Reklama

Reklama

"Babcia Gandzia": Sekret babuni [recenzja]

Dla owdowiałej staruszki Paulette (Bernadette Lafont) każdy dzień jest walką. Walką z wrogami prawdziwymi (pukającymi do jej drzwi komornikami) i wymyślonymi ("czarnuchami", "chinolami", nachalnymi sąsiadami, rodziną). Zdesperowana i wściekła, wpada nagle na błyskotliwy pomysł: zacznie handlować narkotykami!

"Babcia Gandzia" - w polskim tytule zawiera się cały potencjał komedii Jérôme Enrico. Oglądamy, jak dziarska staruszka negocjuje z łysymi gangsterami warunki współpracy. Śledzimy pierwsze transakcje dokonywane przez nią w podziemnych przejściach i na brudnych podwórkach. Słuchamy jej wyjaśnień, że jako osoba starsza budzi większe zaufanie w klientach, i przekonujemy się, że ma absolutną rację: wkrótce pod drzwiami Paulette zaczynają tłoczyć się tłumy ziomali, rastamanów i podstarzałych hipisów.

To naprawdę bardzo śmieszne - przez całe piętnaście minut. Twórcy "Babci Gandzi" opowiadają jednak ten sam dowcip w kółko przez półtorej godziny seansu. Mówią: pomyślcie o swoich matkach, teściowych, sąsiadkach, paniach z warzywniaka i moherach z kościelnej ławy. Mówią: być może one wszystkie wożą w torbach na kółkach grube sztaby haszu, a sekretny składnik pieczonego przez nich ciasta stanowi THC. Mówią to wciąż i wciąż, jakby uważali, że sam pomysł wyjściowy jest tak doskonały, że starczy na cały film.

Reklama

Mogło być gorzej. Twórcy mogli próbować nas wzruszyć i zmusić do zastanowienia się nad losem samotnych staruszek. Szczęśliwie decydują się na konwencję absurdalnej kreskówki, w które nic nie jest prawdziwe, a wszystko jest dozwolone. Agresywna konkurencja popycha i bije Paulette, a ona wstaje, zasłania limo ciemnymi okularami i dalej przemierza osiedle z zaciętą miną strażniczki z Auschwitz. Gangsterzy porywają jej wnuczka, a ona odbija go z zabawkowym karabinem w ręku. Kiedy sytuacja staje się naprawdę gorąca, z odsieczą przybywa policja. A kiedy policja postanawia zająć się wreszcie samą Paulette, z odsieczą przybywają oddani klienci.

Mimo niepoważnej tonacji, w filmie tego typu musi zazwyczaj dojść do przemiany i pojednania bohatera ze światem. Problemem Paulette okazuje się z czasem nie smutek po śmierci męża, samotność czy społeczne fobie, tylko po prostu bieda. Zarobiwszy na narkotykach grube pieniądze, staje się życzliwszą i bardziej otwartą osobą. Kupuje gigantyczny telewizor i ogląda z koleżankami filmy dokumentalne, wyrusza też z nimi na luksusową wycieczkę; uśmiechy nawet na chwilę nie schodzą im z twarzy - handlować, nie umierać! Trzeba przyznać, że to dość przewrotny i niemoralny morał, ale nie udaje mu się odkupić w całości tego pozbawionego inwencji i średnio śmiesznego filmu.

4/10


---------------------------------------------------------------------------------------

"Babcia Gandzia" ("Paulette"), reż. Jérôme Enrico, Francja 2012, dystrybutor: Aurora Films, premiera kinowa: 27 grudnia 2013 roku.

---------------------------------------------------------------------------------------

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje