Reklama

Delfiny jako ofiary popkultury

"Zatoka delfinów" ("The Cove"), reż. Louie Psihoyos, USA 2009, dystrybutor Vivarto, premiera kinowa 21 maja 2010 roku.

"Zatoka delfinów" Louie Psihoyosa nie jest filmem przyrodniczym czy banalną ekologiczną propagandą, lecz "dokumentalnym thrillerem szpiegowskim" w efektowny sposób demaskującym kulisy, przynoszącego niebywałe zyski, delfiniego biznesu. Produkcja została nagrodzona Oscarem dla najlepszego pełnometrażowego dokumentu.

Reklama

Pierwsza część filmu przedstawia problem w formie tradycyjnego kina dokumentalnego (wywiady, materiały archiwalne). Niemal każde amerykańskie zoo posiada własne delfinarium, w którym można obejrzeć pokaz z udziałem tresowanych delfinów. Zwierzątka radośnie skaczą kilka metrów nad wodą, grają w piłkę, pałaszują rybne przysmaki i szeroko "uśmiechają się" do zachwyconych widzów. Patrząc na taki show, nawet nie przychodzi nam do głowy, że delfiny mogą przez nas cierpieć. Film Louie Psihoyosa uświadamia nam, że nasze myślenie w tej kwestii jest bardzo naiwne.

"Flipper" to bijąca rekordy popularności w latach 60. XX wieku seria filmów o przyjaźni delfina i chłopca, która stała się początkiem delfiniego biznesu. Miliony rodzin z dziećmi chciały zobaczyć na żywo to, co widziały na ekranie - mądre i radosne istoty, wyczyniające w wodzie fantazyjne akrobacje. W ten niezwykły sposób delfiny stały się ofiarami popkultury, otrzymały etykietkę "uśmiechniętych" zwierzątek, których celem jest zabawianie amerykańskich dzieciaków. Nikt nie zastanawiał się, co może dziać się "za kulisami" takiego show.

Głównym bohaterem filmu jest Richard O'Barry - niegdyś treser, pracujący przy filmie "Flipper", później zagorzały aktywista, walczący z bezprawnym mordowaniem delfinów, które odbywa się przede wszystkim w Japonii. W malowniczo położonym miasteczku Taiji istnieje tytułowa zatoka, gdzie delfiny są łapane i w bestialski sposób zabijane (nawet około 20 tysięcy sztuk rocznie), bądź w najlepszym przypadku trafiają do jednego z kilku tysięcy delfinariów. Dla japońskiej gospodarki, opartej w dużej części na rybnym biznesie, delfiny to zwyczajne szkodniki (żywią się rybami, a ryby to towar, który przynosi zyski). O'Barry wiele lat walczył o zwrócenie uwagi mediów na ten problem, jednak bezskutecznie.

Zatoka ukryta między wysokimi skałami jest pilnie chroniona przed nieproszonymi gośćmi z aparatami i kamerami. Dla Louie Psihoyosa nie jest to jednak przeszkoda - zbiera zespół specjalistów, wśród których znajdują się znakomici nurkowie, czy też ekspert w dziedzinie najnowszych technologii z Industrial Light & Magic. Sekwencje przygotowań do misji oraz wdarcia się do miejsca rzeźni i nagrania bezprawnego procederu są zrealizowane w konwencji współczesnego thrillera szpiegowskiego. Psihoyos skutecznie przykuwa uwagę widza przyzwyczajonego do narracji opartej na wartkiej akcji - dba o dramaturgię, błyskotliwy montaż, niezwykłe ujęcia kamery.

"Zatokę delfinów" ogląda się niemal jak hollywoodzką superprodukcję pokroju "Ocean's Eleven". Autorzy celowo ukazują problem w efektownym opakowaniu - anachroniczna forma klasycznego dokumentu nie trafiłaby do szerszego grona odbiorców. Film otrzymuje wiele nagród, zyskuje rozgłos, a jednocześnie apel filmowców i aktywistów trafia do ogólnoświatowej widowni, co w przypadku dokumentów przecież wcale nie jest takie częste. Kino pomysłowe, efektowne i zmuszające do refleksji.

8/10

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: problem | Delfin | Louie Psihoyos | zatoka | Delfiny

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje