"Czas mroku" [recenzja]: Pora na dobranockę

Gary Oldman w filmie "Czas mroku" /materiały dystrybutora

W zrealizowanym przez Joego Wrighta filmie, Winston Churchill jawi się nie tyle jako człowiek z krwi i kości, ile barwna figura z panteonu brytyjskiej popkultury, ktoś pokrewny Sherlockowi Holmesowi, Jamesowi Bondowi i Władcy Czasu z serialu "Doktor Who".

Reklama

Długie cygaro, jeśli nie falliczne, to przynajmniej hipermęskie, na swój sposób zadziorne, wystające spomiędzy ust niczym lufa pistoletu. Twarz bobasa cierpiącego na ekstremalną wersję progerii: nalana, jowialna, a przy tym pokryta nalotem starości. Churchill jest tak charakterystyczny, że aż groteskowy. Odnosi się to zarówno do jego wyglądu, jak i zachowania. Bohater lubi pić od samego rana, bez umiaru, ale za to z wprawą, dzięki której cały czas zachowuje władze umysłowe. Na zmianę mamrocze do siebie i wygłasza głośne tyrady, brzmiące tym bardziej piorunująco ze względu na jego bulgocząco-skrzekliwy głos.

Ekranowy portret prawdopodobnie najsłynniejszego z brytyjskich polityków składa się głównie z ekscentryzmów i skrajności; niewiele znajdziemy w nim półcieni czy znaków pytania. Najważniejszy jest jak najbardziej wyrazisty efekt. W myśl tej zasady gra obsadzony w głównej roli Gary Oldman. Ucharakteryzowany nie do poznania, dosłownie pogrzebany pod warstwami sztucznej skóry, robi wszystko, aby uczynić z Churchilla postać większą niż życie - niestety, ta aktorska szarża już w pierwszych scenach osuwa się w przygnębiającą błazenadę.

Reklama

"Czasu mroku" pokazuje Churchilla w przełomowym momencie jego kariery, tj. w trakcie II wojny światowej, kiedy zostaje premierem. Zagrożenie ze strony nazistowskiej armii. Ciężar odpowiedzialności za cały naród. Gęstniejący nastrój defetyzmu. Niczego z tego nie czuć w filmie. Pomijając niezbyt długą chwilę zwątpienia, którą kończy krzepiąca pogadanka z tzw. "zwykłymi ludźmi" z londyńskiego metra, Churchill doskonale radzi sobie z powierzoną funkcją; pewny siebie, niezłomny i bezczelny, szaleje w świecie polityki niczym heroiczny słoń w składzie porcelany.

Wright, reżyser "Pokuty", "Hanny" i "Piotrusia. Wyprawy do Nibylandii", twórca ze skłonnościami do fantazji i eskapizmu, opowiada o wyjątkowo burzliwym historycznym okresie z gawędziarską lekkością. Takie podejście początkowo pozwala filmowi uniknąć nazbyt dużego patosu, ale na dłuższą metę pozbawia go jakiejkolwiek emocjonalnej siły. Wbrew swojemu posępnemu tytułowi "Czas mroku" jest w gruncie rzeczy niezobowiązującą bajką, w której Churchill pełni rolę kogoś w rodzaju mądrego, nieszkodliwie zdziwaczałego czarodzieja.

3/10

"Czas mroku" (Darkest Hour), reż. Joe Wright, Wielka Brytania 2017, dystrybutor: UIP, premiera kinowa: 26 stycznia 2018 roku.

Dowiedz się więcej na temat: Czas mroku

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje