami". Dla mieszkańców miasta u podnóża Uralu, na granicy Europy i Azji szczęście to wyjazd za góry, na zachód. Z dala od postsowieckiej beznadziei.

"Geograf..." to adaptacja powieści Aleksieja Iwanowa. Wieledinski przeniósł akcję z lat 90. do współczesności, choć wciąż czuć duszną atmosferę beznadziei z okresu tuż postsowieckiego. W Perm czas się bowiem zatrzymał. To miejsce ucieczki dla Wiktora, wyrzuconego z uczelni biologa. Przyjeżdża do Perm, swojego rodzinnego miasta z młodą żoną Nadią i córeczką w poszukiwaniu spokoju. A może nawet odkupienia za grzechy przeszłości?

Reklama

Wiktor to wiejski filozof-inteligent, o liberalnym podejściu do życia. Z dystansem spogląda na troski własne i bliźnich. Choć przyznaje się do nieznajomości geografii, zaczyna uczyć tego przedmiotu w lokalnej szkole. Rozbrykana banda nastolatków testuje granice jego wytrzymałości w klasie, w domu z kolei żona sugeruje rozwód i zaczyna romansować z przyjacielem Wiktora z czasów szkolnych. Zresztą sam Wiktor ją do tego zachęca, mimo iż Nadię nadal kocha.

Nie jest to prosty trójkąt, bowiem do kompletu dochodzi jeszcze samotna przedszkolanka, elegancka nauczycielka niemieckiego, jak i nieszczęśliwie zakochana w Wiktorze jedna z jego uczennic. Między jedną a drugą pijacką balangą Wieledinskiemu udaje się oddać coś z ducha współczesnej Rosji.

Wiktor to sfrustrowany inteligent, walczący z niepewną teraźniejszością i bez większych nadziei na przyszłość. To nie John Keating z filmu Weira. Łączy ich może jedynie filozofia, by czerpać radość z danej chwili. U Wieledinskiego jest to jednak melancholijny optymizm zatopiony w wódce, dzięki któremu szczęście odnajdywane jest tu i teraz a nie za górami. To jedyne co pozostało.

Otrzeźwienie, choć chwilowe, przychodzi w naturze, gdy Wiktor spełnia swoją obietnicę i zabiera część uczniów na spływ rzeką. Niestety ta część filmu jest zbyt krótka i rwana, by miała okazję odpowiednio wybrzmieć. Szkoda, bo tkwił w niej spory potencjał, który widać dzięki fenomenalnemu Kabenskiemu w roli głównej.

Wydaje się, że w filmie Wieledinskiego nie ma spektakularnego pedagogicznego triumfu, lecz nie o to tu chodziło. Swoja lekcję pobrać miał bowiem sam nauczyciel.

7/10

---------------------------------------------------------------------------------------


"Geograf przepił globus" ("Geograf globus propil"), reż. Aleksandr Wieledinski, Rosja 2013, dystrybutor: Art House, premiera kinowa: 3 października 2014 roku.

--------------------------------------------------------------------------------------

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

Chcesz poznać lepiej swoich ulubionych artystów? Poczytaj nasze wywiady, a dowiesz się wielu interesujących rzeczy!

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Rosji

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy