Reklama

"Zamiana": TWÓRCY O FILMIE

Spokojnie, to nie film o znanych i lubianych?

To komedia o walce płci. O walce płci rzuconej na głębokie i mętne wody walki o władzę. Jednakże polityka jest tu tylko areną, która wyzwala takie same namiętności jak seks. Cóż, w dzisiejszych czasach mężczyźni stają się bardziej kobiecy, a damy bardziej męskie. Nasz film jest pogodną, acz miejscami krytyczną, opowiastką o tym, że, mimo, iż jesteśmy z różnych światów - mężczyźni są z Marsa, kobiety ze Snikersa - to jednak możemy się dogadać. Lecz, żeby dojść do zgody, trzeba chyba zamienić się płcią i hormonami. Testosteron na estrogeni odwrotnie, aż do happy endu.

Reklama

Powieść Cezarego Harasimowicza w księgarniach leży (jeśli nie została już wykupiona) na półce "fantasy". Taki też będzie film: bajka dla dorosłych. Przytoczmy słowa recenzji z książki: "?rodzinne kłopoty pary prezydenckiej, przeradzające się szybko w komedię omyłek, to żywioł farsowo-komediowy.

Jednak domowe problemy to pestka w zderzeniu z rzeczywistością co najmniej zagadkową, która pachnie - jeśli nie czarną magią, to przynajmniej bułhakowowską fantastyką.

Próżno więc szukać identyfikacji politycznej. Nie jest to ani satyra na Kwaśniewskiego, ani na obecnie panującego nam prezydenta. Jest to satyra na brak porozumienia między kobietą i mężczyzną. Owszem, umiejscowienie dwojga bohaterów w kontekście wyborów na pierwszy fotel w państwie jest o tyle uprawniona, o ile napina mocno konflikt i służy pokazaniu w komediowy sposób owych wszystkich absurdalnych zabiegów w kreacji wizerunku kandydatów.

W naszym przypadku sztaby wyborcze dochodzą do wniosku, że Pan Prezydent jest za bardzo męski, a konkurująca z nim Pani Prezydentowa jest za bardzo kobieca. Co z tego wyniknie, łatwo się domyślić, aczkolwiek nie w każdym, za przeproszeniem, szczególe. Dożyliśmy czasów, gdy to media zaczynają kreować naszą tożsamość, wmawiać nam że ideałem męskości jest metroseksualizm, a kwintesencją kobiecości agresywny feminizm. Czas trochę pośmiać się z tego. Pośmiać, nie szydzić. Otóż to!

Nasz film jest w założeniu komedią, która chce być ciepłą jeśli nie przyjazną opowieścią miłą dla oka. Ale i zwariowaną! Proszę nie spać spokojnie, ktoś może się obrazić, choć naszą tezą jest: Miłość i rodzina są najważniejsze. Ważniejsze niż wszelkie namiętności, włączając sex i politykę. Że bajka? No to co? Chcemy żeby widzowie wracali do naszego filmu, kiedy zechcą zobaczyć swój świat trochę w innych wymiarach. Tak a propos, proszę rzucić łaskawie okiem na kadr przedstawiający pałac prezydencki. To wiele wyjaśni?

Dystans do rzeczywistości przypadł do gustu czeskiemu producentowi, który wyprodukował "Obsługiwałem angielskiego króla" Jiříego Menzla według Hrabala. To znaczy, że nasza historia jest uniwersalna. No i taka, na którą przyjdą tłumnie widzowie, kobiety i mężczyźni by, być może wylądować na planecie, gdzie dwie płci porozumiewają się wreszcie tym samym językiem.

Na koniec, nieskromnie, ale trochę na zachętę jeszcze jeden cytat z recenzji powieści: "?praktycznie gotowy scenariusz filmowy: cięte, dynamiczne dialogi, pełna zwrotów akcja, perypetie przywołujące na myśl najlepsze polskie komedie jak Seksmijsa czy Kingsajz, pełnokrwiści bohaterowie oraz ostra dawka ciętego humoru zmuszają czytelnika do uważnego śledzenia fabuły i prowokują niekontrolowane wybuchy śmiechu."

I na śmiech liczymy najbardziej, pozostając z życzliwością -

Twórcy

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Zamiana
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy