Reklama

"Wykolejony": CHARLIE I LUCINDA

Stuart Beattie mówił, że przez pierwszych kilkadziesiąt stron lektury miał wrażenie, że ma do czynienia z historią rodzinną. Mam nadzieję, że wrażenie to udało mi się przenieść do filmu. Chodziło mi o wywołanie sympatii dla Charliego i jego rodziny. Przecież oni mają ogromne kłopoty z powodu choroby córki. Chciałbym, by pierwszym odruchem u widza było współczucie i chęć pomocy. Clive Owen ma na ten temat nieco inne zdanie: Owszem, można im współczuć z powodu dramatu ich dziecka. Ale wydaje mi się, że Schine’owie wpadli w pułapkę. Łączą ich wspólne problemy, ale gdzieś po drodze uleciała ich wzajemna miłość.

Reklama

Głównym wątkiem filmu jest jednak historia związku Charlesa i Lucindy. Beattie opisuje ich jako potwornie zagubionych ludzi: Gdy spotykają się po raz pierwszy, są niezwykle samotni i poranieni. Mają rodziny, dobrze płatną pracę, pełno zajęć, wypełniających im każdy dzień, ale gdzieś w środku pojawia się pustka – z takiego czy innego powodu. I w pewnym momencie ich drogi się przecinają. Podobne problemy sprawiają, że Charles i Lucinda natychmiast znajdują wspólny język. Aniston zgadza się z tą opinią. Oboje znaleźli się w takim momencie życia, że potraktowali się wzajemnie jak liny ratunkowe – mówi.

Beattie dodaje: W chwili, gdy podejmują decyzję o wspólnej nocy w hotelu, są już wyjątkowo zdesperowani. Mają dosyć dawania siebie innym bez czerpania z tego żadnych korzyści. Tak, to samolubne uczucie, ale oboje dotarli do momentu, kiedy życie staje się jałowe. Muszą wykonać jakiś raptowny zwrot, aby nabrało nowej wartości i sensu.

Aniston opisuje swoją bohaterkę jako „udręczoną, zmęczoną życiem kobietę”. Clive Owen mówi, że jego Charles jest w gruncie rzeczy niewinny i czarujący, a wszystkie jego błędne decyzje wynikają ze stresu i lęku o rodzinę i karierę.

Marzyłem o takiej roli – dodawał Owen. – Charlie znalazł się na czymś w rodzaju diabelskiego młyna, kiedy każda kolejna decyzja powoduje osuwanie się w otchłań bez dna. Jak niewiele dzieli go od szaleństwa! To koszmar w rodzaju tych, o jakich pisał Franz Kafka.

By opisać swojego bohatera, Vincent Cassel używa wielu przymiotników. La Roche jest mądry, przerażający, ale i na swój sposób zabawny – mówi. – Niebezpieczny, ale i śmieszny facet.

Producent wykonawczy, Mark Cooper, stwierdza: Dla La Roche’a wszystko jest grą. Grą, która go bawi i w której odnosi sukcesy. Ma pełną władzę nad tym, jak spieprzyć, ale i jak ocalić ludzkie życie. Beattie tak charakteryzuje tego bohatera: Moim zdaniem to dwulicowy człowiek. Z jednej strony bezwzględny, tępy twardziel, z drugiej szalenie inteligentny i niebezpieczny facet.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Wykolejony
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy