Reklama

"Facet do dziecka": Obibok, niania, diler

Tytułowego "Faceta do dziecka" gra Jonah Hill, znany chociażby z "Supersamca", a na służbę wysyła go David Gordon Green, reżyser "Boskiego chilloutu". I tak jak w przypadku tego ostatniego filmu dostajemy tu zwariowaną komedię o nieudaczniku, który zostaje wplątany w kryminalną intrygę.

Taki dowcip: nerd (Hill) z nadwagą i zapasem poczucia humoru przychodzi do wielkiego domu, aby pracować tam jako opiekunka do dzieci i zastaje na miejscu trójkę potworów - adoptowanego Unabombera (Kevin Hernandez), emo-geja (Max Records) i wypacykowaną prostytutkę in spe (Landry Bender).

Nie obchodzi go za bardzo, co stanie się z dziećmi, za to bardzo przejmuje się tym, że jego dziewczyna (Ari Graynor) - a raczej wysługująca się nim, toksyczna koleżanka - potrzebuje działki koksu. Zabiera więc podopiecznych do samochodu i rusza w podróż: od ćpuńskiej meliny do restauracji, gdzie odbywa się bal małych księżniczek, od chińskiej dzielnicy po bar okupywany przez spadkobierców Czarnych Panter. Po drodze, zupełnie przy okazji, reperuje swoje życie emocjonalne, udziela małym cennych rad i zbiera szacun na dzielni.

Reklama

Taki sobie ten dowcip, wręcz suchar - w końcu już Hulk Hogan musiał zostać "Panem Nianią", a Tim Roth w jednym z "Czterech pokoi"opiekował się rodzeństwem antychrystów. Dało się to jednak opowiedzieć z werwą i polotem, odpowiednio zrytmizować, strategicznie rozmieścić twisty i puenty. Nie tym razem. David Gordon Green chciał dobrze i przedobrzył. Akcja startuje błyskawicznie i przez cały czas gna na złamanie karku, kluczowe dla emocjonalnej warstwy momenty przychodzą zbyt szybko, konflikty w pełni nie wybrzmiewają, całość rozpada się na ciąg skeczy nanizanych na wątłą nić fabularną.

"Facet do dziecka"rozegrany jest w dwóch konwencjach: filmu gangsterskiego i spóźnionego (oraz przyspieszonego) "coming of age movie", w czasie którego życiowy przegraniec chociaż na chwilę zmienia się w zwycięzcę. Jeśli chodzi o tę pierwszą, to komedii Greena brakuje krwi i testosteronu - chociaż przez ekran przewijają się tłumy zakapiorów różnej maści i co chwilę ktoś do kogoś strzela, to nie ma tu pazura, zapachu prochu i prawdziwego suspensu.

Jeśli chodzi o tę drugą, "Facet do dziecka" okazuje się absolutnie niewiarygodny. Sceny, w których bohater ma zostać sportretowany jako frajer, wypadają absurdalnie, vide prolog, kiedy to serwuje przyjaciółce mistrzowską minetę, aby nie doczekać się z jej strony oralnego rewanżu. Momenty emocjonalnych przemian są natomiast mechaniczne i powierzchowne, jakby twórcy odkreślali w notesiku kolejne punkty do zaliczenia: pozbycie się niewłaściwych znajomych, odzyskanie pewności siebie, osiągnięcie stanu samoakceptacji.

Odkupić grzechów reżysera i scenarzystów nie udaje się nawet Jonahowi Hillowi i wcielającemu się w rolę stukniętego dilera Samowi Rockwellowi. Hill jest brawurowo bezczelny i niezgrabny, a Rockwell malowniczo przerysowany, ale żaden nie dostaje postaci do zagrania i historii, w której ta postać mogłaby się odnaleźć. Wypruwając sobie przed kamerą żyły, tak naprawdę boksują powietrze.

3,5/10


---------------------------------------------------------------------------------------

"Facet do dziecka", reż. David Gordon Green, USA 2011, dystrybutor Imperial - Cinepix, premiera kinowa 20 kwietnia 2012 roku.

---------------------------------------------------------------------------------------

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: faceci | David Gordon Green | facet
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama