Reklama

"Ekipa" [recenzja]: Kolejny raz

Chłopaki z serialowej ekipy bawili swoich wiernych widzów od 2004 roku. W trakcie 8 sezonów zdarzały się serie kilku odcinków, po których rzeczywiście nie można było powstrzymać ataku śmiechu. Ale bywały też "mielizny". Chłopcy zbyt dużo i zbyt często mówili o tym samym. Było wiadomo, że chodzi o bycie maczo, seks, pieniądze i dobrą zabawę. Gdzieś w tle zawsze czaiła się ta niby "prawdziwa" fabryka snów - wielkie gwiazdy, reżyserzy, piękne kobiety i w końcu całe pokolenie celebrytów. Dla serialu te wzloty i upadki działały wręcz kojąco. W przypadku filmowej wersji "Ekipy" przyjemność ulatuje dosłownie w mgnieniu oka.

Z telewizji na kinowe ekrany. "Ekipowcy" zaczynali jako serialowi bohaterowie

Powrót do "ekipy" oznacza zawsze wielką imprezę. Tym razem jacht, gdzieś w okolicach Ibizy. Vince (Adrian Grenier) próbuje uczcić swój rozwód po 9 dniach małżeństwa. Jego oddani "bracia" - najlepsi kumple Eric (Kevin Connolly), Turtle (Jerry Ferrara) i Johnny (Kevin Dillon) chcą wesprzeć przyjaciela w podejmowaniu nowych decyzji życiowych. Vince marzy o zmianie o 180 stopni. Wykonuje telefon do swojego dawnego agenta, dziś już szefa jednego ze studiów filmowych w fabryce snów, Ariego (Jeremy Piven). Od słowa do słowa panowie ustalają, że czas na ponowną współpracę. Kolejny raz warto nakręcić dobry film i zarobić na tym gigantyczną ilość pieniędzy. 

Reklama

Od tego momentu chodzi już tylko o to, żeby załatwić jeszcze parę milionów dolarów więcej na produkcję arcydzieła, które kiedyś zostanie nagrodzone m.in. Złotym Globem. Doug Ellin wykorzystał w poserialowej fabule wszystkie chwyty, które sprawdziły się w tasiemcu. Niestety, film rządzi się zupełnie innymi prawami. Filmowa "Ekipa" to dawka uderzeniowa dla fanów serialu - z jednej strony odrobinę przyjemny, z drugiej mocno wymuszony powrót do przeszłości. Wszyscy panowie mają wciąż te same problemy, wciąż rozwiązują je razem a męska przyjaźń jest twardsza niż skała. W tym bajkowym, naiwnym klimacie już trochę podstarzałych pseudonastolatków rozmiłowanych w podglądaniu półnagich kobiet, co jakiś czas pojawia się światełko w tunelu w postaci niezłego dialogu - śmiesznej sceny. Oczywiście sprawdza się genialny Jeremy Piven - Ariego można oglądać wręcz do znudzenia. Jego niezapomniany asystent Loyd jest niestety tylko epizodem, ale nawet te kilka scen wystarczy, żeby chociaż na chwilę zapomnieć o świecie chłopców z LA, który od kilkunastu lat nie zmienił się niestety ani o jotę.

W "Ekipę" być może uwierzą fani serialu. Przyjemnie jest przypomnieć sobie, że jakiś czas temu obejrzało się 8 sezonów przygód tych panów z fabryki snów. Poza tym, niestety, nic więcej. Dziewczyny na basenie, epizody z gwiazdami wszystkich maści od Thierry’ego Henry'ego do Emily Ratajkowski,  w końcu - bardzo drogie i lśniące samochody na każdym rogu. O zaskoczeniu można mówić jedynie w dwóch przypadkach - Haley Joel Osment ("Szósty zmysł") jako synek bogacza z Teksasu to niezwykła i momentami dość frustrująca niespodzianka. I druga kwestia - po "Spring Breakers" Harmony’ego Korine’a naprawdę trudno będzie nakręcić lepszą amerykańską imprezę.

3/10



--------------------------------------------

"Ekipa" (Entourage), reż. Doug Ellin, USA 2015, dystrybutor: Warner Bros, premiera kinowa 19 czerwca 2015 

---------------------------------------------

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Entourage

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje