Reklama

"W sieci kłamstw": OPIS

W mrocznym, podziemnym świecie dzisiejszych, zaangażowanych w globalne operacje organizacji szpiegowskich, o sile i możliwościach nie decyduje ani broń, ani najnowsze technologie, lecz liczba kluczowych informacji, które można zdobyć i kontrolować - czy choćby stwarzać pozory kontroli. "Informacja jest racją istnienia i przetrwania" - mówi Ridley Scott, reżyser filmu "W sieci kłamstw". - "A to oznacza, że nie wolno ci ufać nikomu, nawet temu, kogo uważasz za najlepszego przyjaciela. Odwróć się tylko na moment, a już zostaniesz wykorzystany. A jeśli stoisz na czele organizacji, od której zależy bezpieczeństwo kraju, choćby chwilowe okazanie zaufania uczyni cię słabym i bezbronnym. Na tym po prostu polega ta praca."

Scenariusz filmu "W sieci kłamstw" oparto na kanwie powieści Davida Ignatiusa (pod tym samym tytułem), doświadczonego dziennikarza, który przez 10 lat monitorował operacje CIA oraz polityczne kwestie na Bliskim Wschodzie dla dziennika The Wall Street Journal, zanim dołączył do zespołu The Washington Post, w którym obecnie pełni funkcję redaktora pomocniczego i stałego felietonisty. Scott, który przeczytał książkę Ignatiusa, gdy była jeszcze w formie korektorskiej "szczotki", wspomina: "Prezentowała niezwykle przenikliwy obraz tego, co dzieje się na niewidzialnych liniach frontu, a także ludzi w awangardzie, którzy decydują o losach tej rozgrywki."

Reklama

Producent Donald De Line zauważa: "Książka Davida to błyskotliwy, znakomicie skonstruowany thriller szpiegowski, o ludziach, a także poziomach oszustwa i podstępu, bez których nie da się przeniknąć do serca kraju, kultury i wreszcie - wroga. Naprawdę czuliśmy, że ma wszelkie atuty, aby stać się wymarzoną filmową fabułą."

Pragnąc przenieść na ekran zaciętą determinację i wolę walki pełnych dynamiki powieściowych postaci Scott współpracował blisko z nagrodzonym Oskarem? twórcą scenariusza Williamem Monahanem. Reżyser mówi: "Powieść miała tak wiele ciekawych aspektów, już choćby w samym rozwoju akcji, do której, ciągle zmieniając się, dostosowują się bohaterowie. W sumie to bardzo ekscytująca podróż."

Leonardo DiCaprio, który pracował już z Williamem Monahanem podczas kręcenia filmu "Infiltracja", dodaje: "Adaptacja Monahana jest fantastyczna. William jest mistrzem informacji i dezinformacji, wszystkich tych gier "w kotka i myszkę" i wynikających z nich dylematów postaci."

"Historia naprawdę trzyma w napięciu. Z zapartym tchem śledzisz wszystkie zaskakujące zwroty akcji" - opisuje De Line - "A ponadto obfituje w brawurowe sekwencje sensacyjne, z których Ridley słynie, i którym zawsze nadaje piętno swojego własnego stylu."

Podobnie myśli DiCaprio: "Nie brak w tym filmie widowiskowych sekwencji akcji, ale sama intryga jest niezwykle błyskotliwa i subtelna. Byliśmy pod wrażeniem głębi i przezorności myślenia CIA, przedstawionego w tej historii, która nas wszystkich zainteresowała i wciągnęła. Wraz z biegiem czasu i naszej pracy nad filmem coraz bardziej fascynowało nas, jak tego rodzaju organizacja stara się osaczyć wroga, którego niezmiernie trudno odnaleźć w obcym dla niej świecie."

DiCaprio wciela się w rolę agenta operacyjnego CIA Rogera Ferrisa, który opracowuje śmiały plan wywabienia z ukrycia przywódcy terrorystów, Al-Saleema, dzięki przekonaniu go, iż groźna konkurencyjna organizacja - która w rzeczywistości nigdy nie istniała - staje się równie groźna jak sieć samego Al-Saleema. Dymne zasłony i zwodnicze lustra, które agent wyczarowuje z taką finezją, uzupełniają strategiczne podstępy snute przez jego przełożonego, Eda Hoffmana. Bezwzględny strateg, Hoffman nie cofnie się przed niczym, by ochronić bezpieczeństwo państwowe - choćby miało to oznaczać poświęcenie najlepszego "polowego" agenta.

Gdy przygotowany przez Ferrisa "plan bez powrotu" nabiera tempa, konflikty z dwoma najbliższymi sprzymierzeńcami agenta zderzają się z poważnym problemem, wobec którego staje boleśnie bezbronny. Czy Hoffman go zdradzi, tak jak już zdradził wielu przed nim? A z drugiej strony, jeśli zwierzchnik jordańskich tajnych służb odkryje, że tajna operacja Ferrisa ma służyć wypłoszeniu Al-Saleem z kryjówki, życie agenta w Jordanii zawiśnie na włosku. Ostatecznie Ferris zaczyna rozumieć, że jego własne przetrwanie i sukces bliskowschodniej misji zależy od jedynego człowieka, któremu może ufać - od niego samego.

Russell Crowe, grający Eda Hoffmana, komentuje: "To przecież tylko film i naturalnie nie można mylić fikcji z prawdą, dla mnie było jednak ważne, by pokazać w tej roli, co naprawdę oznacza - w kategoriach podstępu i oszustwa - praca w organizacji takiej jak CIA, zwłaszcza w zakątku świata, gdzie konflikt kulturowy jest nieunikniony. Trzeba spojrzeć daleko wstecz, by zrozumieć, dokąd zmierza w istocie ta rzeka."

"Tym, co najbardziej interesowało mnie jako pisarza, zawsze był podstęp - i sposób, w jaki staramy się wyprowadzić w pole naszych wrogów" - wyznaje Ignatius. - "Na początku zacząłem zastanawiać się nad tym, jak można przeniknąć do organizacji, która wydaje się z pozoru absolutnie hermetyczna. Jeśli nie możesz przeniknąć do jej wnętrza, to czy zdołasz przynajmniej sprawić, by jej członkowie myśleli, że już jesteś w ich szeregach? Tak naprawdę szpiegostwo ma wiele wspólnego z dziennikarstwem. Chodzi w nim o znalezienie ludzi, którzy coś wiedzą, o zdobycie ich zaufania, a następnie przekonanie ich, by ujawnili wszystkie informacje, których na początku wcale nie zamierzali ci przekazać."

To właśnie ten na wskroś wewnętrzny, przenikliwy i "brudny" wgląd w prawdziwe życie agentów tajnych służb szczególnie intrygował Scotta. "Spodobał mi się pomysł prześledzenia kontrastów pomiędzy człowiekiem działającym "w terenie" i tym, który zajmuje pozycje u steru" - przyznaje autor.

Monahan zauważa: "Ta historia ukazuje świat szpiegostwa mniej więcej takim, jakim jest rzeczywiście, koncentrując się raczej na pragmatyzmie niż na kolorycie politycznym, który często otacza prawdziwe operacje CIA. Poruszyły mnie słabości Eda Hoffmana?myślę, że wszyscy znamy ludzi takich jak on. Historia Ferrisa była dla mnie o tyle ciekawa, iż dotyczyła osobistego kryzysu i przełomu w świadomości indywidualnego człowieka."

Prowadzenie operacji szpiegowskich na miarę XXI stulecia, w jednym z najbardziej niebezpiecznych zakątków świata, oznacza konieczność zbierania informacji ze wszystkich możliwych źródeł, wszelkimi dostępnymi metodami i zaryzykowanie swego życia w grze toczącej się w świecie, gdzie twoja wiedza może okazać się najważniejszą przewagą?albo największą słabością.

Ed Hoffman stoi na czele wydziału, ale nie wie niczego, dopóki nie wyciągnie tego od człowieka w terenie, a tym człowiekiem jestem ja.

Nikt nie odczuwa presji operowania "w terenie" bardziej dotkliwie niż Roger Ferris, wyjątkowo doświadczony i uzdolniony agent operacyjny, któremu powierzono prowadzenie gorących działań wywiadowczych, mających ujawnić manewry terrorystów. "Ferris to ktoś, kto poświęcił się bez reszty sprawie powstrzymania terroryzmu i aby osiągnąć ten cel codziennie naraża się na śmierć" - mówi DiCaprio. "Włada po mistrzowsku wszelką bronią i radzi sobie w bezpośrednich starciach, lecz przede wszystkim to niesamowicie inteligentny i skuteczny agent operacyjny, który potrafi poruszać się w 

świecie Środkowego Wschodu. Zna jego język i kulturę, a przy tym szanuje postawy i zwyczaje jego mieszkańców. Zyskał ogromna biegłość w nawiązywaniu znajomości i infiltracji siatek terrorystycznych."

"Ferris to agent, który tajniki zawodu ma we krwi" - opowiada Ignatius. - "Ludzie i kultura tego regionu stały się częścią jego samego - podobnie jak częścią mnie."

W ramach przygotowań do pracy nad filmem DiCaprio przestudiował dokładnie powieść Ignatiusa i odbył wiele rozmów z samym pisarzem, podobnie jak z kilkoma byłymi pracownikami CIA. "O operacjach CIA starałem się dowiedzieć tak wiele, jak tylko mogłem" - relacjonuje aktor. - "To grupa ludzi rozrzuconych po całym świecie, starających się chwytać na gorąco wszelkie możliwe tropy i ślady. Boję się myśleć, jak niebezpieczny stałby się świat, gdyby nie wysiłki organizacji takich jak CIA. Ich praca jest tak niebezpieczna, a stawki w tej grze są niesamowicie wysokie!".

Już samo przetrwanie - nie mówiąc o sukcesie - w tak zdradliwym otoczeniu zależy od rozwagi i najdalej posuniętej ostrożności podczas zdobywania informatorów i sprzymierzeńców. Scott zauważa: "Człowiek, który wykonuje taką pracę, musi odwołać się do jakiejś metody, która zapewni mu skuteczność... a metoda ta jest często gwałtowna i związana z przemocą."

Zadanie wymaga także, by Ferris z największą łatwością wcielał się w różne osoby i zmieniał arabskie akcenty, wyruszając na tajne misje i starając się przeniknąć do bezpiecznego domostwa lub z powodzeniem udając amerykańskiego bankiera. Rola Rogera Ferrisa stała się dla DiCaprio okazją do niemal bezpośredniego zaznania i przeżycia wyostrzonej świadomości człowieka, którego życie zależy od zdolności bycia wieloma ludźmi jednocześnie. "Mój bohater zdaje sobie sprawę, że jeśli zostanie złapany, jego życie nie będzie warte trzech groszy. Z tym większą determinacją podnosi stawkę, walcząc o życie w tych wszystkich, tak różnych sytuacjach. Z perspektywy aktora mogę ocenić, że dodaje to mnóstwo napięcia i realizmu twojej grze."

"Leo, zupełnie szczerze, jest jednym z najbardziej interesujących aktorów, z jakimi kiedykolwiek pracowałem, już choćby dlatego, że ma w sobie tyle naturalnej swobody i wesołości, a jednak tak bardzo identyfikuje się z rolą" - mówi Scott o aktorze słynącym ze swojej wszechstronności. - "Niezwykle bystry, błyskotliwie profesjonalny, do każdej roli bezbłędnie przygotowany. Pracuje się z nim fantastycznie. Zawsze podziwiałem jego role, ale teraz, kiedy stanąłem z nim na planie, jestem pod jeszcze większym wrażeniem."

Pozytywne odczucia są obustronne: "Zawsze chciałem pracować z Ridleyem Scottem" - mówi DiCaprio. - "Należy do najlepszych światowych filmowców i wciąż kręci kolejne zdumiewające filmy, reprezentujące wszystkie gatunki. Zrozumiałe, że praca przy tym filmie była dla mnie ekscytująca już od pierwszego startu kamery."

Znasz mnie. Lubię rozgrywać równocześnie Plan A i Plan B. Po prostu staram ci się pomóc, bracie. Żyjemy w niebezpiecznym świecie.

Starając się chronić operacje i interesy służb wywiadowczych CIA na Środowym Wschodzie - w tym także, przynajmniej pozornie, interesy Ferrisa - Ed Hoffman, błyskotliwy i nieznośnie pewny siebie strateg, zarządza z Waszyngtonu gęstą siecią agentów operacyjnych za pośrednictwem laptopa i telefonu komórkowego. "Na poziomie Hoffmana to już nie kwestia rozgrywania akcji tak jak rozgrywa się partię szachów" - wyjaśnia Russell Crowe. - "To raczej zdolność do ogarnięcia wzrokiem siedmiu różnych szachownic na siedmiu różnych płaszczyznach i manipulacji wszystkimi opcjami ruchów figur i pionków na tych siedmiu planszach jednocześnie."

Niezależnie od tego, czy odwozi dzieci do szkoły, czy też skupia uwagę na śledzeniu ruchów Ferrisa poprzez ultranowoczesny System Predator, Hoffman operuje pionkami z bezduszną skutecznością, która pozostaje całkowicie obca na wskroś pragmatycznym, operacyjnym praktykom Ferrisa. "Ed Hoffman jest twardy i cyniczny - jak człowiek, który urodził się aby wykorzystywać innych" - mówi Ignatius. - "Jego nie interesują "ludzkie" koszty tego, co robi. Ferrisa natomiast interesują bardzo. Wykorzystuje ludzi, ale bardzo się tym przejmuje."

Obserwacja z bliska i akceptacja - z konieczności - osobistych i ludzkich konsekwencji podejmowanych przez Hoffmana decyzji pozostawia głębokie piętno w świadomości nękanego wątpliwościami młodego agenta. "Ferris musi mierzyć się nieustannie z moralnymi skutkami tych decyzji - z koniecznością poświęcenia ludzkiego życia dla zapewnienia powodzenia misji" - mówi DiCaprio. - "A wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, gdy agent nawiązuje emocjonalne relacje z niektórymi osobami zaangażowanymi w misję."

Scott zauważa: "Ferris to człowiek, który naprawdę wierzy, że może zrobić coś pożytecznego. Stał się częścią tego świata, działa według jego reguł. Lecz jego słabością pozostaje sumienie. Jeśli

wykonujesz taką pracę, musisz o nim zapomnieć. A jeśli nie możesz zapomnieć, przestajesz być użyteczny. Zaczynasz stanowić zagrożenie dla siebie samego i dla całej organizacji."

W twardych realiach zadań operacyjnych trudno Ferrisowi po prostu nie dostrzegać ponoszonych ofiar, lecz poważny charakter "strategicznych" obowiązków Hoffmana stanowczo wymaga, żeby zostawił swoje sumienie "w przedpokoju". "Hoffman często musi kłamać i podejmować trudne decyzje, ale szczerze wierzy, że robi to dla ogólnego dobra" - mówi De Line.

"Hoffman nie ma żadnych wątpliwości, że postępuje słusznie" - potwierdza Scott. - "Nie ma poczucia winy. Z niezwykłą agresywnością robi to, co uważa za właściwe."

Właściwe Hoffmanowi lekceważenie "ludzkich" kosztów tajnych operacji to nie jedyne zmartwienie Ferrisa. W śmiertelnie niebezpiecznym świecie podwójnych układów, w jakim żyją ci ludzie, okazanie zaufania komukolwiek - nawet tej jednej osobie, której zadanie polega na ubezpieczaniu cię - może okazać się fatalne w skutkach. I choć Ferris musi w pewnym stopniu zakładać, że Hoffman pomoże mu w sytuacjach, gdy sam nie może zapewnić sobie ochrony, zna aż za dobrze gierki i wyrafinowane podstępy swojego partnera, jego moralnie wątpliwe taktyki, narażające na ryzyko precyzyjnie skalkulowane działania wywiadowcze Ferrisa i złowieszczą łatwość, z jaką Hoffman poświęca ludzi, kiedy przestają być przydatni. DiCaprio tak to postrzega: "Ferris z pasją próbuje wykonywać swoją pracę, lecz Hoffman stale torpeduje jego wysiłki. Hoffman jest przekonany, że jego sposób jest jedynym właściwym."

Ferris może zachować przewagę, nie stając się przy tym kolejną ofiarą na wirtualnej szachownicy Hoffmana, idąc jedynie za głosem swojego instynktu, wykorzystując każdą z posiadanych umiejętności i starając się zawsze o krok wyprzedzać swego podstępnego opiekuna. Jednak, jak ostrzega Scott, "Hoffman ma bardzo sprawny umysł i jest dobrym strategiem. A dysponując rozległą siecią informatorów, zawsze będzie wiedział więcej od Ferrisa. I niemal zawsze będzie go o krok wyprzedzał."

Rola Hoffmana w filmie "W sieci kłamstw" to czwarty już epizod współpracy Russella Crowe z Ridleyem Scottem po "Gladiatorze", "Dobrym roku" i "American Gangster." "Lubię pracować z Ridleyem" - mówi aktor. - "Wiele dowiedzieliśmy się o sobie nawzajem podczas kręcenia 'Gladiatora'. Mamy podobną zawodową etykę, upodobania estetyczne i poczucie humoru, a jeśli ludzi łączą wszystkie te trzy rzeczy, współpraca na planie zwykle przebiega znakomicie."

"Russell potrafi zagrać wszystko" - mówi Scott. - "Uwielbia zmieniać swoją osobowość, modyfikować akcent i dostosowywać wygląd zewnętrzny do potrzeb roli. Właśnie wszechstronność

czyni go takim interesującym współpracownikiem. Moim zdaniem należy do najlepszych aktorów na świecie."

Wspominając pierwsze rozmowy z aktorem o nowym filmie, reżyser kontynuuje: "Powiedziałem mu, że wyobrażam sobie Hoffmana jako głowę rodziny i mężczyznę, który bardzo sobie ceni dom i robi w nim znacznie więcej, niż przeciętny mąż i ojciec. Prawdopodobnie cierpi na bezsenność... może ma małą nadwagę. Russel zapytał: 'Nadwagę? Co rozumiesz przez nadwagę?'"

"Ridley zadzwonił do mnie z pytaniem 'Co powiedziałbyś na przytycie o jakieś 50 funtów?'" - uśmiecha się Crowe, który, na przestrzeni swojej aktorskiej kariery, wielokrotnie dostosowywał swój wygląd fizyczny do wymogów roli, w tym nominowanej do Oscara? kreacji Jeffrey'a Wiganda w "Informatorze".

I rzeczywiście, do roli Hoffmana aktor przybrał na wadze całe 50 funtów. Omówił także z Davidem Ignatiusem społeczny "kontekst" swojej postaci. "Russell zapytał, skąd pochodzi Hoffman" - wspomina autor powieści. - "Powiedział: 'Może Arkansas? Myślę, że pochodzi z Arkansas. W sposobie mówienia ludzi z Arkansas jest coś takiego, co łagodzi nawet najtwardsze słowa, które wypowiadają."

"Russell wniósł do postaci Hoffmana mnóstwo lekkości i humoru, czego początkowo się nie spodziewałem " - komentuje Donald De Line. - "Z punktu widzenia etyki, Hoffman to postać dość wątpliwa i nie zawsze jesteś pewien, co o nim myśleć. Z drugiej strony tak bezpośrednio okazuje, kim jest i w co wierzy, że jest to wręcz orzeźwiające. Jakoś nie można mieć mu za złe mrocznych stron jego charakteru."

Mam tylko jedna zasadę. Nigdy mnie nie okłamuj.

Dla Ferrisa stawka nagle idzie w górę, gdy Hoffman powierza mu prowadzenie amerykańskich operacji wywiadowczych w stolicy Jordanii, Ammanie, gdzie nowy przywódca terrorystów, imieniem Al-Saleem, gromadzi wokół siebie siły mroku. Aby dotrzeć do nieuchwytnego Al-Saleema Ferris musi podjąć współpracę z Głównym Departamentem Wywiadu Jordanii - Jordanian General Intelligence Department (GID) - kierowanym przez tajemniczego i nie do końca wiarygodnego Hani Salaama, którego gra brytyjski aktor filmowy i telewizyjny Mark Strong.

Wyrafinowany i obdarzony nieposzlakowanymi manierami, Hani jest tak subtelny i opanowany, jak Hoffman zuchwały i nieokiełznany. Jednakże za elegancją Haniego kryje się jakiś cień groźby,

zdradzającej drapieżność właściwą człowiekowi, którego potęgę w Jordanii przewyższa jedynie władza króla. Strong zauważa: "Moim zdaniem fakt, iż Hani poświęca tyle uwagi własnemu wyglądowi i zachowaniu, oznacza, że z podobną uwagą traktuje swoją pracę. To nie jest ktoś, komu warto wchodzić w drogę." - dodaje z uśmiechem.

"Hani to postać niezwykle elegancka i potężna, a Mark Strong znakomicie uchwycił jej istotę" - mówi Scott. - "Przekształcił się bez reszty w swojego bohatera. Jego akcent jest doskonały, zaś wytworność wydaje się prawie mimowolna."

"Mark Strong zainteresował mnie bardzo jako aktor" - wyznaje DiCaprio. - "Pracowało mi się z nim znakomicie. Patrzyliśmy na niego jak zahipnotyzowani. Nawet mój ojciec był pod wrażeniem mówiąc, że Hani to naprawdę ktoś, że jest "cool", i że bardzo chciałby ubierać się tak jak on."

Hani, o czym Ferris ma okazję przekonać się osobiście, jest mistrzem przesłuchań oraz sztuki nazywanej przez Ignatiusa "subtelnym zwodzeniem" pionków i przeciwników, tak by ostatecznie wyjawili mu wszystkie sekrety i oddali przysługi, których się domaga. "Hani pokazuje Ferrisowi, jak skłonić kogoś, żeby pracował dla ciebie bez jakiejkolwiek groźby przemocy"" - wyjaśnia Strong. - "Szczyci się swoją umiejętnością osiągania celów w sposób znacznie bardziej delikatny, mniej ostentacyjny niż Hoffman. Istotą jego metod nie jest wściekłe potrząsanie klatką, lecz ostrożne wyłowienie zaczepionej na żyłce ryby."

Jednakże pomoc Haniego także ma swoją cenę: "Hani intuicyjnie czuje, że Ferrisowi można zaufać, że poświęcił wiele czasu i wysiłku, aby perfekcyjnie opanować arabski. To świadczy o szacunku" - wyjaśnia Strong. - "Ale Hani ma za zadanie chronić swój kraj i rodaków. Dlatego właśnie przedstawia Ferrisowi ultimatum - jeśli mają pracować razem, Ferrisowi nie wolno nigdy go okłamać. Taki jest warunek współpracy."

"Istotą ducha Haniego jest tradycja zaufania i honoru" - wyjaśnia Scott. - "Jeśli on ci nie zaufa, niczego nie osiągniesz. A żeby zdobyć jego zaufanie, musisz działać w sposób dla niego przejrzysty. Tyle że Ferris, zgodnie z regułami swojej pracy, niejako z zasady musi okłamywać Haniego."

To chwiejne przymierze przeżywa ciężką próbę, gdy do Ammanu przybywa Hoffman, aby w burzliwej konfrontacji zmierzyć się z Hanim. "Sposób, w jaki Hoffman traktuje Haniego, jest niemal żenujący". - Crowe opisuje właściwą jego postaci obojętność na kulturowe niuanse, do których Ferris podchodzi z takim wyczuciem i respektem. - "Możliwe zresztą, że robi tak specjalnie. Jeśli Amerykanie

mają opinię nadmiernie pewnych siebie i jeśli Hani w to wierzy, to właśnie takie wrażenie Hoffman pragnie podtrzymać."

"Zapewne obaj wzajemnie żywią do siebie skryty szacunek, choć nigdy się do tego nie przyznają" - przypuszcza Strong. - "Hoffman ostentacyjnie okazuje Haniemu lekceważenie, a Hani uważa, że ten pierwszy posługuje się metodami dzikusa. Obaj jednak są ludźmi gotowymi wykorzystać każdego, jeśli pozwoli im to tylko osiągnąć cel, na którym im zależy."

Odmowa Hoffmana uczynienia tego tak zwanego partnerstwa bardziej przejrzystym dla drugiej strony stawia w bardzo ryzykownym położeniu Ferrisa, który w krzyżowym ogniu sprzecznych interesów coraz bardziej zbliża się do Al-Saleema. "Ferris utknie w samym środku bezkompromisowej walki o władzę toczonej przez tych dwóch niezwykłych ludzi, pomiędzy lojalnością dla CIA i obietnicą, którą złożył Haniemu" - mówi DiCaprio. - "A najbardziej fascynujące jest to, że wszyscy oni mają ten sam ostateczny cel."

Zabieraj swój biznes z mojego biznesu.

Przelotną chwilę wytchnienia od presji pracy zapewni Ferrisowi troska Aishy, mieszkanki Ammanu o jordańsko-irańskich korzeniach, pracującej jako pielęgniarka i wolontariuszka w miejscowym obozie dla uchodźców.

W rolę Aishy wciela się irańska aktorka Golshifteh Farahani, debiutująca w filmie amerykańskim. "Mieliśmy szczęście, że zgodziła się zagrać w naszym filmie" - stwierdza Scott. - "Golshifteh należy do najwybitniejszych aktorek irańskich. Zobaczyłem ją najpierw na taśmie i byłem urzeczony - jest wprost cudowną aktorką klasyczną. Potem udało mi się zaaranżować spotkanie. Ma w sobie jakąś energię, którą trudno opisać słowami. Otacza ją aura siły i godności, a przy tym jest uderzająco piękna. Kamera naprawdę ją uwielbia."

"Aisha jest pielęgniarką, gdyby jednak urodziła się w bardziej rozwiniętym kraju, zostałaby zapewne lekarką" - mówi Farahani o bystrej, praktycznej dziewczynie, która ku własnemu zaskoczeniu ulega czarowi tajemniczego mężczyzny, trafiającego kilka razy do jej kliniki. "Na początku uważa, że Ferris jest interesujący, lecz nie traktuje go poważnie. Dopiero kiedy odkrywa, że przybysz ma dobre serce, pozwala sobie na poważniejsze zaangażowanie. Rozbraja ją jego szczerość."

Lecz nad łączącą ich fascynacją ciążą surowe restrykcje jej kultury, która zakazuje mężczyznom dotykania niezamężnych kobiet. Konsekwencje związku z Amerykaninem mogą być dla Aishy niemal tak poważne jak dla Ferrisa - dekonspiracja. "Nie może nawet podać jej ręki, bo wie, że może jej tym wyrządzić krzywdę" - mówi Scott.

"Golshifteh jest fantastyczną aktorką" - przyznaje DiCaprio. - "Jej nieznajomość sposobu przedstawiania relacji damsko-męskich w zachodnich filmach tchnęła wiele świeżości w dynamikę zachowań Aishy i Ferrisa. On odnosi się z wielkim szacunkiem do jej kultury i tradycji, pracując wytrwale nad pogłębieniem łączącej ich relacji."

"Leo był absolutnie cudowny" - uśmiecha się Farahani. - "Jest taki wspaniałomyślny i zapewniał mi na planie tyle komfortu! Naprawdę wiele mi pomógł. Wspólna gra to wielki zaszczyt."

"Golshifteh i Leo łączyła szczera więź przyjaźni i chemia, tak jakby rozświetlali się nawzajem" - wspomina De Line. - "Czuliśmy to już pierwszego dnia, kiedy stanęli razem przed kamerą."

Tuż obok głównej obsady "W sieci kłamstw" znajdują się inni: Ali Suliman jako Omar Sadiki, w sposób nieświadomy pomagający Rogerowi Ferrisowi w opracowaniu podstępu, który ma wywabić terrorystę Al-Saleema z kryjówki, Alon Aboutboul jako enigmatyczny Al-Saleem; Oscar Isaac jako Bassam, operacyjny sprzymierzeniec Ferrisa w Samarze; a także Simon McBurney jako Garland, jednoosobowy arsenał, manipulujący technologią dla przekonania Al-Saleema, iż Sadiki stanowi dla niego zagrożenie.

Jak, do licha, możesz oczekiwać ode mnie prowadzenia operacji, kiedy sam kierujesz nią na boku?

Filmowiec, dla którego kino nie ma tajemnic, Ridley Scott wielokrotnie stawał przed skomplikowanym wyzwaniem reżyserii wielkich, międzynarodowych produkcji, takich jak "W sieci kłamstw" - i wychodził z sytuacji zwycięsko. "Oglądać przy pracy mistrza, takiego jak Ridley to niesamowita przyjemność" - przyznaje Donald De Line. - "Opiera się na intuicji, jest otwarty na współpracę, a przy tym posiada niesamowitą umiejętność tworzenia filmu w wyobraźni jeszcze zanim nakręci go na planach zdjęciowych. Ma więcej energii, wytrwałości i skupienia niż ktokolwiek w jego otoczeniu i potrafi skłonić każdego, aby dał z siebie wszystko."

Scott, który przygodę z filmem zaczynał jako scenograf, projektuje własne dekoracje i przekazuje szefom kluczowych jednostek szkice, prezentujące szczegóły jego wizji plastycznego

kontekstu dla scen, kostiumów oraz efektów specjalnych. "Dobrze mieć reżysera takiego jak Ridley, który potrafi wyrazić własne koncepcje tak żywo, dzięki swoim rysunkom" - mówi wieloletni współpracownik Scotta, scenograf Arthur Max.

Niepowtarzalny styl reżyserski Scotta - który używa średnio od czterech do ośmiu kamer dla każdej sceny - pozwala mu objąć całość planu minimalnymi ujęciami. "Zachwycił mnie sposób, w jaki koordynuje i kręci zdjęcia jednocześnie za pomocą wielu kamer, skierowanych na plan pod różnymi kątami" - zachwyca się DiCaprio. - "Kręcimy scenę z 20 wybuchami w tle, a wysoko na drzewie, w odległości pół mili, siedzi człowiek robiący zbliżenie twojej twarzy, a ty sam nie masz o tym pojęcia. Albo dwa helikoptery czekające w pobliżu w pełnej gotowości do lotu, a Ridley nagle chwyta walkie-talkie i śmigłowce już pędzą w naszą stronę. A w międzyczasie reżyser śledzi wszystkie możliwe monitory, schylając się nad nimi, kiedy chodzi po planie. Myślę, że ma jakiś kanał wprost do oczu widza. Dlatego właśnie Ridley jest tak znakomity w tym, co robi - bo nigdy nie traci z oczu obrazu całości."

Synchronizacja pracy wielu kamer pozwala także Scottowi tworzyć rodzaj niezwykłej dynamiki czy rozpędu, który wnosi do swoich opowieści. "Lubię poruszać się naprawdę szybko, tak szybko, jak to tylko możliwe, ponieważ dopiero wtedy czuję, że naprawdę żyję" - opowiada reżyser. - "To moje zdanie utrzymać aktorów w stanie odrobinę zachwianej równowagi, bo wówczas wszyscy koncentrują się na tym, co robią, a ich grę odbiera się jako naprawdę spontaniczną i pełną wewnętrznej energii."

"Czuje się porażony tym, jak on filmuje" - potwierdza Mark Strong. - "Dla aktora to bardzo korzystne, ponieważ nie musi bez końca powtarzać i powtarzać jakiejś trudnej sceny, a przy tym nie musi się martwić o zachowanie ciągłości gry, toteż pozwala sobie na niewiarygodną spontaniczność i bezpośredniość."

Pośród aktorów Crowe, najdłużej współpracujący ze Scottem, był zapewne najlepiej zaznajomiony z jego stylem reżyserskim. Tymczasem, choć obaj wyraźnie cieszą się możliwością wspólnego udziału w kreatywnym procesie, Crowe zastrzega: "Ludzie przyjmują, że zgadzamy się we wszystkim. To absurdalne! Spieramy się instynktownie, na wiele tematów, mniej więcej przez 70% wspólnej pracy. Z czasem jednak udało nam się udoskonalić sztukę dyskusji bezsłownych i cieszymy się wspólnie procesem rozwiązywania problemów."

"Istota moich kontaktów z Ridleyem polega na tym, że naprawdę go słucham, co, jak sądzę, niekiedy go przeraża" - mówi dalej Crowe z uśmiechem. - "Ale on potrafi to docenić: powie do mnie

coś na początku, a potem zagłębia się w szczegółach. Wie jednak, że zachowam w pamięci jego oryginalne pomysły, kiedy będziemy przedzierać się razem przez meandry naszej historii."

DiCaprio - jak sam siebie opisuje, "nowy w zespole"" - przystosował się szybko do koncepcji robienia filmów podzielanej przez duet Scott/Crowe: "Łączy ich jakieś błyskawiczne porozumienie 'na skróty' sprawiające, że potrafią niemal w mgnieniu oka rozwiązać wszystkie problemy. Z radością podłączam się do tej energii, to naprawdę wielka satysfakcja, mnóstwo pozytywnych emocji, móc pracować z takimi ludźmi. Kiedy już przećwiczymy scenę i ustalimy, jak powinna być zagrana, Ridley puszcza w ruch wszystkie kamery i bierzemy się do dzieła. A Russell jest taki realistyczny, tak głęboko obecny tu i teraz" - dodaje DiCaprio, który pracował już z Russelem Crowe w 1995 roku na planie westernu "Szybcy i martwi". "Moim zdaniem to jeden z największych aktorów naszych czasów, toteż bardzo się cieszę, że nasze drogi spotkały się ponownie. Mamy kilka widowiskowych, dynamicznych scen walki w tym filmie. Cieszysz się tymi chwilami, gdy obok ciebie siedzi aktor, do którego gry możesz dopasować wszystko, co robisz, otrzymując w zamian jeszcze więcej. To prawdziwa burza adrenaliny."

W czasie, gdy powstawał film "Szybcy i martwi", DiCaprio był jeszcze nastolatkiem, a Crowe zauważa: "Od tamtej pory w życiu Leo wydarzyły się wielkie rzeczy. Ze wzruszeniem zauważam, że pod powłoką wszystkich tych sukcesów pozostał nadal ten sam chłopak. Z planu pamiętam mnóstwo żartów i śmiechu."

Mogę sprawić, by wyglądało to jak cokolwiek tylko zechcesz.

Sprawmy razem, by wyglądało to jak wszystko.

Autentyczność - realizm - miały decydujące znaczenie przy wyborze scenografii i planów w niemal stu różnych lokalizacjach, w ponad dziesięciu różnych krajach, które przemierza Ferris podążający śladem nieuchwytnego terrorysty Al-Saleema. Ponieważ jednak filmowanie scenerii w każdym kraju z osobna było niewykonalne ze względów praktycznych, zdecydowano się na Maroko, które miało zapewnić większość niezbędnych do filmu planów zdjęciowych.

"Znam Maroko dość dobrze, bo już po raz czwarty filmuję w Afryce Północnej" - wyjaśnia Scott, który w stolicy kraju, Rabacie, oraz w pustynnych okolicach Ouarzazate czuwał nad kręceniem zdjęć do filmów "Gladiator," "Helikopter w ogniu" i "Królestwo niebieskie". - "Cały ten region daje

wprost niewiarygodne możliwości wyboru i za każdym razem odnajduję w nim coś nowego. Kocham też Marokańczyków. Nie brak tam niezwykle utalentowanych rzemieślników, którzy pracowali z nami nad tym filmem."

"Przypuszczam, że Ridley zna ten zakątek świata lepiej niż jakikolwiek inny reżyser pracujący dziś w Hollywood" - komentuje De Line. - "Jakaś głęboka więź łączy go z tą ziemią i z ludźmi. Moim zdaniem naprawdę cudowanie potrafił uchwycić atmosferę i "smak" miejsca."

Urozmaicone krainy Maroka dostarczyły całego bogactwa scenerii. "Nie konstruowaliśmy gigantycznych dekoracji, jak robi się to zwykle przy wielkich filmach epickich, ale scenom ulicznym nadaliśmy rozmach iście epicki." - opowiada Arthur Max, kierujący działem artystycznym, który pracował nad scenografią. "W każdym wybranym miejscu staraliśmy się otoczyć scenerią - tzw. 360 stopni - każdy plan zdjęciowy, aby zapewnić aktorom przestrzeń, w której łatwiej zidentyfikowaliby się ze swymi filmowymi postaciami."

W bliskiej współpracy z kierownikiem zdjęć, Alexandrem Wittem, Scott zainscenizował szaleńczą pogoń przez zatłoczony targ, z kamerami skierowanymi na Ferrisa z góry, tak jak "dostrzega" go śledzący System Predator.

"System Predator jest jak postać 'wielkiego brata', który zawsze jest obok" - mówi Scott, który postanowił naśladować ten POV dzięki zastosowaniu kamery HD zamontowanej na helikopterze, unoszącym się na wysokości 10,000 stóp nad miejscem, gdzie rozgrywa się akcja.

Zespół Maxa musiał skonstruować plany jak najbardziej szczegółowe i rozległe, tak by wydały się realistyczne w powietrznych, stosujących wysoką rozdzielczość ujęciach. Musieli także zneutralizować wibrujące, bogate odcienie marokańskich krajobrazów paletą barw ziemi. "Spora część mojej pracy polegała na łagodzeniu barwy otoczenia, które wydawało się kolorystycznie zbyt krzykliwe, tak aby nie odrywało uwagi widzów od akcji." - wyjaśnia Max.

materiały dystrybutora

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: W sieci kłamstw

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje