Reklama

Zwierzyniec 2008

Ciekawe filmy, kapryśna pogoda

Ostatnie dwa dni Letniej Akademii Filmowej w Zwierzyńcu większość uczestników spędziła nie wychodząc z kin. I nie jest to tylko zasługą ciekawej oferty filmowej, ale też kapryśnej aury.

Deszcz trzymał wszystkich w swym chłodnym uścisku przez cały ostatni weekend. Na szczęście było na co iść do kina, dzięki czemu można było połączyć próby wysuszenia się z filmową pożywką.

Reklama

Już od pierwszego dnia niejeden widz wychodził z sali kinowej poruszony - w czasie inauguracji LAF-u zaprezentowano debiutancki obraz Wonga Kar Waia "Kiedy łzy przeminą".

Film wzbudził w widowni mieszane uczucia, gdyż zupełnie nie przypomina późniejszych filmów tego znanego z subtelnego, metaforycznego sposobu opowiadania reżysera. "Kiedy łzy przeminą" to azjatycka brutalność kina gangsterskiego połączona z ckliwym melodramatyzmem i przerysowanym aktorstwem. Jedynie gdzieś na dnie tego filmu drzemie coś, co zapowiada późniejszą stylistykę Wong Kar-waia.

Kolejnym, wartym wspomnienia wydarzeniem były seanse trzech filmów Marcina Koszałki - reżysera i operatora, twórcy głośnego dokumentu "Takiego pięknego syna urodziłam". W Zwierzyńcu mogliśmy oglądać jego "Śmierć z ludzką twarzą", "Do bólu" i "Istnienie". Po zakończeniu projekcji tego ostatniego odbyło się spotkanie z reżyserem. Koszałka nie tylko nie cofa się w swoich filmach przed tematami drażliwymi i uznawanymi za tabu, ale potrafi też szczerze mówić o swoich artystycznych wyborach i ostracyzmie ze strony środowiska filmowego, z którym niejednokrotnie się zetknął. Opowiadał także o swoich relacjach z bohaterami swoich filmów, jak i o autoterapetycznej roli, jaką pełni dla niego opowiadanie filmowych historii.

W sobotę rozpoczęła się także retrospektywa filmów Lone Scherfig. Ta reżyserka, która zasłynęła głównie dzięki filmowi "Włoski dla początkujących", jest jedną z najlepiej rozpoznawalnych na świecie duńskich twórców filmowych. Do tej pory zaprezentowano dwa filmy jej autorstwa: "Urodzinową podróż" i "Na własną rękę".

Pierwszy z nich to historia wycieczki grupy Duńczyków, która wybiera się na wycieczkę promem do Polski, chcąc uczcić 40-te urodziny swojego przyjaciela Kaja. Niezgrabny Kaj zostaje wzięty za młodego Duńczyka umówionego na randkę przez agencję z Polką Magdaleną. Za rolę w tym filmie Dorota Pomykała otrzymała Nagrodę dla najlepszej aktorki na Robert Festiwal w 1991 roku. Drugi film - familijna opowieść "Na własną rękę" to perypetie trójki rodzeństwa, która zostawiona "samopas", po tym jak ich matka zostaje osadzona w więzieniu, kreuje swój własny świat przyjemności i wolności.

Propozycją LAF-u o wiele poważniejszego, i co tu dużo mówić, ciekawszego kalibru, są spotkania z profesorem Jerzym Kucią i jego studentami w ramach pokazów filmów animowanych.

Jerzy Kucia to jeden z najwybitniejszych polskich animatorów lat 70. i 80. Teraz jest pedagogiem w Pracowni Filmu Animowanego Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Na pierwszym seansie można było zobaczyć ""Wiek kamienia" Marty Skrockiej, "Mały czarny kwadrat" Tomasza Siwińskiego, "Fantaskop" Jakuba Woynarowskiego, "Awatar" Sylwii Żółkiewskiej, "No dobra" Ewy Borysewicz, "Nie ma" Magdaleny Syboń, "Traktat o manekinach" Wojciecha Brzozowskiego, "Supermarket love" Łukasza Wiśniewskiego i "Fem" Joanny Wójcik.

"Siła twórcza młodzieży wynika nie tylko z ich dobrego profesjonalnego przygotowania, z talentów i determinacji ale zapewne także z rosnącej popularności sztuki filmu animowanego dopingującej i mobilizującej, a może przede wszystkim z pozytywnego, krakowskiego fermentu artystycznego mobilizującego, zachęcającego a nawet zmuszającego młodych do znajdowania własnej formuły artystycznej wypowiedzi" - pisał profesor Kucia.

A kto rano wstaje, ten ma okazję obcowania z kinem mistrza nowej fali - Françoisa Truffauta. Jego głośny debiut "400 batów" oraz kolejne "Jules i Jim" oraz "Skradzione pocałunki" rozświetliły sale kinowe w minionych dniach.

Dziś w Zwierzyńcu rozpoczyna się także długo (przez niektórych) oczekiwany cykl "Najgorsze filmy świata". Na najbliższych dwóch projekcjach widzowie będą mieli okazję i wielką przyjemność zapoznać się z wiekopomnymi dziełami - "Sex Maniac" Dwaina Espera i "Zabójczymi ryjówkami" Raya Kelloga, które przeszły do historii kina jako najgorzej zrealizowane i najtańsze filmy lat 50. XX wieku.

Bartosz Stoczkowski, Zwierzyniec

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: pogodo | pogody | Nie | pogoda | \ Film | filmy