Reklama

Co za dużo...

"Miss Kicki", reż Hakon Liu, Szwecja, Tajwan 2009, dystrybutor Spectator , premiera kinowa 8 kwietnia 2011 roku.

Hakon Liu w swoim pełnometrażowym debiucie sięga po prosty, acz nader użyteczny w kinie chwyt - podróż jako metaforę odnajdywania siebie i odbudowywania relacji z drugim człowiekiem. Problem "Miss Kicki" polega jednak na niezdecydowaniu reżysera, czy postawić na prostotę samej historii, czy ubarwiać ją kolejnymi wątkami, które w ostatecznym rozrachunku rozmywają główną historię.

Reklama

Po wielu latach pobytu w Stanach Zjednoczonych Miss Kicki (Pernilla August) przyjeżdża do Szwecji, gdzie zostawiła dawno temu syna pod opieką babci. Teraz Victor ma 16 lat i niewiele wspólnego z matką. Pod naciskiem babci Kicki decyduje się wyrwać z marazmu, w jaki powoli zaczynała popadać w kraju i zabrać syna na wakacje do Tajpej. Wyprawa ma jednak też inny cel. Kicki chce się tam bowiem spotkać ze swoją internetową miłością - panem Changiem, bogatym biznesmenem.

Liu przyznał w jednym z wywiadów, że chciał połączyć swoje dwa ulubione style - szwedzki realizm i azjatycką poetykę. Z pewnością z obu wyciąga prostotę środków, co służy skromnej w gruncie rzeczy historii, nie tyle o odbudowywaniu relacji między matką a synem, co o ponownym zdefiniowaniu siebie wobec mijających lat.

Liu nie skupia się na zderzeniu kultur. Victor zaprzyjaźnia się co prawda z młodym Tajwańczykiem, Didi, który staje się i przewodnikiem po Taipei, i katalizatorem między ojcem i synem, a w końcu również impulsem, który pozwoli Victorowi odkryć swój homoseksualizm (wątek nadający się właściwie na osobną historię).

Najmocniejszą stroną filmu Liu jest Pernilla August, znana szwedzka aktorka teatralna, nagrodzona w Cannes za rolę w "Dobrych chęciach" Bille Augusta. To jej aktorstwo sprawia, że historia zaczyna w pewnym momencie zmierzać w stronę tragicznego obrazu kobiety w średnim wieku, która uświadamia sobie, że przegrała swoje życie. W świetnie wygranej scenie wizyty w domu pana Changa ukazuje się twarz kobiety, która w pogoni za nieokreślonymi celami i młodością straciła swoją szansę na stabilizację. Teraz uświadamia sobie, że jest jeszcze możliwość zbudowania chociaż namiastki relacji z dorastającym synem.

Prostotę "Miss Kicki" zaburzają różne "atrakcje", którymi Liu chce często na siłę urozmaicić samą historię, jak odkrywanie przez Victora fizycznej fascynacji kolegą czy finałowy wątek sensacyjny (punkt kulminacyjny umiejscowiony w dość nietypowym momencie scenariusza). Kwiatki, które z jednej strony mają stanowić impuls do kolejnych zwrotów akcji, niewygrane do końca sprawiają, że ostatecznie debiut Liu ogląda się jak zlepek poszczególnych scen, które nie pozwalają na emocjonalne zaangażowanie i w historię, i w rozterki bohaterów.

"Miss Kicki" ukazuje jednak, że Hakon Liu ma oko do historii o ludzkiej naturze i filmowych portretów jednostek na rozstaju życiowej drogi, w czym czerpie z najlepszych szwedzkich tradycji. Stąd pomimo potknięć w jego debiucie, warto śledzić jego dalszą karierę.

4,5/10

Chcesz pójść do kina na film "Miss Kicki" lub na inną interesującą cię produkcję, a nie wiesz gdzie i o której możesz ją obejrzeć? Sprawdź repertuar kin w swoim mieście!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Hakon Liu | Miss Kicki | Tajwan | Ola Chlebicka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje