Reklama

Twoja Twarz Brzmi Znajomo

Reklama

Kasia Łaska nie tylko o programie "Twoja Twarz Brzmi Znajomo": Potężne wyzwanie

- W dubbingu wydobywam z siebie różne głosy, które włączam jak dyskietki, jednak to jest wciąż mój głos. A tutaj to jest głos należący do kogoś innego, który ja muszę imitować. To dla mnie całkiem nowe doświadczenie – mówi Kasia Łaska, aktorka musicalowa i dubbingowa, a także piosenkarka, która 10 września rozpocznie swoje zmagania w programie Polsatu "Twoja Twarz Brzmi Znajomo".

Kasia Łaska, uczestniczka 15. edycji programu "Twoja Twarz Brzmi Znajomo"

Na swoim koncie ma ponad 500 ról dubbingowych, występowała także w musicalach. Użyczyła głosu animowanym postaciom w filmach takich, jak: "Mój brat niedźwiedź", "Stich!", "Piękna i Bestia", czy "Pingwiny z Madagaskaru". Zaśpiewała jako Elsa piosenki "Mam tę moc" w polskiej wersji językowej filmu "Kraina lodu" (2013) oraz "Chcę uwierzyć snom" w filmie "Kraina lodu II" (2019). W latach 2008-2012 współpracowała z Jonem Lordem (Deep Purple), śpiewając jako główna wokalistka w "Concerto for Group and Orchestra". 

Sylwia Pyzik, Interia: Jest pani pierwszą Polką, która zaśpiewała na ceremonii wręczenia Oscarów. Czy to był przełomowy moment w pani karierze?

Reklama

Kasia Łaska: - Dla mnie to oczywiście było wyjątkowe doświadczenie, naprawdę, jak żadne inne. Jednak tam to wszystko dzieje się w teatrze, w środowisku mi znanym. Czułam się tam bardzo swobodnie, mimo tego, że oczywiście widownia była inna. Jakoś tak odsuwałam od siebie tę myśl, że miliony, jeśli nie miliardy, ludzi na świecie to zobaczą.

- To, że ze studia dubbingowego, gdzie właściwie nikt, oprócz realizatorów, nas nie widzi, mogła się wydarzyć taka przygoda, jest dla mnie największym zaskoczeniem kariery. Dowodzi ona, że gdy małymi krokami robimy swoje, to może się zdarzyć coś niesamowitego. Także warto skupić się na pracy.

- Nowym środowiskiem jest dla mnie telewizja. Oczywiście mam już za sobą występy w tym medium, jednak udział w programie "Twoja Twarz Brzmi Znajomo" stanowi dla mnie potężne wyzwanie.

15. edycja stratuje już 10 września. Stresuje się pani?

- Tak, rzeczywiście. Wielu widzów może kojarzyć mnie tylko z głosu lub w ogóle nie kojarzyć, więc jestem bardzo ciekawa, jak odbiorą, to co ja i moi koledzy przygotowujemy. 

Wydaje się, że pani kompetencje zapewniają dobry start w rywalizacji, jakiego aspektu występów obawia się pani najbardziej?

- Tego, że tak naprawdę to nie my występujemy, tylko ta postać. My się musimy maksymalnie za tymi maskami schować. Śpiewanie jako mężczyzna jest już w ogóle dla mnie absolutną nowością. W dubbingu wydobywam z siebie różne głosy, które włączam jak dyskietki, jednak to jest wciąż mój głos. A tutaj to jest głos należący do kogoś innego, który ja muszę imitować, jest to dla mnie całkiem nowe doświadczenie. Jak ogłoszono, kto będzie w tej edycji, miałam sporo odzewu w stylu: "Ach ty super się tam będziesz sprawdzała". Tylko to nie jest tak do końca program o śpiewaniu, to znaczy oczywiście też, ale on jest jednak bardziej o wcielaniu się.

Jaka byłaby pani wymarzona "rola" w programie?

- Decydując się na ten program, założyłam sobie, że chce się pobawić. Nie chce sobie tutaj robić sprawdzianu umiejętności wokalnych, tym zajmuję się na co dzień. W programie postanowiłam po prostu otworzyć swe ramiona i powiedzieć: "Dobra, dawajcie mi tutaj różne zadania i niech się dzieje!". 

To nie pierwszy pani występ w "TTBZ". Pojawiła się tam pani gościnnie w 2017 roku.

- Tak, wystąpiłam jako gość zaproszony do duetu. Razem z Krzysztofem Antkowiakiem śpiewałam piosenkę "Don’t give up" Petera Gabriela i Kate Bush. Pamiętam, że przepięknie Krzysztof wtedy śpiewał, to było bardzo ciekawe doświadczenie. Także można powiedzieć, że liznęłam już temat. 

Co w tym występie sprawiło pani największą radość?

- Chyba przytulanie się do Krzysztofa (śmiech), bo jednak nie znaliśmy się osobiście, a byłam fanką, to moje lata. Wiele koleżanek mi zazdrościło. Wiem, bo do mnie pisały: "Ach jak fajnie masz, że przytulasz się do Krzysztofa" (występowaliśmy w takim cudownym uścisku), choć oczywiście było to zadanie aktorskie, więc wiadomo, że to nie jest naprawdę. 

Czy udział w programie zmieni pani codzienność?

- Od tego roku prowadzę warsztaty on-line i szkółkę dubbingową dla dzieci, których nie przerywam. Postanowiłam zrobić wszystko, żeby do tego nie dopuścić. Chcę dawać dzieciakom co tydzień radość i się z nimi widzieć. Nie wiem, jak mi to wyjdzie, bo plany nagrań są dosyć gęste.

Pani ulubiona dubbingowa rola to...

- Przez 20 lat pracy w dubbingu zagrałam w ponad 500 projektach, a jeszcze w niektórych przypadkach to były seriale, gdzie grałam kilka różnych postaci, więc trudno mi jest wybrać z takiej ilości, nie wszystkie też pamiętam. Myślę, że z ostatniego roku bardzo fajnie mi się grało postać bogini z Księżyca z filmu "Wyprawa na Księżyc", który jest na Netfliksie. Polecam bardzo serdecznie. To było też dla mnie nowe doświadczenie - wygrałam casting, który nagrałam w domu, właśnie zaczęła się pandemia, a ja nigdzie nie wychodziłam.

Czy spodziewała się pani tak spektakularnego sukcesu ścieżki dźwiękowej z "Krainy lodu"?

- Do "Krainy lodu" była właściwie bardzo długa przerwa jeśli chodzi o hity pochodzące z bajek. Wcześniej mieliśmy piosenki jak "Hakuna Matata", czy "Kolorowy wiatr", które od razu odwołują nas do konkretnego filmu. W ogóle to było dla mnie zaskoczenie, że zostałam wybrana do tego, żeby zaśpiewać te partie, bo jednak w moim przekonaniu dla Disneya zawsze grają gwiazdy, a ja siebie zawsze uważam po prostu za osobę, która wykonuje swoją pracę i nie myślę o sobie w takich kategoriach. Tutaj się okazało, że jednak potrzeby był głos, a nie nazwisko. 

- Tak naprawdę długo nie wiedziałam, że ta piosenka jest hitem. Wtedy jeszcze nie miałam dziecka i styczności z dziećmi. Premiera była w listopadzie 2013 roku, a w sylwestra znalazłam się wśród nowego grona osób i tam były też dzieci. Gdy powiedziałam, że podkładam głosy do bajek, to padło standardowe pytanie o to, co najbardziej znanego zrobiłam. Wtedy powiedziałam, że niedawno nagrałam taką piosenkę: "Mam tę moc". Wśród gości zapanowało poruszenie, dzieci ustawiły się do mnie w kolejce po autografy. Ja w ogóle nie wiedziałam, co się dzieje. Nagrywam bajki codziennie i nie sprawdzam tego, co się potem z nimi dzieje, to był pierwszy znak. Później już naprawdę się okazało, że to jest wielkie dzieło.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje