Reklama

"Czego nauczyła mnie ośmiornica": Najpiękniejsza przyjaźń [recenzja]

Co ta ośmiornica wyprawia? Łypie na filmowca zza wodorostu, spod skały, pływa z rybkami, bawi się! Zapomnijcie o Nemo i Dory - razem z całą rodziną usiądźcie do oglądania "Czego nauczyła mnie ośmiornica". Historii prawdziwej. Zresztą, obejrzeć ten nominowany do Oscara film tylko raz, to zdecydowanie za mało.

Dokument "Czego nauczyła mnie ośmiornica" opowiada historię nietypowej przyjaźni

Przez rok, dzień w dzień, niezależnie od pogody, w słońce i deszcz filmowiec Craig Foster nurkował w południowoafrykańskim lesie wodorostów, żeby obserwować swoją nową, niezwykłą przyjaciółkę: ośmiornicę. Spotkał ją przez przypadek, po kilku latach rejestrowania podwodnego świata False Bay nieopodal Cape Town, i od razu poczuł, że jest w tym nieoswojonym, pięknym, dzikim stworzonku coś niezwykłego. Poznał je, gdy zrzuciło z siebie zagadkowy "strój" z muszelek.

Dlaczego głowonóg to zrobił? Człowiek nie mógł, ot tak, odpłynąć, zaczął przyglądać się życiu istoty. Ta długo się go obawiała - chowała za wodorostami, wyglądała spod kamieni, a po mniej więcej miesiącu... "podała mu rękę". To dopiero pierwsze tygodnie tej absolutnie magicznej międzygatunkowej znajomości, która obfitować będzie jeszcze w chwile zabawne i groźne, radosne i tragiczne.

Ośmiornice są równie inteligentne, co psy, koty i niektóre naczelne - ale "Czego nauczyła mnie ośmiornica" nie jest typowym dokumentem z anteny jednego z przyrodniczych kanałów telewizyjnych (niczego im nie ujmując). Film nie przytłacza naukowymi faktami, chociaż dyskretnie je przemyca i wtapia w większą opowieść - o relacji między człowiekiem i głowonogiem, człowiekiem i naturą.

Reklama

Ośmiornica fascynuje swoją budową - odnóżami i czułymi wypustkami, którymi bada świat i broni się przed niebezpieczeństwami. Zachwyca jeszcze bardziej, gdy zaczynamy poznawać jej osobowość i codzienność. Craig Foster nie antropomorfizuje swojej przyjaciółki - nie szuka wyjaśnień dla jej zachowań i ośmiorniczych decyzji przez pryzmat zachowań i decyzji człowieka. Przeciwnie, chłonie jej świat i akceptuje go, nawet wtedy, kiedy chciałby zainterweniować, coś zmienić, czemuś się sprzeciwić. Pod czujnym spojrzeniem mięczaka i z jego wobec siebie tolerancją uczy się życia na nowo i porządkuje swoje sprawy. Odnajduje utracony spokój.

Film rządzi się własnymi prawami i chociaż autorem większości zdjęć jest Foster, jego samego widzimy dzięki kamerze prowadzonej przez Pippę Ehrlich i Jamesa Reeda oraz syna Craiga - Toma. Kiedy Foster podglądał ośmiornicę, oni podglądali jego, aby potem cały materiał ułożyć w historię niemal fabularną, z chwilami napięcia, początkiem i epilogiem. Jednocześnie to nadal dokument z mocnym naukowym zacięciem - Foster, Ehrlich i Reed do współpracy przy montażu zaangażowali dr Jennifer Mather z kanadyjskiego uniwersytetu Lethbridge, ekspertkę ds. głowonogów. To też film o dużych walorach estetycznych, zachwycających zdjęciach (niejednokrotnie musiały być dla twórców wyzwaniem stricte technicznym) oraz precyzyjnej, przemyślanej realizacji.

Rezultat po prostu zachwyca. Obejrzeć taki film to przyjemność, nie tylko nauka. Mieć taką przyjaciółkę to prawdziwy zaszczyt. Zadbać o przyszłość jej pobratymców i całego bogatego podmorskiego świata - to wyzwanie, które trzeba jak najszybciej podjąć, ale to już temat wykraczający poza recenzję.

8,5/10

"Czego nauczyła mnie ośmiornica" [My Octopus Teacher], reż. James Reed, Pippa Ehrlich, RPA 2020, film dostępny w serwisie Netflix

***Zobacz także***

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje