Reklama

Taniec z Gwiazdami 2014 - Jesień

Agnieszka Sienkiewicz o "Tańcu z gwiazdami"

- Nie mam w sobie genu rywalizacji i wyścig po zwycięstwo w programie mnie nie interesuje - przyznaje Agnieszka Sienkiewicz, która występuje w telewizyjnej produkcji "Dancing with the Stars. Taniec z gwiazdami". - Udział w tym show to dla mnie wspaniała zabawa i ogromna przyjemność - dodaje aktorka, najbardziej znana z serialu "M jak miłość".

Program rozkręcił się na dobre. Zaczyna brakować sił czy wręcz przeciwnie?

Reklama

- Paradoksalnie i jedno, i drugie. Brakuje sił, bo ostatnio zawodowo u mnie bardzo dużo się dzieje i bywa, że zaczynam dzień o piątej rano, a kończę o dwudziestej czwartej. Z drugiej jednak strony, taniec daje mi tyle energii, że ja go po prostu chłonę i chcę coraz więcej! Znajomi się śmieją, że za chwilę się wykończę, ale ja taniec po prostu kocham!

I przy okazji realizuje pani niespełnione marzenie?

- Oj tak, wchodząc na parkiet czasem myślę, że minęłam się z powołaniem. Mnie cieszy sama możliwość tańczenia. Często słyszę pytania: - Czy chce pani wygrać ten program? Bez kokieterii odpowiadam, że owszem, chcę jak najdłużej zostać w programie, bo to mi daje dużo radości i satysfakcji, ale nie kalkuluję i nie myślę o wygranej. Chcę tańczyć i tańcem opowiadać kolejne historie.

Jednak wymieniana jest pani w gronie faworytek. To mobilizuje, czy stresuje?

- Uważam, że ta giełda nazwisk jest niepotrzebna. Myślę, że media zbyt poważnie podchodzą do tego programu. Rozumiem, że jest to show i przez moment wszyscy nim żyją, ale przecież chodzi o zabawę, a nie o walkę na śmierć i życie! To jest też tak, że dziś jest się faworytką, za chwilę zatańczy się trochę gorzej i z grona faworytów się wypada! Nie przywiązuję się do takich określeń, chcę czerpać przyjemność, a nie walczyć. Nie mam w sobie genu rywalizacji.

Pani partnerem jest Stefano Terrazzino, który pomógł Anecie Zając wygrać poprzednią edycję show. Czy często słyszy pani porównania do swojej poprzedniczki?

- Oczywiście, żal mi Stefano, który musi odpowiadać ciągle na to samo pytanie: - Z którą się lepiej tańczy - Zając czy Sienkiewicz? On jest trenerem i stara się wykonać swoją pracę jak najlepiej. Już pomijam plotki o rzekomych romansach, które media na temat uczestników próbują wywołać, bo na to kompletnie nie mamy wpływu i one będą zawsze, ale takie szukanie sensacji za wszelką cenę jest po prostu zbędne.

Nie odnajduje się pani w świecie plotek, imprez i celebrytów? Powiem szczerze, że bardzo rzadko widać panią pozującą na bankietowych "ściankach".

- Bywam wyłącznie tam, gdzie muszę. Zwykle wpadam tylko na chwilę, udzielam kilku wywiadów i jadę do domu. Bycie celebrytką do niczego nie jest mi potrzebne. Założyłam sobie, że jeśli ludzie będą mnie cenili, to za moje role, a nie za liczbę zaliczonych imprez.

Ale obie wiemy, że coraz częściej "bywaniem" robi się karierę?

- Zdaję sobie z tego sprawę. Czasem nie dostaję roli, bo dostaje ją ktoś, kto "jest znany z tego, że jest znany", ale później myślę, że tak miało być, bo mam w tej chwili bardzo dużo pracy i dodatkowe działania nie byłyby możliwe. Cieszy mnie, że media nie generują plotek i nie snują domysłów na temat mojego życia prywatnego, dzięki czemu mogę sobie spokojnie pracować. Poza tym wiem, że jeśli aktora jest wszędzie za dużo, to szybko się widzom znudzi. Trzeba czasem dać od siebie odpocząć.

A co pani daje udział w programie "Dancing with the Stars"? Prócz wspomnianej zabawy?

- Przestałam być wyłącznie Kasią z "M jak miłość". Widzowie już potrafią dopasować imię do nazwiska Sienkiewicz.

... i nie jest to wyłącznie Henryk! (śmiech)

- Tak! Choć zdarzyło mi się usłyszeć, że jestem córką ministra Sienkiewicza i kazał on swoim rządowym kolegom wysyłać sms-y na mnie! (śmiech). A poważnie, udział w takim programie podnosi popularność, ale czy to przyniesie kolejne role? Trudno powiedzieć.

A pani plany "po tańcu"?

- Zakończyłam sezon "Przyjaciółek". Dużo się dzieje w "M jak miłość" i sporo czasu spędzam na planie. Oprócz tego gram w sztuce "Central Park West" w Teatrze 6.piętro. Czekam też na wznowienie spektaklu "Kochanie na kredyt". Niestety, na premierze Przemek Sadowski złamał rękę, jest po operacji. Czekamy, aż po zdjęciu gipsu będzie mógł wrócić na scenę. Dzieje się dużo i to mnie cieszy, a co będzie po tańcu? Czas pokaże.

Rozmawiała Ewelina Kopic

Tele Tydzień

Reklama