Reklama

"Bergman - Rok z życia" [recenzja]: Pięćdziesiąt twarzy Bergmana

Jane Magnusson opowiada w swoim dokumencie o różnych, nierzadko sprzecznych obliczach Ingmara Bergmana, ale wyciąganie wniosków pozostawia widzowi.

Kadr z filmu "Bergman - Rok z życia"

Już na wstępie dowiadujemy się, że przed czterdziestką legendarny szwedzki reżyser Ingmar Bergman, twórca "Siódmej pieczęci", "Tam, gdzie rosną poziomi", "Jesiennej sonaty" oraz innych arcydzieł europejskiego kina, miał szóstkę dzieci z trzema kobietami. Jako wytrawny artysta i filmowiec-pracoholik, który żył i oddychał kinem, nie pamiętał, kiedy się urodziły, ile miały lat. Nie zaprzątał sobie głowy takimi sprawami, bo wolał analizować w swoich filmach własne dzieciństwo syna księdza oraz przerabiać młodzieńcze traumy. Później dowiadujemy się między innymi, że w trakcie II wojny światowej, mając dwadzieścia kilka lat, zachłystywał się słowami Hitlera oraz popierał III rzeszę, uważając wszelkie doniesienia o ludobójstwie i obozach koncentracyjnych za chory wymysł zachodnich propagandystów. I że napisał o sobie dużo książek, w których sam sobie zaprzeczał, tworząc niespójny, chybotliwy mit własnej osoby.

Reklama

Z początku nie do końca wiadomo, do czego Jane Magnusson dąży, czy chce rzucić na osobę Bergmana nowe światło, czy po prostu pławi się w przypadkowych anegdotkach wygrzebanych w różnych archiwach i wywiadach. Ale w pewnym momencie kolejne informacje zaczynają zaskakiwać, niczym trybiki dobrze naoliwionej maszyny puszczonej w ruch, ukazując obraz reżysera, którego geniusz był napędzany neurozami i obsesjami nie mającymi wiele wspólnego ze sztuką czy jakimkolwiek uduchowieniem. Innymi słowy, Ingmar Bergman był normalnym człowiekiem, targanym wątpliwościami i świadomością popełnionych błędów, który znalazł medium dopasowane do jego potrzeb i talentu. Człowiekiem takim jak ty czy ja, który za sprawą swoich filmowych eksploracji oraz zdobytej przez lata renomy prawdziwego artysty kina zaczął być traktowany jak celebryta wielkiej sztuki. Jak ktoś egzystujący ponad maluczkimi tego świata.

Magnusson z radością obala mity, przedstawiając mężczyznę, który w życiu osobistym był marnym ojcem, mężem i partnerem, a w życiu zawodowym często bywał oportunistą, który od pewnego momentu wiedział, że może kręcić co tylko zechce. Bergman wyłaniający się z materiałów archiwalnych i filmowej narracji jest osobnikiem raz urzekającym a raz irytującym, raz egoistycznym a raz szczodrym. Ale przede wszystkim prawdziwym. Dokumentalistka jednocześnie pyta zza kadru, czy to, że człowiek uznawany za przenikliwego komentatora ludzkiej natury, bywał tyranem zajadającym się na planie jogurtami, zmienia coś w naszym podejściu do jego kina? Czy fakt, że psychoanalityk celuloidu, który zrozumiał podobno piękno i piekło istoty ludzkiej, przywłaszczył sobie dziecięce traumy własnego brata, ponieważ nie miał w gruncie rzeczy swoich, umniejsza w naszych oczach filmom Bergmana?

Jeśli odpowiedź brzmi "tak", w dokumencie "Bergman - Rok z życia" znajdziecie demitologizację jednej z największych i pozornie nietykalnych legend światowego kina. Również czysto filmową, bo okazuje się, na przykład, że filozoficzna "Siódma pieczęć" była kręcona w takim miejscu, że gdyby zrobić szerszy kadr, w tle pojawiłyby się zarysy bloków mieszkalnych. Jeśli odpowiedź brzmi "nie", film Jane Magnusson zaoferuje wgląd w umysł i duszę człowieka, który zmienił swymi obrazami niezliczoną ilość ludzkich istnień, ale najwyraźniej do samego końca nie wiedział, kim jest. Niezależnie jednak od wybranej opcji, Ingmar Bergman z dokumentu Jane Magnusson nie jest ani mitem, ani kimś wyjątkowym, kto rodzi się raz na sto lat. Jest tylko i aż człowiekiem, który miał w sobie na tyle odwagi, by z własnych lęków i słabości zbudować coś, co będzie trwało wiele dekad po jego śmierci. To jest dopiero wyczyn.

7/10

"Bergman - Rok z życia" (Bergman - Ett år, ett liv), reż. Jane Magnusson, Szwecja, Norwegia 2018, dystrybutor: Stowarzyszenie Nowe Horyzonty, premiera kinowa: 26 października 2018 roku.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje