Reklama

Reklama

Ciepły wiatr z południa

"Kobiety z 6. piętra" ("Les femmes du 6eme etage"), reż. Philippe Le Guay, dystrybutor Best Film, premiera kinowa 2 grudnia 2011 roku.

Maria (Natalia Verbeke) wnosi nieco świeżego powietrza w zatęchłą atmosferę 6. piętra starej paryskiej kamienicy. Do Francji przyjechała autobusem z hiszpańskiego miasteczka. Tam pracowała w fabryce tytoniu, tutaj zakłada wyprasowaną czarną sukienkę i podaje panu Joubertowi (Fabrice Luchini) jajka na miękko. Gotowane przez 3,5 minuty, idealne. Maria jest idealna - piękna, młoda, pracowita i skromna. Ma za sobą trudną przeszłość. To sprawia, że jest jeszcze bardziej pociągająca. Dla takich jak ona, chce się przewracać świat do góry nogami.

Reklama

Jest rok 1962, Paryż. Za sześć lat wybuchną pierwsze rozruchy na uniwersytetach, na ulice wyjdą młodzi ludzie, zaczną się strajki. Stary system się wyczerpie. Philippe Le Guay nie mówi jeszcze wprost o zbliżającej się rewolucji. Wydaje się, że jedynie portretuje sytuację symptomatyczną dla lat sześćdziesiątych, kiedy ze względu na brutalne rządy generała Franco do Francji w celach zarobkowych masowo emigrowały Hiszpanki. Nie wszystkie mówiły po francusku, większość dostawała jednak pracę w roli służących. Żyły w kiepskich warunkach, w klaustrofobicznych pokoikach na poddaszu i pracowały od rana do późnych godzin nocnych, jak Polki zatrudniane w późnych latach dziewięćdziesiątych w brytyjskich fabrykach czy opiekujące się starszymi ludźmi we włoskich miastach.

Maria zaczyna pracę u Jean-Louisa Jouberta i jego żony Suzanne (Sandrine Kiberlain), kiedy służąca w ich domu przez dwadzieścia pięć lat Germaine nagle odchodzi. To pierwsza zapowiedź zmian. Dawny porządek czas zburzyć. Wbrew początkowym zapowiedziom, ewolucja nie przebiega w sposób, którego państwo Joubert się spodziewali. Maria zaburza spokój. Dom zaczyna lśnić, ale kiedy ściera się grubą warstwę kurzu, wszystkie rysy na gładkich powierzchniach zaczynają być widoczne w świetle, żadna plamka nie znajduje już schronienia pod haftowaną serwetą.

Pęknięcie zaczyna być coraz wyraźniejsze - pęknięcie między służącymi z 6. piętra, które mimo ciężkich warunków mają w sobie radość i energię a państwem Joubert, którzy umarli za życia w swoim luksusowym apartamencie. Nic dziwnego, że Jean-Louisa w pewnym momencie zaczyna dużo bardziej ciekawić, co robi Maria, niż jak spędza dzień jego żona. Gdy Suzanne zarzuca mu brak zainteresowania jej osobą, mężczyzna z precyzją wylicza kolejne punkty jej dziennego, niezmienionego od lat harmonogramu zajęć.

Maria uwrażliwia Jean-Louisa na doświadczanie chwili, rozkochuje go w sobie powoli, ale głęboko. Wizualna przemiana bohatera jest niezwykła. Stanowczy, zapięty pod szyję makler giełdowy przeistacza się w roześmianego mężczyznę, który podśpiewuje pod nosem. Nie wolno mu bratać się ze służbą, przeprowadzać na 6. piętro - Joubert robi to jednak dając do zrozumienia, że podskórne upolitycznienie filmu nie przejawia się tylko dzięki obecności komunistki Carmen wśród służących.

Historia o miłości, która nie dba o konwenanse jest najlepszym pretekstem do tego, by opowiedzieć o różnicach między klasą robotniczą a burżuazją, o przedsiębiorczości pierwszej oraz emocjonalnej martwocie drugiej, o radości zderzonej z wyuczoną elegancją, o emocjonalnej prawdzie i zafałszowanych regułach gry. Philippe Le Guay stosuje przy tym podobną, co Tate Taylor w "Służących" (2011) metodę - powagę rozbija konwencją komedii, komizmem słownym i sytuacyjnym. Tworzy w ten sposób pełnowymiarowy obraz, któremu nie brakuje barw ani zmiennej perspektywy.

6/10


Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: \ Film | Philippe Le Guay | "Wiatr"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje