Reklama

"365 dni: Ten dzień": Ludzie, tu nic nie ma! [recenzja]

Kadr z filmu "365 dni: Ten dzień" /materiały prasowe

"365 dni" było bez wątpienia najgłośniejszym polskim filmem 2020 roku. Niestety, wyłącznie z jak najgorszych powodów. Oparta na pierwszej części książkowej trylogii Blanki Lipińskiej produkcja zebrała miażdżące recenzje, krytykujące praktycznie każdy jej aspekt. Głośno było także o fetyszyzującej przemoc i gwałt relacji dwójki głównych bohaterów - Laury (Anna-Maria Sieklucka) i mającego na jej punkcie obsesję mafijnego bossa Massimo (Michele Marrone). Z drugiej strony film cieszył się niezwykłą popularnością wśród publiczności. Skończyło się na międzynarodowym dostrzeżeniu "365 dni". Produkcja nie miała sobie równych na Netfliksie, ale zagraniczna recepcja była podobna. Wisienką na torcie okazało się sześć nominacji do Złotych Malin i jedna "wygrana" - za scenariusz. Kogo jednak obchodzą recenzje, gdy film się sprzedał? Sequel był tylko kwestią czasu.

"365 dni: Ten dzień": Fabuła? Jaka fabuła?

W tym momencie powinienem napisać coś o fabule "365 dni: Tego dnia". Niestety, film Barbary Białowąs i Tomasza Mandesa jest dziełem niemal afabularnym, składającym się w większości ze sklejek montażowych, okraszonych kiczowatą muzyką i scen symulowanego seksu, jakby wyjętych z przeciętnego soft porno. W poprzednim filmie wielokrotnie, gdy tylko miało wydarzyć się cokolwiek poza pozbawionym emocji zbliżeniem, twórcy cięli materiał, a chwilę później jeden z bohaterów opowiadał, co przed chwilą zaszło. Tak jest i tym razem. "365 dni" kończyło się sugestią zamachu na Laurę. W "Tym dniu" zaraz dowiadujemy się, jak przebiegł zamach i jakie były jego konsekwencje dla kobiety... Tyle, odhaczone, czas na seks na stole.

Reklama

Bohaterowie ze sobą nie rozmawiają. To znaczy, czasem wymienią się czerstwymi dialogami, ale jak tylko mają spędzić razem czas, zaraz wchodzi muzyka, a całość zmienia się na sklejkę z cyklu "życie na bogato" - drogie auta, ładne widoki, drogie restauracje, skutery wodne, drogie suknie. Potem seks - tak jak poprzednim razem pozbawiony napięcia i energii. Jest jednak istotna zmiana w portretowaniu zbliżeń. Widać, że twórcy wzięli sobie do serca krytykę o toksycznym zachowaniu Massimo. Laura komunikuje swoje potrzeby, które jej wybranek tym razem zdaje się respektować. Do zbliżenia nigdy nie dochodzi bez jej wyraźnej zgody. Jeśli już, zaraz okazuje się to fantazją bohaterki. Oczywiście wszystko zostaje powiedziane i ukazane w łopatologiczny sposób - w świecie "365 dni" subtelności nie istnieje.

Soft porno szybko nudzi

Przekładaniec sklejek montażowych i soft porno szybko nudzi, czasem żenuje, ale nie tak, jak sceny mające popchnąć te miałką historię do przodu. Po prawie 30 minutach znudzonej Laurze objawia się przystojny ogrodnik Nacho (Simone Sussina). Rozmawiają chwilę o pracy, ona stwierdza, że właściwie nic nie robi. On odpowiada, że to niebywały talent, by nic nie robić, a być tak idealną. No i ma ją, złotousty diabeł. Czy będzie to początek ognistego romansu, a Laura będzie musiała go ukrywać przed zawistnym i skłonnym do agresji Massimo? Nie, skąd, Nacho znika na 20 minut, bo seksy i sklejki o luksusie.

Po jednej z upojnych nocy Massimo wspomina, że ma brata. Laura jest wściekła, że jej tego wcześniej nie powiedział. "Mam, bo mam, tyle, nie drąż" - odpowiada kochający mąż. Ten wątek wraca niewiele później - ale w taki sposób, że nawet twórcy brazylijskich telenowel łapią się za głowy z niedowierzania. Poza tym powiedzmy sobie też szczerze - trudno jest przejmować się jakimikolwiek perypetiami tak bezbarwnej dwójki, jak Laura i Massimo.

Narzekam na fabułę, ale przecież nie o nią tutaj chodzi. Teoretycznie sednem filmu powinny być sceny seksu, ale one są pozbawione pasji i zaczynają szybko nużyć. "365 dni: Ten dzień" nie sprawdza się także jako "guilty pleasure". Za dużo tutaj nic niewnoszących, nudnych wypychaczy, by czerpać niezręczną radość z seansu. Chyba najboleśniejszy jest fakt, że film - poza absurdalnym finałem - jest pusty. Gdyby nie sceny seksu, można by puścić go w tle na zasadzie wygaszacza ekranu. Takie ładne widoczki z Sycylii i okolic. Jednak jeśli ktoś oczekiwał burzy hormonów, namiętności, właściwie jakichkolwiek emocji - trafił pod zły adres.

1/10

"365 dni: Ten dzień", reż. Barbara Białowąs, Tomasz Mandes, Polska 2022, dystrybucja: Netflix, premiera VoD: 27 kwietnia 2022 roku


INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: 365 dni: Ten dzień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy