Reklama

"Żelazna Dama": WYWIAD - REŻYSERKA PHYLLIDA LLOYD

Dlaczego zdecydowałaś się nakręcić film o Żelaznej Damie?

Reklama

Wszystko zaczęło się mniej więcej dwa lata temu, gdy za sprawą studia Pathe i Abi Morgan w moje ręce trafił scenariusz filmu. Po skończonej lekturze, pierwszą myślą, jaka przyszła mi do głowy, było: "Margaret Thatcher to najbardziej wpływowa kobieta na scenie politycznej Wielkiej Brytanii od czasów Elżbiety I". Postać Elżbiety I od zawsze mnie fascynowała. Nakręciłam film i wyreżyserowałam sztukę teatralną poświęconą jej życiu, zatem miałam już pewne doświadczenie w tej materii. Ucieszyłam się, widząc, że scenariusz filmu nie jest standardową biografią, czyli katalogiem faktów.

Margaret Thatcher wzbudzała ambiwalentne odczucia. W jaki sposób wpłynęło to na Twój film?

Jeszcze na etapie czytania scenariusza, zauważyłam, że nie jest to film polityczny, raczej użyłabym określenia "szekspirowski". Na ekranie oglądamy historię przywódcy, człowieka wielkiego, ale i pełnego skaz. Jest to historia walki i zderzenia z władzą, która doprowadza do zakończenia kariery politycznej jednej z najpotężniejszych kobiet Wielkiej Brytanii. Na wiele sposobów, jest to historia uniwersalna, w której jak w zwierciadle, sami możemy się przejrzeć.

Czy uważasz, że widzowie mogą być zaskoczeni stroną polityczną filmu?

Wydaje mi się, że widzowie będą zaskoczeni tym, jak bardzo niewiele jest polityki w tym filmie. To trochę tak, jakby zadać komuś pytanie, czy zgadzasz się z poglądami Króla Leara. Istotą filmu nie jest odpowiedź na pytanie, czy akceptujesz punkt widzenia Margaret Thatcher. Gdy przystępowałam do pracy nad filmem, nie zależało mi na wzbudzaniu pytań o polityce, chciałam, aby widz poczuł smak zarówno jej zapalczywości i jak i bezkompromisowości.

Istnieje bardzo wiele istotnych materiałów na temat życia Margaret Thatcher. Czym kierowałaś się, wybierając wydarzenia, które umieściłaś w filmie?

To prawda. Istnieje bardzo dużo materiałów prasowych i wizualnych, w dodatku udało nam się dotrzeć do kolegów Margaret Thatcher, tych ze świata polityki, jak i jej życia osobistego. Zebraliśmy mnóstwo informacji, opinii i faktów z jej życia. Następnie Abi wybrała te zdarzenia, które jej zdaniem, miały znaczący wpływ na rozwój i kształt jej kariery. Na ekranie, widzowie zobaczą coś w rodzaju symfonii o Margaret Thatcher, m.in. początki jej walki o władzę i niespodziewane zwycięstwo w wyścigu o fotel przewodniczącego Partii. W przeciwieństwie do swoich kolegów, Margaret nie dorastała w przekonaniu, że pewnego dnia zostanie premierem. Dopiero osoby z jej otoczenia, przekonały ją, że świetnie poradziłaby sobie na tym stanowisku.

Następnie akcja przenosi się do czasów, gdy osamotniona Margaret walczy o utrzymanie swojej pozycji i przejęcie kontroli w partii, gdyż pozostali członkowie są pełni obaw wobec tempa przeprowadzanych przez nią reform.

W dalszej części filmu, ponownie widzimy ją jak walczy, tym razem o odzyskanie Falklandów. Był to z pewnością okres jej największej świetności, Margaret była niezwyciężona, a w dodatku udało jej się zwrócić na siebie uwagę całego świata. W prawdziwie tragiczny sposób te wszystkie wydarzenia doprowadziły do jej upadku, a ona sama za ten stan rzeczy obarczała swoich partyjnych kolegów, przez których czuła się zdradzona. Tym, co odróżnia ten film od typowej biografii, jest fakt, że cała historia została opowiedziana z jej punktu widzenia, przez co widz nie ma stu procentowej pewności, czy wydarzenia pokazane w filmie naprawdę miały miejsce. Mamy tutaj do czynienia tylko z jej wersją wydarzeń.

Jak udało Ci się pogodzić chęć zachowania porządku faktograficznego z chęcią nakręcenia filmu fabularnego atrakcyjnego dla widza?

Byliśmy niezwykle skrupulatni w pokazywaniu faktów historycznych, jeśli jednak decydowaliśmy się na dodanie pewnych wydarzeń, które nie miały miejsca, to zawsze robiliśmy to w sposób świadomy i przemyślany. Naszym celem było rzucenie jeszcze więcej światła na historię opowiedzianą w filmie. Jednocześnie zadbaliśmy o to, aby widz nie miał najmniejszego problemu z odróżnieniem tych fragmentów.

Czy Twoja opinia na temat Margaret Thatcher zmieniła się, kiedy zaczęłaś pracę nad tym projektem?

Było coś głęboko poruszającego w jej osamotnieniu i w tym, jak ciężko musiała walczyć, najpierw o to, by zostać przewodniczącą, a następnie, by przejąć kontrolę nad gabinetem Teda Heatha, w którym niemalże każdy członek miał uprzywilejowane pochodzenie. Jeden z jej kolegów przyznał, że to właśnie fakt, iż Margaret pochodziła z niższej warstwy społecznej, sprawiał, że postrzegano ją jako outsidera, niż to, że była kobietą.

Scenariusz filmu w niezwykle przenikliwy sposób przedstawia obraz jednej kobiety w morzu mężczyzn. To uczucie izolacji i osamotnienia udziela się również widzowi. Mówi się, że osoba pełniąca funkcję premiera, z powodu decyzji i obowiązków, jest zawsze osamotniona, jednak w przypadku Margaret Thatcher, stan ten dodatkowo pogłębiał fakt, że wywodziła się z klasy robotniczej i była kobietą.

Nie jestem pewna, czy ktoś z osób zaangażowanych w ten projekt, po zakończeniu zdjęć do filmu, zmienił swoje poglądy polityczne, ale muszę przyznać, że historia życia Margaret Thatcher poruszyła każdego z nas. Największe wrażenie zrobiło na mnie to, że biorąc pod uwagę przebieg jej kariery, na pewno nie można jej było zarzucić cynizmu. W odróżnieniu od współczesnych polityków, nigdy nie musiała dostosowywać się do oczekiwań wyborców. Obdarzona świadomością polityczną, nie bała się podejmować śmiałych decyzji i zawsze zajmowała konkretne stanowisko w sprawach swojego kraju.

Dlaczego zdecydowałaś się obsadzić w roli Margaret Thatcher Meryl Streep?

Chociaż zrobiłabym wszystko, by móc pracować z Meryl po raz drugi, to przyznaję, że podczas rozmów na temat możliwości zatrudnienia jej przy tym filmie, miałam moment zawahania. Pomyślałam sobie, "Mój Boże, film o życiu Margaret Thatcher już sam w sobie jest prowokacją, czy zatrudnienie w tej roli Meryl nie będzie kolejną?". Zaczęłam się zastanawiać, co wyniknie z połączenia tych dwóch elementów, jaka będzie reakcja Wielkiej Brytanii? Następnie wyszłam ze spotkania, zawracałam się trzy razy, aż wreszcie wróciłam i powiedziałam, "Tak, tak!". W końcu dotarło do mnie, że muszę obsadzić gwiazdę w roli Margaret Thatcher, ponieważ ona sama była gwiazdą. Posiadała charyzmę i umiejętność oczarowania absolutnie każdego. Dodatkowo zależało mi, aby aktor grający tę rolę miał ciepłe usposobienie, ponieważ Margaret była odrobinę chłodną kobietą.

Na kilka miesięcy przed wprowadzeniem ostatecznych poprawek do scenariusza, napisałam do Meryl z pytaniem, czy nie zechciałaby go przeczytać. Gdy teraz o tym myślę, uświadamiam sobie, jak ogromnym wyzwaniem była praca nad tym projektem. Ze względu na rozpiętość czasową filmu - niemalże 40 lat, poważnie rozważaliśmy możliwość zatrudnienia aż trzech aktorek do roli Margaret. Jednak Meryl była bardzo poruszona tą historią, zwłaszcza scenami rozgrywającymi się współcześnie, gdy Margaret postanawia rozliczyć się z całym swoim życiem.

Gdy Margaret zastanawia się, czy swoją pracą dokonała znaczących zmian w kraju, wyczuwamy że wolała utracić poparcie współczesnego pokolenia na rzecz przyszłego. Świetnie zdawała sobie sprawę z tego, że każda rewolucja społeczna, ma swoją cenę. Jednak wierzyła, że przyszłe pokolenie doceni jej decyzje. Jestem przekonana, że każdy człowiek, który próbuje dokonać rzeczy wielkich, w pewnym momencie dochodzi do takiego punktu w swoim życiu, w którym zastanawia się, czy rzeczywiście osiągnął swój cel i czy to działanie miało sens.

Jaka była Twoja reakcja, gdy po raz pierwszy zobaczyłaś lub usłyszałaś Meryl jako Margaret Thatcher?

To się wydarzyło podczas ostatniego Bożego Narodzenia, gdy przebywałam w Selfridge. Otrzymałam wiadomość od Meryl, "Oto pierwsza przymiarka do Maggie". Założyłam słuchawki i zaczęłam słuchać, po chwili dołączył do mnie mój brat, podałam mu jedną z słuchawek. Siedzieliśmy, słuchając z otwartymi ustami, wydawało nam się, że mamy do czynienia z Margaret Thatcher we własnej osobie. Następnie wykonaliśmy zdjęcia próbne przed kamerą, kiedy Meryl ukazała nam się w kostiumie, ucharakteryzowana na Margaret, dosłownie opadły nam szczęki. Nieustannie czuliśmy obecność Margaret Thatcher na planie zdjęciowym. Pewnego dnia usłyszałam rozmowę aktorów, jeden z nich powiedział: "zamknij oczy, a poczujesz jej obecność", na co jego rozmówca odpowiedział: "gdy otworzysz oczy, ona nadal będzie z nami".

Meryl posiada nie tylko zdolność empatycznego wczuwania się w rolę, poświęca również bardzo dużo uwagi detalom, ten sposób gry wykracza poza granice konwencjonalnego naśladowania danej postaci. Gdy pojawiała się na planie, następował moment "wdechu". Każdy z nas odczuwał strach. Meryl posiada pewne cechy, które przełożyły się na rolę: przede wszystkim jest świetnym dowódcą, ma więcej energii niż jakakolwiek osoba z ekipy, zawsze jest najlepiej przygotowana, jest świadoma tego, co się dzieje na planie, ma wizje tego, jak będzie wyglądał każdy dzień i nigdy się nie poddaje.

Czy możesz powiedzieć coś o tym, jak wyglądały jej przygotowania do roli Margaret?

Jak już wspomniałam, Meryl wyszła poza tradycyjną imitację, zaczęła wyobrażać sobie siebie jako Margaret Tatcher, zastanawiać się, jak postąpiłaby w tej czy innej sytuacji. Charakteryzacja zajmowała około trzech godzin, w trakcie których Meryl musiała być spokojna niczym Budda. Osiągnięcia Margaret budziły w niej nadmierny entuzjazm, dlatego też wydaje mi się, że czuła się wręcz onieśmielona, mogąc wcielać się w tę postać. Pomysł realizacji filmu w Anglii był bardzo dużym wyzwaniem i w bardzo łatwy sposób mógł stać się powodem, dla którego wszystko ległoby w gruzach. Pierwszy dzień zdjęciowy był dla mnie niezwykle stresujący, chociaż się tutaj urodziłam i bardzo dobrze znałam wszystkich aktorów. Potrafię sobie tylko wyobrazić, co czuła Meryl, gdy weszła do Izby Gmin, a tam czekało na nią trzystu pięćdziesięciu mężczyzn. Na szczęście bardzo szybko zyskała ich sympatię. Za każdym razem, gdy opuszczała plan zdjęciowy, zapadała całkowita cisza.

Jaka będzie reakcja widzów, gdy obejrzą film?

Tym, co najbardziej przykuje ich uwagę, będzie spektakularność roli Meryl, która zagrała Margaret nie tylko w czasach jej młodości, ale co ważniejsze wcieliła się w postać Margaret, zanim stała się ona Żelazną Damą. W związku z tym, mamy tutaj do czynienia z Margaret zanim jeszcze poznała Gordona Reece, który całkowicie zmienił jej image i z "współczesną" Margaret, na temat której Meryl miała bardzo niewielkie wyobrażenie.

Jednym z wielu powodów, dla których ta przemiana jej charakteru była tak nadzwyczajna, nie mówiąc o geniuszu aktorskim Meryl Streep, jest to, że tak jak Meryl była outsiderem w Wielkiej Brytanii, tak Margaret Thatcher czuła się nim, należąc do Partii Konserwatystów. Jestem przekonana, że obydwie musiały pracować wyjątkowo ciężko, zresztą tak jak większość kobiet, ponieważ czujemy, że musimy być lepiej przygotowane, że nie możemy pozwolić sobie na jakikolwiek błąd, który z pewnością uszedłby na sucho naszemu koledze, dlatego, że kolejna szansa może się już nie powtórzyć. Wydaje mi się, że ćwicząc angielski akcent i przygotowując się do roli dzień po dniu, Meryl musiała włożyć tyle samo wysiłku, co Margaret Thatcher, która również pracowała nad swoim głosem, a w szczególności dykcją i intonacją. Napięcie, jakie odczuwała Meryl, było swego rodzaju zwierciadłem emocji samej Margaret.

Co sądzisz na temat Anthony'ego Heada, który wcielił się w postać Geoffreya Howe?

Zawsze podziwiałam Anthony'ego Heada jako aktora. Jest coś takiego w jego wyglądzie, jak siwe włosy, kształt twarzy, co przypominało mi Geoffreya Howe. Należał do ludzi skrytych, cierpliwych, jak i skromnych, jest to swego rodzaju nieśmiałość lub brak pewności siebie.

Scena, w której Margaret doprowadza Geoffreya Howe na skraj wytrzymałości psychicznej, jest jedną z najbardziej przełomowych w filmie. Widzimy, że Margaret podświadomie sama podkopuje swój autorytet, ponieważ czuje, że zaczyna tracić kontrolę. Napięcie powstałe podczas kręcenia tej sceny, było niezwykle duże, ponieważ w chwili, gdy Meryl weszła na plan, nikt z ekipy nie miał całkowitej pewności, co się zaraz wydarzy. Gdy było już po wszystkim, pewien mężczyzna siedzący wtedy obok Meryl, zwierzył mi się, że był przerażony, ponieważ wydawało mu się, że zostanie poproszony do zrobienia czegoś, do czego nie przygotował się jako aktor. Tego typu sytuacja odzwierciedla uczucia, jakie wielu kolegów których znam, żywiło wobec Margaret Thatcher, tę potrzebę bycia precyzyjnym i przygotowanym.

W kręgach politycznych ogromne zainteresowanie wzbudziła obsada aktorska, każdy chciał wiedzieć, jacy aktorzy wcielili się w role najważniejszych postaci ze sceny politycznej Wielkiej Brytanii.

Richard E. Grant powiedział, że zagranie Michaela Heseltina przyszło mu z łatwością, gdyż cała historia ukazana jest z perspektywy Margaret Thatcher.

Zaskakujące dla widzów może okazać się to, że w filmie nie pojawią się inne kobiety, jako że na przedstawione wydarzenia spoglądamy oczami Margaret Thatcher. Teraz oczywiście wiemy, że w tamtych czasach istniała mała grupa kobiet, która również należała do Izby, ale z punktu widzenia Margaret, była ona jedyną kobietą, która miała tam wstęp. Czuła się jak jedyna kobieta w morzu pełnym mężczyzn. Od pierwszej chwili, gdy przybyła do Parlamentu, była przekonana, że każdy patrzy na nią w podejrzliwy sposób. Jakaś jej część żyła w nieustannym strachu, że pewnego dnia straci kontrolę nad członkami gabinetu. Jest taka scena w filmie, gdy Margaret wybiera się do Pałacu Buckingham, gdy nagle zostaje otoczona przez swoich kolegów z partii, którzy jak jej się wydaje, próbują zwrócić jej uwagę, że powinna być bardziej ostrożna w egzekwowaniu swoich decyzji politycznych. W scenie tej Michael Heseltine dosłownie nie spuszcza z niej wzroku, a ona sama czuje, że jest coś potencjalnie niebezpiecznego w jego oczach, tak jakby od samego początku tylko czekał na jej niepowodzenie i upadek. Oczywiście, jest to tylko nasze wyobrażenie na temat tego, jak się musiała wtedy czuć.

Czy odwiedziłaś Izbę Gmin, zanim przystąpiłaś do odtworzenia jej na potrzeby filmu?

Zanim przystąpiliśmy do kręcenia tych scen, odwiedziłam Izbę Gmin trzykrotnie. Dwa razy pojechałam tam prywatnie, by móc rozejrzeć się po Izbie gdy jest pusta. Po raz trzeci wybrałam się razem z Meryl, by obserwować interpelacje poselskie, które swoją drogą nie przypominają niczego, co ma miejsce w amerykańskiej polityce. Chciałam, aby Izba Gmin, którą zbudowaliśmy na potrzeby filmu, dorównywała tej oryginalnej. Włożyliśmy mnóstwo wysiłku w odtworzenie wszelkich detali, tak aby zapewnić swobodny ruch kamery, zależało mi także na stworzeniu efektu ringu bokserskiego. Jest to jedna z wielu rzeczy, z których jestem wyjątkowo dumna, a szczególne podziękowania w tym zakresie należą się Simonowi Elliotowi, scenografowi. Gdy na planie pojawili się rzecznicy dyscypliny partyjnej, po wejściu do naszej Izby powiedzieli: "Czujemy się tak, jakbyśmy właśnie przyszli do pracy".

Na planie filmowym pracowało niemalże trzystu statystów, którzy brali udział w scenach rozgrywających się w Izbie Gmin i podczas Konferencji w Brighton, każdy z nich miał na sobie garnitur, bokobrody, okulary. Codziennie poddawani byli niezbędnej charakteryzacji, aby swoim wyglądem wpisać się w konkretny przedział czasu.

Praca, jaką wykonały Consolata Boyle, J. Roy Helland i Marese Langan była po prostu nieoceniona. Wyglądało to tak, jakbyśmy chcieli uchwycić performance, kiedy jedna osoba musi stanąć na czele tłumu, by pociągnąć go za sobą. Atmosfera w Izbie Gmin była naprawdę wyjątkowa, widziałam kilku mężczyzn, którzy mieli łzy w oczach, gdy Meryl wygłaszała mowę na temat zakończenia wojny o Falklandy.

Dzięki scenom, które rozgrywają się wewnątrz Izby Gmin, odbywamy fascynującą podróż przez najważniejsze wydarzenia życia Margaret Thatcher, śledzimy jej losy od samego początku kariery, gdy jest nękana, aż do momentu, który, jak mniemam, jest punktem zwrotnym w jej karierze, gdy po zwycięstwie w wojnie o Falklandy staje się symbolem potęgi.

Obserwujemy ją jak wchodzi do Izby Gmin jako nowicjuszka z Airey Neave, a jej mentor pozdrawia ją, żartując: "Witaj w domu wariatów". Następnie Margaret odbywa tę niesamowitą i długą podróż, która kończy się trzydzieści lat później, w tym samym pomieszczeniu, tylko tym razem siedzi tam samotnie, poważnie zastanawiając się nad swoją rezygnacją. Jest to najbardziej oddziałujący na wyobraźnię moment w całym filmie, gdy widzimy ją, jak wspomina minione lata, sprawiając, że powracają do niej te wszystkie głosy, duchy i furie.

Czy możesz powiedzieć coś o wyzwaniach, z jakimi musiała się zmierzyć Twoja ekipa?

Operator, Elliot Davis, był wręcz nieoceniony, jeśli chodzi o pomoc w pokazaniu wydarzeń z perspektywy Margaret. Największym wyzwaniem były dla nas sceny, w których, wchodząc do pokoju, czujemy bliskość Margaret, a jednocześnie doświadczamy tego, co się dzieje, z jej punktu widzenia.

Kiedy odtwarzaliśmy świat z czasów Margaret, zależało mi, aby w bardzo wyraźny sposób zaznaczyć różnicę pomiędzy teraźniejszością a przeszłością. Razem z operatorem, Simonem Elliottem, inspirowaliśmy się obrazami duńskiego malarza, Hannershoi. Jego obrazy przedstawiały wnętrza lub puste pokoje, w których motywem przewodnim były głównie kobiety. Kolory, które wykorzystaliśmy do zobrazowania współczesnych czasów, były jakby "wyciszone", monochromatyczne. Prawdę powiedziawszy, trochę barw z podstawowej palety kolorów pojawiło się jedynie na ubraniach jej gości, są to jakby małe przebłyski życia, do którego była przywiązana. Z drugiej strony, jest to świat wypełniony ciszą i milczeniem, do którego rzadko kiedy przedostawały się dźwięki z zewnątrz. W przeciwieństwie do tego, jej przeszłość nasycona jest kolorami, wystarczy wspomnieć niebieski kolor jej sukni czy też kolory flagi narodowej. Jest to również widoczne w sposobie pracy kamery. Unikałam pokazywania wyłącznie "gadających głów", nie chciałam, aby jej życie polityczne było sztywne, miało być rock 'n' rollowe, ekscytujące jak wyprawa w kosmos, bo ona sama, oczywiście w przenośni, była astronautą, gwiazdą rock 'n' rolla, sportowcem. Zależało mi na tym, aby widzowie odczuli tę stratę, gdy wracając na Chester Square, zastaną ją czekającą w kolejce do lekarza czy też czytającą książkę po kolacji.

Nasz kostiumolog, Consolata Boyle, miała naprawdę wyjątkową wizję tego, jak powinny wyglądać kostiumy Margaret Thatcher. Nie chciała skupić się tylko i wyłącznie na odtworzeniu ubrań, jakie nosiło się w tamtych czasach. Dlatego też, przyglądając się młodej Margaret, widzimy całą paletę kolorów, przede wszystkim piękny, niebieski jedwab, który ma na sobie, gdy razem z Denisem wybiera się do opery, a także podczas kolacji ze Stowarzyszeniem Konserwatystów z Dartford. W późniejszych latach, kolor ten staje się ciemniejszy, np. wtedy gdy widzimy ją w towarzystwie Gordona Reece i Aireya Neave. Gdy zostaje przewodniczącą Partii Konserwatywnej, dominującym kolorem jest błękit królewski. Z kolei w okresie wojny o Falklandy, w jej garderobie zaczyna przeważać kolor purpurowy i tweed. Następnie przenosimy się do sceny, w której Margaret ubrana w czerwony kostium, rozmawia z Geoffreyem Howe, ten mały detal w bardzo subtelny sposób uświadamia nam, że coś jest nie tak. Gdy widzimy ją w tym czerwonym stroju przemierzającą Downing Street, w dźwiękach Bellini's Casta Diva, zaczynamy dostrzegać w niej tragiczną heroinę z opery.

Wykorzystanie materiałów archiwalnych wzmaga napięcie w niektórych scenach filmu. Czy zawsze było to zamierzone?

Mówi się, że realizując film, robisz to trzy razy: podczas pracy nad scenariuszem, kręcenia zdjęć na planie filmowym i w trakcie montażu. Chociaż otrzymaliśmy znakomity materiał scenariuszowy, wiedzieliśmy, że ostateczny kształt film zyska dopiero na etapie montażu. Niewiadomą były zdjęcia archiwalne. Razem z montażystą, Justinem Wrightem, zastanawialiśmy się, na ile nakręcony przeze mnie materiał pozwoli nam na integrację z zapiskami archiwalnymi. Pracując na planie, unikałam kręcenia zdjęć z ręki, typowego dla filmów dokumentalnych. Zdecydowaliśmy się pokazać film młodym ludziom, którzy tamte czasy kojarzą tylko z książek. Byli zdumieni obrazami, które zarejestrowaliśmy, zwłaszcza scenami pokazującymi niepokoje społeczne w ówczesnej Anglii. W ten sposób zdjęcia archiwalne stały się czymś w rodzaju bodźca dla naszego filmu.

Motyw historii miłosnej w tym filmie z pewnością będzie zaskoczeniem dla wielu widzów.

Ten motyw sprawia, że historia pokazana w filmie staje się uniwersalna. Denis przypomina Margaret o tym, jak wiele w swoim życiu osiągnęła, w dodatku samodzielnie.

Jim Broadbent wniósł wiele humoru do roli Denisa.

Postać Denisa przez wielu widzów będzie postrzegana, jako swego rodzaju sprawdzian dla filmu. Jest on jedyną postacią, która wiedzie zwyczajne życie, a jednocześnie znajduje się w sam środku tych niezwykłych wydarzeń. Jim jest bardzo wyjątkowym, zabawnym i ciepłym człowiekiem o figlarnym usposobieniu. Jego poczucie humoru było czymś, co nieustannie sprowadzało Margaret na ziemię, ale w tym dobrym znaczeniu. Gdy sprawy Państwa zaczynały się nawarstwiać i ją przytłaczać, ratunkiem był dla niej Denis ze szklanką ginu i gotowym dowcipem. Jim był tego w pełni świadomy, dlatego też jego porozumienie z Meryl nastąpiło w sposób naturalny, oboje żywili do siebie bardzo ciepłe uczucia.

Relacja, jaka łączy Margaret Thatcher z jej córką, Carol, w którą w filmie wcieliła się Olivia Colman, jest równie fascynująca.

Gdyby film przedstawiał historię Króla Leara, wtedy Olivii przypadłaby rola Kordelii. Jest ona jedyną osobą, na której Margaret może zawsze polegać. Olivia zagrała tę rolę z dużą dozą współczucia. Oglądając na ekranie Margaret i jej córkę, wyczuwamy pomiędzy nimi napięcie, ale jednocześnie i miłość. Ponownie, mamy tutaj do czynienia z sytuacją, z którą widzowie będą mogli się identyfikować. Jak wielu z nas znalazło się w podobnym położeniu, gdy jedno dziecko opuszcza rodzinne gniazdo, a drugie postanawia w nim pozostać. Zdarza się, że w pewnym momencie rodzic zaczyna odczuwać frustrację wobec dziecka, które jest na miejscu, z kolei ono przeżywa rozczarowanie, że nie jest tym, którego potrzebuje rodzic.

Czy Alexandra Roach została zaangażowana do roli młodej Margaret zaraz po tym, jak ukończyła studia?

Udział w tym filmie był w zasadzie jej pierwszą rolą. Gdy ją poznałam, od razu zauważyłam, że ma w sobie coś niezwykłego, jakby pochodziła z innej epoki. Cechowała ją powaga, która wydawała się wręcz stworzona dla tej roli, a także poczucie humoru, które moim zdaniem idealnie współgrało z zabawną osobowością Meryl. Muszę przyznać, że martwiłam się tym, czy uda nam się w wiarygodny sposób pokazać przemianę pomiędzy młodą Margaret wstępującą do Parlamentu, a Margaret w wykonaniu Meryl Streep. Jednak maniery i postawa Alex sprawiły, że niemalże natychmiast zobaczyliśmy w niej młodą Margaret.

Aktorzy, wcielający się w postać młodej Margaret i Denisa, stanęli przed trudnym zdaniem ustanowienia tej dwójki na samym początku ich podróży.

Niezwykle istotnym dla filmu było to, aby Alex i Denis oczarowali publiczność, która miała w nich dostrzec Meryl Streep i Jima Broadbenta. Harry Lloyd ma w sobie to cudowne ciepło i odrobinę dziwactwa, które sprawiają, że wierzysz, iż mógł on być Denisem Thatcherem/Jimem Boradbentem. Podczas ostatniego dnia zdjęć, gdy większość ludzi rozjechało się do domów, wybraliśmy się do Camber Dands, przekonani, że będzie padać, ale na niebie pokazało się słońce. To był koniec marca, a Alex i Harry, bawiąc się na plaży, wyglądali jak rodzina podczas wakacji na Cornwall. Pomyślałam, że zrobiliśmy coś pięknego.

Dzięki Alex, scena oświadczyn staje się fundamentem dla całego filmu. Jej bohaterka niemalże ostrzega Denisa, że nie potrafi być przykładną żoną, jak przystało na lata 50. XX-ego wieku, żoną jakiej z pewnością oczekuje. Jednak Denis uspokaja ją, że właśnie to go w niej najbardziej pociąga, że właśnie to w niej kocha, że nie zamierza być taką kobietą. Trzeba przyznać, że Denis był niezwykłym mężczyzną, który z miłości, gotowy był zaakceptować swoją nadzwyczaj ambitną żonę.

Prasa niejednokrotnie ośmieszała go, nadając mu przydomek "pierwszego męża", ale w rzeczywistości, godząc się na pozostanie na drugim planie, przełamał pewną barierę.

Denis stał się osobą publiczną, nie tylko ośmieszaną, ale także lubianą. W świadomości ludzi zaistniał dzięki prywatnemu detektywowi, który przedstawił go w sposób za pewne daleki od prawdy. Jakkolwiek istniały pogłoski, że detektyw musiał mieć wiarygodne źródło informacji, ponieważ wiele z opowiedzianych przez niego historii miało swoje potwierdzenie w rzeczywistości. Mimo wszystko, nie ulega wątpliwości, że był wspaniałym mężczyzną, prawie nigdy nie popełniał błędów, a jeśli już mu się to zdarzyło, prasa nigdy nie pozwalała mu o tym zapomnieć.

Co chciałabyś, aby pozostało w widzach po projekcji filmu?

Mam nadzieję, że film wzbudzi zainteresowanie nie tylko tych, którzy dysponują pewną wiedzą na temat Margaret Thatcher. Nakręciłam ten film nie tylko z myślą o ludziach, którzy żyli w tamtych czasach, chciałam aby przemówił także do młodszego pokolenia, które posiada nieporównywalnie mniejszą wiedzę na temat tamtych czasów. Jednak przede wszystkim jest to film, który wykracza daleko poza granice polityki.

Dowiedz się więcej na temat: Żelazna Dama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje