"Wielki Liberace": KULISY PRODUKCJI FILMU

Kiedy do producenta Jerry Weintrauba zadzwonił Steven Soderbergh i zaproponował realizację filmu o Liberace, ten nie krył swojego entuzjazmu. - Przede wszystkim znałem Liberace i zawsze wydawało mi się, że to wyjątkowa postać wyprzedzająca swoje czasy - opowiada producent. - Dodatkowo kiedy Steven chce coś zrobić, to jestem od razu zainteresowany, bo to jeden z moich ulubionych reżyserów.

Reklama

Z Michaelem Douglasem Soderbergh pracował 13 lat wcześniej na planie filmu "Traffic". - Steven niespodziewanie się do mnie odezwał i od razu zapytał "Myślałeś kiedyś, żeby zagrać Liberace?" - wspomina aktor. - Moją pierwszą reakcją było: "czy to są jakieś jaja?". Sam reżyser przyznaje, że jego też zaskoczył ten pomysł. - Bardzo szybko po tym, jak przyszła mi do głowy koncepcja filmu o Liberace pomyślałem, że Douglas idealnie nadaje się do wcielenia się w tę postać.

Dużo trudniejsze okazało się znalezienie odpowiedniej formuły dla tej opowieści. - Długo nie mogłem sobie z nią poradzić - mówi Soderbergh. - Nie chciałem zrealizować klasycznej filmowej biografii, chciałem spojrzeć na tę postać z zupełnie innej perspektywy. Kiedy zwierzyłem się z mojego problemu przyjacielowi ten powiedział "musisz przeczytać książkę Scotta Thorsona "Behind the Candelabra". "To najlepszy tytuł, jaki w życiu słyszałem" odpowiedziałem i oczywiście przeczytałem ją. Od razu wiedziałem, że mam już klucz do tej historii.

- Bardzo mi zależało, żeby widzowie zrozumieli, że Liberace nie był głupkiem - opowiada reżyser. To był wyjątkowo utalentowany i sprawny muzyk. Prawdziwy showman. Taki talent to rzadkość i istotne dla mnie było, żeby ludzie to dostrzegli. Inaczej stałby się papierową postacią, której nie traktuje się serio, a on był naprawdę niesamowity.

- To co szczególnie uderzyło mnie podczas lektury książki i chciałem przenieść do filmu, to rozmowy Liberace z jego przyjacielem Thorsonem. Oni rozmawiają, jak normalna para. Ale oczywiście te dyskusje toczą się w wyjątkowym otoczeniu. Postanowiliśmy potraktować ich związek z należytą powagą, bo miałem nieodparte wrażenie, że był on właśnie bardzo poważny i najdłuższy ze wszystkich, które miał Liberace. Bardzo zależało mi, żeby nie zrobić z nich i ich relacji uproszczonej karykatury.

Weintraub lubi pracować z Soderberghiem, bo ten reżyser potrafi zawsze przyciągnąć do swoich filmów świetnych aktorów. Tym projektem udało się zainteresować nie tylko Michaela Douglasa i Matta Damona, ale też Dana Aykroyda, Scotta Bakulę, Roba Lowe'a, Toma Papę, Paula Reisera, czy Debbie Reynolds. - Aktorzy go uwielbiają, bo on niesamowicie dużo im daje od siebie - tłumaczy producent. - Steven świetnie z nimi pracuje, wie jak podejść do nich z kamerą, doskonale rozumie na czym polega ich praca.

Rob Lowe, który gra niesławnego chirurga plastycznego, doktora Startza, docenia także wkład w film Weintrauba. - Hollywood byłoby zdecydowanie lepszym miejscem, gdyby było w nim więcej takich postaci jak Jerry - mówi aktor. - Jemu cały czas zależy, ciągle się stara, a filmy są jego pasją. Nie było potrzeby, żeby był codziennie na planie, a jednak się pojawiał jako jeden z pierwszych. Jego entuzjazm bardzo łatwo nam się udzielał.

Zdjęcia do "Wielkiego Liberace" realizowane były w Los Angeles, Palm Springs i Las Vegas. Wiele miejsc, w których pracowali filmowcy, kostiumów i rekwizytów należało do Liberace. Udało się nakręcić sceny w apartamencie Liberace w Los Angeles, na poczcie w West Hollywood, gdzie pracował Scott Thorson po rozstaniu z nim, w kościele gdzie odbył się pogrzeb gwiazdora, czy na scenie byłego hotelu Hilton w Los Angeles, gdzie Liberace występował.

Władziu Valentino Liberace - nazywany przez przyjaciół Lee, a przez rodzinę Walter - urodził się w West Allis, w stanie Wisconsin w Stanach Zjednoczonych w 1919 roku. Jego matka była Polką, ojciec Irlandczykiem. Przez blisko trzy dekady, od lat pięćdziesiątych po siedemdziesiąte, był najlepiej opłacaną gwiazdą rozrywki na świecie. Jego koncerty, nagrania, filmy z jego udziałem, występy w telewizji zjednały mu olbrzymią, głównie żeńską, grupę fanów.

Jego ojciec dorabiał grą na rogu francuskim i swoją miłość do muzyki udało mu się zaszczepić również synowi. Niespełna czteroletni Liberace grał już na pianinie pod czujnym okiem ojca i bardzo szybko zaczął zdradzać oznaki wielkiego talentu. Mając lat siedem grał skomplikowane utwory z pamięci. Jego ulubionym pianistą był wtedy Ignacy Paderewski, którego udało mu się spotkać po koncercie w Milwaukee.

Choć kształcony był na pianistę klasycznego, to zdarzało mu się dość często grać przy różnych okazjach repertuar popularny i jazzowy. Swój pierwszy koncert zagrał w wieku lat 20, a towarzyszyła mu orkiestra symfoniczna z Chicago. W repertuarze znalazł się wtedy "II Koncert Fortepianowy" Liszta, którego wykonaniem potwierdził swoje olbrzymie umiejętności. Cechował się także wyjątkową rozpiętością palców dłoni, co umożliwiło mu rozwinąć unikalne techniki gry na instrumencie.

Zamieniając sale koncertowe na nocne kluby, Liberace zaczął skupiać się na wypracowywaniu własnego muzycznego stylu, który sam określał mianem "pop z odrobiną klasyki". Jeździł po całych Stanach Zjednoczonych ze specjalnie wykonanym dla niego instrumentem, na którym stawiał świecznik, co stało się jego znakiem rozpoznawczym. Ozdoba ta pojawiła się po tym, jak Liberace obejrzał filmową biografię Chopina wyreżyserowaną w 1945 roku przez Charlesa Vidora z Cornelem Wildem w roli polskiego kompozytora i z Merle Oberon jako George Sand. Od tamtej pory świecznik towarzyszył mu na każdym koncercie, stał się symbolem gwiazdy, a nawet częścią jego autografu.

Jego pierwszy wyprzedany koncert w Hollywood Bowl z filharmonikami z Los Angeles stał się kolejną cezurą w karierze. To wtedy, bojąc się że nie będzie dość widoczny w czarnym smokingu za czarnym fortepianem, ubrał lśniący biały frak - pierwszy ze swoich ekstrawaganckich kostiumów scenicznych, które tak uwielbiali jego fani.

Jego sławę ugruntował cykl programów telewizyjnych "The Liberace Show", którego pierwszy odcinek wyemitowano w 1952 roku. Początkowo wyświetlany w Stanach Zjednoczonych, wkrótce także w 20 innych krajach, stał się jednym z najpopularniejszych telewizyjnych widowisk lat 50. Sława, jaką dzięki niemu zdobył, pozwoliła mu na zakończone niebywałym sukcesem serii występów na żywo w nowojorskiej Madison Square Garden, a potem na całym świecie przez kolejne 30 lat, co uczyniło go jedną z największych gwiazd rozrywki XX wieku.

Ten wyjątkowo utalentowany, wszechstronny wykonawca podczas swoich występów grał na fortepianie, śpiewał, tańczył i żartował z publicznością. Pojawił się w czterech filmach fabularnych i w niezliczonych programach telewizyjnych poza swoim. Choć jego nagrania studyjne pozostawały w cieniu koncertów to udało mu się wydać sześć złotych płyt oraz trafić do Księgi Rekordów Guinessa, jako najlepiej opłacany muzyk świata.

Producent filmu, Jerry Weintraub, miał okazję gościć w domu Liberace i był pod wielkim wrażeniem jego gościnności i łaskawości. - Rolls-Royce, który w filmie pojawia się na scenie był jego barem. Kiedy wchodziło się do jego domu w Palm Springs przez garaż i siadało za Rolls-Roycem można było mieć pewność, że za chwilę dostaniemy drinka - wspomina Weintraub. - To był niezły ekscentryk!

- Powszechna opinia w branży muzycznej i wśród innych muzyków jest taka, że był to jeden z najlepszych pianistów swoich czasów, a może w ogóle w historii. Ale on zdecydował się na karierę wielkiego showmana - na wiele lat przed Lady Gagą, Madonną, czy Eltonem Johnem. Nosił te dziwaczne kostiumy, przemierzał scenę i zabawiał ludzi. Urzekał ich swoim show - mówi Weintraub, który pracował swego czasu również z Elvisem Presleyem, będącym pod wielkim wrażeniem występów Liberace, co widać w jego koncertach z Las Vegas w latach 70.

- Spotkałem go dwa bądź trzy razy, kiedy mój ojciec miał dom w Palm Springs niedaleko jego posiadłości - wspomina Michael Douglas. - Liberace w bardzo przemyślany sposób wykorzystywał swoje talenty. To telewizyjne występy sprawiły, że stał się popularny na całym świecie. Był bodaj pierwszą osobą, która mówiła wprost do kamery, co sprawiało, że publiczność czuła jakby była w jednym pomieszczeniu z nim. W połączeniu z jego prezencją, strojem, z chęcią uszczęśliwienia wszystkich sprawiało to, że podbijał serca widowni.

Występująca w filmie Debbie Reynolds przyjaźniła się z Liberace przez 35 lat, chodząc razem z nim na przyjęcia, obiady i jeżdżąc nocami jego limuzyną. - Dobrze się czuliśmy w swoim towarzystwie, byliśmy przecież ludźmi sceny. Lee był najzabawniejszy ze wszystkich, uwielbiał opowiadać historie i bawić się do późna. Był cudownym, przesłodkim, dobrym człowiekiem i niewiarygodnie utalentowanym pianistą. Jego muzyka była piękna.

Przez całą karierę Liberace, pomimo niezmiennego oddania okazywanego fankom, jego prywatne życie budziło ciekawość. To były czasy, kiedy celebryci ukrywali swój homoseksualizm. W latach 50. Liberace wygrał proces przeciwko londyńskiej gazecie, która ośmieliła się insynuować, że jest gejem. Jeszcze w latach 80. artysta podtrzymywał iluzję, że jest heteroseksualny i jego życie ze Scottem Thorsonem pozostawało w ukryciu. I nawet kiedy odrzucony kochanek żądał finansowego zadośćuczynienia Liberace zaprzeczał, że kiedykolwiek byli razem. To był jeden z powodów, dla których Weintraub tak bardzo zapalił się do tego projektu. - Chciałem pokazać, jak bardzo dojrzeliśmy jako ludzie, społeczeństwo - mówi producent. - Związki osób tej samej płci są dzisiaj uznawane, a bycie gejem przestało być stygmatem.

Michael Douglas był zachwycony możliwością wcielenia się w ekscentryczną legendę rozrywki. - To naprawdę wyjątkowa rola - twierdzi aktor. - Wiesz, że nigdy nie będziesz dokładnie taki jak Liberace i musisz wykreować go na ekranie, tak byś czuł się komfortowo i jednocześnie mówił jakąś prawdę o postaci. A w dodatku musiałem stać się atrakcyjny dla Matta Damona! To była naprawdę wielka historia miłosna - oni się bardzo kochali - z wieloma cudownymi, zabawnymi, radosnymi chwilami. A jednak skończyła się tragicznie.

Historia miłości Liberace była bardzo ważna także dla Matta Damona. - Wydaje mi się, że miłość Scotta była absolutnie szczera, ale również skomplikowana - mówi aktor. - Był porzuconym dzieckiem i szukał rodziny, a Lee mu to dał. Ich miłość była silna. Skończyła się źle, ale przeżyli razem wiele pięknych chwil, wiele wzlotów i upadków oraz sytuacji, przez które przechodzą wszystkie długo trwające relacje. Nie sądzę, żeby Scott był wyrachowany. Wręcz przeciwnie. Był autentycznie oddany i dlatego właśnie poczuł się tak skrzywdzony.

- Mieliśmy dużą frajdę realizując ten film. Ta radość wynikała głównie z tego, że pracowaliśmy z naprawdę świetnym scenariuszem. Był tak wielowarstwowy, świetnie oddawał niesłychaną dynamikę ich związku. Całkowicie wierzyłem w to, co było w nim napisane. Czułem, że to wielka historia miłosna, opowieść o prawdziwej, długiej relacji między dwojgiem ludzi. Bez problemu mogliśmy się w niej z Michaelem odnaleźć. Obaj jesteśmy żonaci, obaj wiemy czym jest bycie w długim związku. Było więc nam bardzo łatwo znaleźć punkty wspólne z bohaterami filmu, zrozumieć na czym polega ich relacja, co się między nimi dzieje.

- Moja matka miała trzy siostry i wszystkie one kochały Liberace, choć żadna z nich nie wiedziała, że jest gejem - wspomina Richard LaGravenese, scenarzysta "Wielkiego Liberace". - Jego publiczność widziała w nim po prostu znakomitego showmana. Wierzyli, że jest samotny bo serce złamała mu Sonja Heine. Gdy tak naprawdę on lubił młodych, przystojnych mężczyzn i miał wielki seksualny apetyt. Kiedy któryś mu się spodobał mógł stać się elementem występów Liberace, wjeżdżał na scenę w ozdobionym klejnotami Rolls-Royce. Ale ci mężczyźni szybko zostawali rozpieszczeni i stawali się potworami, które porzucały go. Albo to on się nimi nudził.

- I nagle pojawił się Scott Thorson, zagubiony i przystojny młodzieniec, o którego nikt nie dbał, a Liberace miał słabość do opiekowania się ludźmi. Oczywiste było, że ten chłopak mu się spodobał, z kolei Scott zobaczył w Liberace szansę na lepsze życie.

Howard Cummings, scenograf filmu, stanął przed wyjątkowo trudnym zadaniem uchwycenia świata Liberace między 1977 a 1982 rokiem. W sześć tygodni powstało 30 wnętrz oddających charakter gwiazdy na scenie i w życiu prywatnym. Punktem wyjścia był oczywiście głęboki research i godziny spędzone na oglądaniu rejestracji występów Liberace. Cummings postanowił sięgnąć po wiele lustrzanych powierzchni, odnajdując w nich metaforę życia artysty. Lustra znajdują się więc na scenie i w domu, pobłyskując, lśniąc, tworząc optyczne złudzenia.

Po śmierci Liberace jego słynne fortepiany zostały rozdzielone. Jeden znalazł się w muzeum artysty w Las Vegas, drugi trafił do salonu wystawowego Baldwin Piano, gdzie odnalazła go dekoratorka Barbara Munch-Cameron. Na potrzeby sekwencji z piosenką "Dueling Pianos" instrumenty Liberace stanęły wspólnie na jednej scenie po raz pierwszy od 30 lat. Oryginalne fortepiany muzyka wystąpiły zresztą we wszystkich muzycznych fragmentach filmu.

Kiedy Howard Cummings pracował jeszcze na Broadwayu inspirował się scenografią koncertów Liberace, za którą odpowiadał Ray Arnett. Przygotowując się do realizacji filmu odkrył, że we współczesnym Las Vegas są tylko dwie sceny rozmiarami nadające się do nakręcenia show Liberace. I jedną z nich była ta, na której występował sam muzyk w byłym hotelu Hilton. Prawie dwukrotnie szersza niż przeciętna scena na Broadwayu umożliwiała ustawienie na niej dwóch fortepianów i bogatej scenografii. Nie wspominając, że mógł na nią wjechać Rolls-Royce, z którego wysiadał Liberace. Jerry Weintraub, znający doskonale Las Vegas zmartwiony był tylko współczesnym wyglądem widowni, który nie oddawał atmosfery tego miejsca z przełomu lat 70. i 80. Trzeba było usunąć rzędy siedzeń, wyrównać podłogę i wnieść bankietowe stoły, żeby wszystko wyglądało, jak w czasach świetności, w czasach Liberace. - Po tym jak przerobiliśmy całe wnętrze poczułem się, jak w starym dobrym Las Vegas - wspomina Cummings. - To był znowu świat wielkich gwiazd. Cieszę się, że Jerry był tak zdeterminowany, by to zrobić.

Podobne zabiegi, choć nie na taką skalę, zostały wykonane, żeby przygotować do zdjęć dom Liberace w Los Angeles, odtworzyć jego wygląd z lat 70. i 80. Cummings i Munch-Cameron ruszyli na łowy, by zgromadzić meble, pianina, świeczniki, lampy, które kiedyś należały do artysty. W końcu udało się zdobyć odpowiednią liczbę autentycznych rekwizytów i odtworzyć prawdziwy wygląd pokojów. Jednym z najbardziej niezwykłych elementów domu Liberace był na przykład basen na dachu w kształcie nerki z fontanną, której centralną część stanowiło drzewo zrobione ze specjalnych elementów zmieniających kolory, co umożliwiało tworzenie świetlnego show.

W realizacji "Wielkiego Liberace" bardzo pomogły filmowcom zbiory muzeum poświęconego artyście w Las Vegas. Kostiumy, dzieła sztuki i wiele drobiazgów wykorzystanych na planie pochodziło właśnie stamtąd. Wielką pracę wykonała też Ellen Mirojnick, specjalistka od kostiumów. Jej ekipa stworzyła niezliczoną ilość scenicznych kreacji i codziennych ubrań Liberace oraz Scotta. Oczywiście wiele z nich było kopią ich autentycznej garderoby. Michael Douglas i Matt Damon przebierają się w filmie ponad 60 razy.

Drobiazgowo odtworzone kostiumy bardzo pomogły obu gwiazdom w błyskawicznej transformacji w filmowe postaci. - To był najpiękniejszy spektakl jaki widziałam - przyznaje Ellen Mirojnick. Wspólnie z Cummingsem wybrała ona również sceniczne stroje Liberace. Te prawdziwe często zrobione były z prawdziwych ciężkich futer, które Mirojnick postanowiła zastąpić lżejszymi i ekologicznymi ekwiwalentami, które jednocześnie będą przed kamerą dobrze się zachowywać, doskonale odbijając światło, rzucając bliki, lśniąc. Rolls-Royce, który pojawia się w filmie jest z kolei tym samym samochodem, którym wjeżdżał na scenę sam Liberace.

Dowiedz się więcej na temat: Wielki Liberace

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje