"Bulwar" [recenzja]: Coming out Robina Williamsa

Dito Montielowi nie udało się wydobyć niczego oryginalnego z historii o pracowniku banku w wieku przedemerytalnym dokonującym coming out. "Bulwar" to ostatnia rola zmarłego w 2014 roku Robina Williamsa.

Tylko dla Robina Williamsa warto obejrzeć "Bulwar"?

Williams gra wycofanego, lekko nudnawego pracownika banku. Jego Nolan od wielu lat jest żonaty, choć z partnerką nie śpią już w jednym pokoju. Mężczyzna od dekad pracuje w tym samym miejscu, solidnie wykonując swoje obowiązki. Od dawna Nolan skrywa również swój sekret - jest homoseksualistą.

Gdy pewnej nocy wraca z domu opieki od chorego ojca, zabiera przypadkowo do samochodu męską prostytutkę. Dzięki młodemu Leo odżywają w Nolanie dawne pragnienia i poczucie zmarnowanego życia. Przypadkowe spotkanie nakręca spiralę, która prowadzi zarówno do upadku, jak i wyzwolenia. 

Reklama

Historia jakich wiele i niestety Montielowi nie udaje się wycisnąć ze scenariusza Douglasa Soesbe niczego, co przykułoby naszą uwagę na dłużej. Wiemy, co będzie i jak to się skończy.

Właściwie najbardziej poruszający jest w "Bulwarze" występ Williamsa - ostatnia rola aktora zmarłego w sierpniu 2014 roku. Poruszająca tym bardziej, gdy pamięta się o jego depresji, zmaganiach z uzależnieniem od alkoholu i chorobą Parkinsona. Williams daje popis swoich umiejętności przykuwania uwagi dla postaci z pozoru bezbarwnej. I chyba dla niego warto film Montiela obejrzeć.

5/10

"Bulwar" (Boulevard), reż. Dito Montiel, USA 2014, dystrybutor: Tongariro Releasing, premiera kinowa: 8 kwietnia 2016 roku.

Dowiedz się więcej na temat: Bulwar

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje