Reklama

Reklama

"Wszystko co kocham": MIŁOŚĆ, PRZYJAŹŃ, WOLNOŚĆ, BUNT I MUZYKA

OLGA FRYCZ (BASIA):

Miałam niemały kłopot ze sprecyzowaniem, o czym jest właściwie "WCK". Ujęcie treści w tych pięciu słowach to strzał w dziesiątkę. To film o wszystkim, co w życiu najpiękniejsze i najważniejsze. I przede wszystkim o młodości.

Pierwsza miłość: Ta pierwsza, młodzieńcza miłość jest już za mną. Mam z nią jedynie pozytywne wspomnienia i skojarzenia. Byliśmy szczęśliwi, choć z czasem nasze drogi się rozeszły.

Pierwsza przyjaźń: Moje pierwsze przyjaźnie rodziły się, gdy miałam siedem, osiem lat. To był czas wyjazdów na różne obozy, kolonie. Z tamtego okresu mam dwie przyjaciółki. Obie mieszkają obecnie w Warszawie. To jest mój prawdziwy skarb. Do grona moich przyjaciół dołączyli teraz chłopcy z "WCK". Są wspaniali, bardzo się ze sobą zżyliśmy.

Reklama

Pierwszy bunt: Mój pierwszy bunt był ściśle związany z moją pierwszą miłością. Ja byłam z Krakowa, on ze Śląska. Aby móc spędzić ze sobą więcej czasu, trzeba było czasem skłamać, że np. ostatni pociąg mi uciekł :.

Pierwszy raz poczułam się wolna: Wychowywałam się w domu, w którym zawsze wszystko było mi wolno. Moja mama miała do mnie olbrzymie zaufanie. Jedynym ograniczeniem był zdrowy rozsądek. Nie należałam do zbuntowanych nastolatek, nie przychodziły mi do głowy żadne ucieczki z domu. Owszem, w czasach liceum malowałam się dosyć ostro, raz utleniłam nawet włosy :. Chodziłam do szkoły muzycznej, gdzie panowały jednak pewne normy. Nie miałam potrzeby, by się wyróżniać i to mi zostało do dziś.

Pierwsze fascynacje muzyczne: W domu dużo słuchaliśmy Michaela Jacksona, Pink Floyd, The Rolling Stones, Vangelis - to dzięki mojemu tacie. Była i muzyka poważna; stąd moje późniejsze zainteresowania muzyczne i wybór szkoły. Grałam na fortepianie. Oczywiście, jak każda młoda dziewczyna miałam epizod z Backstreet Boys i Spice Girls, czego zupełnie się nie wstydzę. Nigdy nie ograniczałam się do jednego tylko gatunku muzycznego; nigdy nie przynależałam do żadnej subkultury. Teraz słucham głównie reggae, dance hall, hip hopu, ale również muzyki lat. 60., 70. i 80. Wszystko zależy od nastroju. Punk rocka natomiast toleruję tylko i wyłącznie w wykonaniu chłopaków z filmu "Wszystko, co kocham" :.

MATEUSZ KOŚCIUKIEWICZ (JANEK):

Pierwsza miłość: Miłość do logiki i stawiania sobie zbyt wielu pytań? A uczucia, to na pewno rodzina i swoi. To pierwsze z biegiem młodzieńczych lat doceniam coraz bardziej, to drugie zaś często się zmienia. O kobietach mi nie wypada, to zbyt bliskie i intymne.

Pierwsza przyjaźń: Marzę o tym, aby to zmieniać, osadzać? Trudno jest być przyjacielem.

Pierwszy raz poczułem się wolny: W dniu narodzin, potem było już coraz gorzej, ale rzetelną pracą można zdziałać cuda.

Pierwszy bunt: Mam z tym problem do dziś? Bunt do wszelkich instytucji i narzuconych gotowych odpowiedzi, ale na szczęście pokora idzie krok za buntem.

Pierwsze fascynacje muzyczne: Kasety magnetofonowe słuchane po nocach z moim kochanym bratem.

JAKUB GIERSZAŁ (KAZIK):

Pierwsza miłość: Kojarzy mi się z beztroską, niewinnością, czystością i przede wszystkim poczuciem, że dla tej osoby mógłbym zrobić wszystko. Uczucie to pamiętam bardzo mocno i na pewno zostanie ono we mnie już na zawsze.

Pierwsza przyjaźń: Gdy myślę o pierwszej przyjaźni, to od razu mam skojarzenia z relacją, jaka łączyła filmowych Janka i Kazika. Ten pierwszy przyjaciel, to osoba, z którą można konie kraść. Jesteśmy młodzi, a zatem nic nie może stanąć nam na drodze.

Po raz pierwszy poczułem się wolny: Jeżeli mam być naprawdę szczery, to tę prawdziwą wolność poczułem dopiero na planie "WCK". Po raz pierwszy miałem do czynienia z czymś, czego w ogóle nie znałem. W życiu jednak stykałem się z sytuacjami, w których ta wolność była ograniczana.

Pierwsza muzyka i pierwszy bunt: Michael Jackson, Freddy Mercury. Gdy miałem 14 lat, kupiłem płytę Eminema "The Marshall Mathers". Słuchanie jej, uczenie się tekstów na pamięć, śpiewanie ich, to była dla mnie esencja buntu. Hip hop cechuje lojalność, przyjaźń, pewne zasady i rytm. Moi znajomi słuchają takiej muzyki, aby się jakoś podbudować. Rock rozwala, burzy pewien ład, aby ostatecznie połączyć ludzi; hip hop nie rozwala, buduje od razu.

MATEUSZ BANASIUK (STASZEK):

Pierwsza miłość: Obóz rekolekcyjny, na którym byłem jeszcze w podstawówce. Tam zakochałem się w Ewelinie. Pamiętam moment, gdy zastanawiałem się z kolegami, jak to jest z tym całowaniem. I na teorii się niestety skończyło : Teraz, od 4 lat, jestem w poważnym związku. Na imię jej Ania.

Pierwsza przyjaźń: Te pierwsze przyjaźnie przetrwały, wciąż mam kontakt z kumplami z Wesołej. Lubimy się spotykać, choć nasze drogi nieraz się rozchodziły. Przyjaźń jest nam niezbędna do życia. Wierzę też, że może istnieć taka relacja między kobietą i mężczyzną.

Pierwszy raz poczułem się wolny: Pojęcie wolności jest dla mnie wyjątkowo ważne. Nie znoszę, gdy ktoś mnie krępuje. Nie lubię być od kogoś zależnym. Uczyłem się w liceum katolickim, gdzie moja wolność była tłamszona, a ja robiłem wszystko, aby się temu przeciwstawić. Czasem były to niestety głupoty. Ten okres buntu przeżywałem, mając, podobnie jak bohaterowie "WCK", 17 lat.

Pierwszy bunt: Buntuję się cały czas, zwłaszcza, gdy coś mi się nie podoba. Zawsze byłem dzieckiem niepokornym, zbuntowanym. Zdolny, ale leniwy - jak mówili nauczyciele. Rodzice miewali ze mną kłopoty i tata dosyć często musiał korzystać ze swych krasomówczych zdolności :.

Nie lubię sytuacji, w których traktowany jestem jak dziecko, gdy ktoś sądzi, że ma rację, tylko z tego powodu, że jest ode mnie starszy. W liceum miałem nauczycielkę, która uważała, że do niczego nie dojdę, moim buntem stało się udowadnianie jej, że będzie inaczej.

Pierwsze fascynacje muzyczne: Zawsze coś mnie pchało w kierunku muzyki. Grałem trochę na gitarze, śpiewałem, ale najbardziej spodobała mi się perkusja. Można się było za nią schować. Ukrywam się tam do dziś, bo mam swój zespół, Gra pozorów. To taka garażowa grupa, ale ostatnio udało się nam nagrać płytę w profesjonalnym studiu. Przynajmniej raz w tygodniu staram się mieć próbę. A pierwsze fascynacje muzyczne to Blackout i Jimi Hendrix.

IGOR OBŁOZA (DIABEŁ):

Pierwsza miłość: Wiążą się z nią bardzo piękne wspomnienia. Kojarzy mi się z czymś zaczarowanym, wręcz magicznym. Teraz mam już do niej dystans i wiem, że to nie było "to", ale gdy się kocha, to nie ma to znaczenia. W "WCK" miłość jest właśnie taka, wyczarowana.

Pierwsza przyjaźń: Przetrwała, choć z wiadomych względów nie mamy już takiego kontaktu jak kiedyś. Czasem jednak wystarczy jeden telefon, aby wiedzieć, że wszystko jest dobrze i że za chwilę możemy się spotkać. Mam takiego jednego kumpla, znamy się od przedszkola, jest dla mnie jak brat. To, że takim znajomościom udaje się przetrwać, jest najcudowniejsze.

Pierwszy raz poczułem się wolny: Gdy postanowiłem wyprowadzić się od taty i wynajmować mieszkanie. Mogłem zasmakować samodzielności i przekonać się, że ta niezależność w dużym stopniu wiąże się z zasobnością portfela :.

Pierwszy bunt: Nie należałem raczej do dzieci tzw. trudnych i zbuntowanych. Mój bunt zaczął się w szkole, w Warszawie. Przekonałem się, że nie można dać sobie wejść na głowę, nawet takiej osobie jak profesor. Nikt nie ma prawa pomiatać drugą osobą. Staram się unikać kontaktów ze złymi ludźmi, a przynajmniej próbować, aby nie mieli na mnie wpływu.

Pierwsze fascynacje muzyczne: Moja przygoda z muzyką zaczęła się podczas lekcji gry na gitarze. W tamtym czasie fascynowała mnie Metallica. Byłem na koncercie w Chorzowie - niesamowite przeżycie. Najbardziej lubię "Black Album". Obok były jeszcze Led Zeppelin, Cool Kids of Death, ale miałem także przygody z popem i hip hopem. Jestem otwarty na różne gatunki muzyczne, nie lubię się ograniczać. Moja obecna współlokatorka zaraziła mnie poezją śpiewaną i Norwidem.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Wszystko co kocham

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL