Reklama

Najlepsze dokumenty

Reklama

"Harry i Meghan": Ta kwestia budzi największe kontrowersje

Wbrew obawom, największą kontrowersją po czwartkowej premierze pierwszych trzech odcinków serialu Netfliksa "Harry i Meghan", okazuje się spór o to, czy jego twórcy zwrócili się do pozostałych członków rodziny królewskiej o odniesienie się do poruszanych tematów, czy też nie.

Wbrew obawom, największą kontrowersją po czwartkowej premierze pierwszych trzech odcinków serialu Netfliksa "Harry i Meghan", okazuje się spór o to, czy jego twórcy zwrócili się do pozostałych członków rodziny królewskiej o odniesienie się do poruszanych tematów, czy też nie.
Kadr z serialu "Harry i Meghan" /materiały prasowe

W czwartek Netflix udostępnił pierwsze trzy z sześciu odcinków długo wyczekiwanego i budzącego duże kontrowersje serialu dokumentalnego, w którym brytyjski książę Harry i jego amerykańska żona Meghan przedstawiają swoją wersję wydarzeń, prowadzących do tego, że na początku 2020 r. zrezygnowali z pełnienia obowiązków w rodzinie królewskiej i przeprowadzili się do USA.

"Harry i Meghan": Na razie bez "bomby"

Jak oceniają brytyjskie media, w tych trzech odcinkach nie było prawdziwej "bomby", czegoś, co mogłoby zachwiać monarchią, bo wszystkie padające z ust Harry'ego i Meghan zarzuty - przede wszystkim wobec tabloidów, ale także pozostałych członków rodziny królewskiej - już się pojawiały. Ale dodają, że nie oznacza to, że coś takiego nie może się pojawić w pozostałych trzech odcinkach, które będą dostępne od przyszłego czwartku.

Reklama

W tej sytuacji na pierwszy plan wysunął się spór o to, czy pozostali członkowie rodziny królewskiej - chodzi zwłaszcza o króla Karola III i starszego brata Harry'ego, księcia Williama - mieli okazję się ustosunkować do zarzutów, czy też nie.

Na początku pierwszego odcinka zamieszczono informację: "To historia Harry'ego i Meghan z pierwszej ręki, opowiedziana za pomocą nigdy wcześniej nie pokazywanych osobistych archiwów. Wszystkie wywiady zostały zakończone do sierpnia 2022 roku. Członkowie rodziny królewskiej odmówili komentarza na temat treści zawartych w tym serialu".

"Harry i Meghan": Co z komentarzem rodziny królewskiej?

Pałac Buckingham nie odniósł się do samego serialu - czego zresztą raczej się nie spodziewano - ale zarówno Pałac Buckingham, jak i Pałac Kensington, czyli siedziba księcia Williama, zaprzeczyły jakoby do kogokolwiek z rodziny królewskiej zwrócono się w czasie produkcji serialu, aby się ustosunkowali do zarzutów stawianych przez Harry'ego i Meghan.

Pałac Kensington potwierdził natomiast, że otrzymał wysłanego z nieznanego adresu e-maila, który miał pochodzić od zewnętrznej firmy produkcyjnej, i próbowano zweryfikować jego autentyczność z Archewell Productions i Netflixem, ale nigdy nie otrzymano odpowiedzi.

W pierwszych trzech odcinkach Harry i Meghan mówią o rodzinie królewskiej, mediach, rasizmie, którego miała doświadczać mająca mieszane pochodzenie etniczne Amerykanka, oraz o początku ich relacji. Harry wyjaśnia, że poświecił wszystko dla Meghan i musiał zapewnić jej bezpieczeństwo, zwłaszcza, że w rodzinie królewskiej nie dostrzegano potrzeby chronienia jej przed natarczywością tabloidów.

PAP
Dowiedz się więcej na temat: Harry i Meghan (Netflix)

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy