Reklama

#MeToo - zaczęło się od Harveya Weinsteina

Reklama

Seth Rogen przyzwalał Jamesowi Franco na molestowanie kobiet?

Premiera jednego z największych sukcesów w artystycznej karierze Jamesa Franco, filmu „Distaster Artist”, zbiegła się w czasie z kolejnymi oskarżeniami tego aktora o molestowanie seksualne. Teraz do tej sprawy wraca aktorka Charlyne Yi, która w poście na Instagramie opisała to, jak chciała zrezygnować z roli w filmie reżyserowanym przez Franco. Uniemożliwili jej to producenci filmu „Disaster Artist”, a jednym z nich był słynny komik Seth Rogen.

"Disaster Artist" opowiada o kulisach kręcenia filmu "The Room" uważanego za najgorszy film wszech czasów. Franco nie tylko go wyreżyserował, ale też zagrał w nim główną rolę, filmowca Tommy’ego Wiseau, twórcy "The Room". W momencie premiery wydawało się, że Franco za sprawą tej roli będzie jednym z głównych kandydatów do aktorskiego Oscara. Nie otrzymał nawet nominacji. I choć oficjalnie nie zostało to potwierdzone, wpływ na to miały poważne oskarżenia o molestowanie, jakie wysunięto pod jego adresem.

Charlyne Yi ("40 lat minęło", "Wpadka") wcieliła się w filmie "Disaster Artist" w rolę kostiumolożki Safowy Bright-Asare. Teraz w opublikowanym na Instagramie wpisie oskarżyła ona producentów filmu, którzy - jej zdaniem - pozwalali Franco na niewłaściwe zachowanie i bagatelizowali zarzuty na nim ciążące.

Reklama

Jednym z producentów filmu był Seth Rogen, który według Yi musiał o wszystkim wiedzieć, ale nic nie zrobił. Aktorka wspomina, że pojawienie się zarzutów o molestowanie zbiegło się w czasie ze skeczem w programie "Saturday Night Live", w którym wystąpili razem Franco i Rogen. Według Yi, tym zachowaniem Rogen pokazał, że wszystko z Franco jest w porządku i było przyzwoleniem mu dalsze krzywdzenie dzieci.


"Kiedy próbowałam zerwać kontrakt i odejść z filmu 'Disaster Artist', bo nie chciałam pracować z seksualnym drapieżnikiem, jakim jest Jamesa Franco, próbowali mnie przekupić, oferując mi większą rolę. Rozpłakałam się i powiedziałam, że to przeciwieństwo tego, czego chcę. Mówiłam, że nie czuję się pewnie pracując z pierd***ym seksualnym drapieżnikiem. Bagatelizowali sprawę, mówili, że to stara sprawa, a Franco się zmienił. A przecież tego samego tygodnia słyszałam o nowych zarzutach pod jego adresem. Tak działają drapieżnicy seksualni. Udają empatię, manipulują, mówią, że się poprawią - wszystko po to, żeby się chronić i dalej krzywdzić innych" - napisała Yi, oskarżając skorumpowane władze i prawo, które chroniące czyny popełnione przez brutalnych białych mężczyzn.

Na Jamesie Franco ciąży wiele takich oskarżeń. Tuż po premierze "Disaster Artist" gazeta "Los Angeles Times" informowała o pięciu kobietach, które oskarżyły go o to, że molestował je w trakcie zajęć prowadzonych w należącej do niego szkole aktorskiej Studio 4

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy