Reklama

Reklama

"Sposób na teściową": O PRODUKCJI

Inspiracją dla scenariusza filmu Sposób na teściową napisanego przez Anyę Kochoff –debiutującą w filmie fabularnym – były lata rozmów pomiędzy autorką i jej koleżankami. Świeżo poślubione małżeństwa dzieliły się opowieściami na temat swoich rodzinnych perypetii, a Kochoff odkryła w nich prawdziwą skarbnicę zabawnych, a czasami łamiących serce anegdot. Po blisko roku spędzonym na wymyślaniu szczegółów fabuły, Kochoff w ciągu zaledwie miesiąca napisała w końcu pierwszą wersję scenariusza.

W trakcie pisania autorka zdała sobie sprawę, że opowiadając o rodzinnych niesnaskach widzowie sympatyzują z matką. A ona chciała opowiedzieć tę historię z punktu widzenia dziewczyny.

Reklama

- Chciałam, żeby widzowie przekonali się, jak wygląda taka „przybrana matka”, „przybrana rodzina” – wyjaśnia Kochoff. – Chciałam, żeby ludzie docenili, jak trudno jest czasami kobiecie wyjść za mąż za ukochanego syneczka swojej przyszłej teściowej.

- Jest takie stare powiedzenie, że kiedy wychodzi się za mąż, dostaje się też rodzinę męża. Nigdy nie przypuszczałam, jak bardzo jest prawdziwe, dopóki sama nie wyszłam za mąż. Wystarczająco trudne jest radzenie sobie z problemami własnej rodziny, a tu na karku ma się nagle kłopoty całej nowej rodzinki – kontynuuje scenarzystka. – O tym właśnie mówi ten film. O wielkim zauroczeniu wymarzonym mężczyzną, o nagłym zrozumieniu, że wraz z nim zjawia się cały szereg problemów - bo nawet idealna miłość wiążę się z kłopotami. Scenariusz filmu mówi o radzeniu sobie z tymi problemami. To opowieść o narzeczonej, skazanej - wydawałoby się - na przegraną.

Opowieść zainteresowała producentów Chrisa Bendera i JC Spinka, którzy od chwili, w której przeczytali scenariusz, wiedzieli, że chcą nakręcić na jego podstawie film.

- Zainteresował mnie już sam tytuł – mówi Spink. – Niektóre z najlepszych filmów to te, z których tytułu wynika, czego można się po nich spodziewać. Oczywiście, działa to najlepiej wtedy, gdy widzowie mogą się silnie zidentyfikować z tematem filmu, tak jak w Poznaj mojego tatę. Już sam tytuł wskazuje, czego możemy się spodziewać i chyba wszyscy z nas przechodzili przez coś podobnego. Podobnie rzecz wygląda w przypadku Sposobu na teściową – już sam tytuł wiele nam mówi, a na dodatek fabuła jest zabawna i interesująca.

- Kiedy znajdzie się dobry scenariusz, ma się takie samo uczucie, jak w szkole, kiedy w środku jakiejś fascynującej lektury człowiek stwierdza z zaskoczeniem – Rany, przecież to moja lektura, nie żaden komiks czy gazeta. Tak samo jest ze scenariuszami – kiedy zapomina się, że czyta się go zawodowo, to znaczy, że jest naprawdę dobry.

Kiedy producenci przedstawili projekt w firmie New Line Cinema, studio zwróciło się z nim do byłej producentki, a obecnie agentki - Pauli Weinstein – chcąc uzyskać od niej opinię na temat scenariusza i nakłonić ją do przyjęcia stanowiska w powstającym zespole. Weinstein z radością przyjęła propozycję.

- Kiedy mówisz - Sposób na teściową - ludzie zaczynają się przekrzykiwać – Ja, ja mam niezłą historię! – mówi Weinstein. – Nie ma znaczenie, czy mówi się o teściowej, czy o synowej – to w końcu ta sama historia, zmienia się jedynie punkt widzenia.

Prezes New Line Cinema i przewodniczący rady nadzorczej, Bob Shaye, był przekonany, że przyjaciółka i dawna klientka Weinstein, Jane Fonda (która poznała ze sobą Weinstein i Shaye’a), będzie zainteresowana scenariuszem na tyle, by wrócić na duży ekran. Fonda otrzymywała w ostatnich latach liczne propozycje i scenariusze, lecz zawsze była zbyt zajęta, by zastanawiać się nad powrotem do Hollywood. Trudno powiedzieć, czy los tak chciał, czy może akurat planety były w odpowiedniej koniunkcji, niemniej jednak akurat teraz Fonda miała dość wolnego czasu, by ponownie spróbować aktorstwa.

W tym samym czasie, gdy producenci posłali Fondzie pierwszą wersję scenariusza, próbowali zainteresować projektem Jennifer Lopez, która zgodziła się wziąć udział w realizacji filmu na początku maja 2003 roku. Aktorka weszła w skład głównej ekipy i brała udział w procesie preprodukcji i produkcji filmu.

- Trudno jest znaleźć romantyczną komedię nie powielającą utartych schematów – mówi Lopez, znana z występów w filmach tego gatunku. – Widzowie znają zakończenie, chodzi więc o to, jak pokaże się perypetie po drodze. Ten scenariusz opowiada o wyzwolonej, pewnej siebie dziewczynie, która nigdy wcześniej nie wiązała się z nikim i niczym, ponieważ bała się odpowiedzialności. W filmie widzimy jednak także pokolenie Violi. Kobiety takie jak ona były skupione na swoich celach, miały silną motywację. Rzeczy miały się dziać w określonym porządku, w określonym czasie. Efekt komiczny wypływa z obserwacji zderzenia tych dwóch pokoleń w sytuacji, w której zostają postawione po przeciwnych stronach barykady. Prowadzi to do wielu śmiesznych sytuacji, zwłaszcza gdy matka sprzeciwia się wyborowi syna, a wszystko wymyka się spod kontroli.

Choć w tytule występuje teściowa, fabuła opowiada głównie o przyszłej synowej.

- Kluczem do całej opowieści jest Charlie – wyjaśnia scenarzystka Anya Kochoff. – Ta postać musi budzić sympatię, Jennifer idealnie pasuje do tej roli, to słodka, piękna dziewczyna, bardzo niewinna i zakochana w Kevinie.

- Charlie to kobieta z roku 2005 - mówi dalej pisarka. – Nie jest pewna, czego chce od życia, a już ostatnią rzeczą, o jakiej myśli, jest małżeństwo. Kiedy jakiś jej związek przeradza się w coś poważniejszego lub komplikuje się, po prostu odchodzi. Musi więc, na początek, zaprzestać uciekania przed odpowiedzialnością, musi nauczyć się radzić sobie z problemami. Stwierdza, że tym razem ma duże szanse, ponieważ naprawdę kocha tego faceta. Nie chce ustąpić Violi, zamierza pobić ją jej własną bronią. Dla mnie właśnie to było najbardziej zabawne.

Lopez była zachwycona, gdy dowiedziała się, że jej ekranową przeciwniczką będzie Jane Fonda.

- Kiedy padło jej nazwisko, nie potrafiłam już sobie wyobrazić w tej roli nikogo innego – doskonale, że przyjęła tę propozycję – mówi Lopez. – Byłam bardzo podniecona możliwością współpracy z aktorką jej kalibru, mającą status prawdziwej legendy.

Pomiędzy dwoma aktorkami od razu nawiązała się nić porozumienia.

- Naprawdę się polubiłyśmy – mówi Lopez. – Mamy dla siebie wiele szacunku. W przypadku Jane nie ma mowy o pracy na pół gwizdka. Zawsze daje z siebie wszystko. Za każdym razem, w każdej wypowiadanej kwestii, w każdej scenie. Podziwiam sposób, w jaki się zachowuje, jej przygotowanie, jej zapał do pracy, a wszystko to po tak licznych latach kariery zawodowej. Zjawia się na planie, ryzykuje i nie przejmuje się tym, co myślą inni – taka jest Jane Fonda. Jest ucieleśnieniem tego, o czym marzy każdy początkujący aktor. Jest sobą i jednocześnie jest gwiazdą. Dzięki temu, że ją poznałam, lubię ją jeszcze bardziej.

Fonda była równie zachwycona swoją partnerką.

- O Jennifer Lopez powiem jedno – ta kobieta ma wielki talent – mówi Fonda. – Naprawdę zna się na rzeczy. Przypuszczam, że pewnego dnia zajmie się reżyserią, doskonale wie, jak powinna wyglądać dana scena, nie boi się próbować czegoś nowego, Jest naprawdę mądra.

- Jennifer była dla mnie wielką pomocą, zwłaszcza w scenach, które wymagały sprawności fizycznej – mówi Fonda. – Jest wspaniała. Doskonale układała nam się współpraca, choć muszę powiedzieć, że byłam zazdrosna, kiedy (reżyser) Robert Luketic ustawił jej zdjęcie jako tapetę na ekranie swojego komputera!

Producenci było niezmiernie zadowoleni, nie tylko z powodu doskonałych relacji pomiędzy Fondą i Lopez, lecz także z obecności na planie legendarnej gwiazdy.

- Viola to ktoś, kto wydaje się znajomy wielu osobom, to ktoś, z kim wiele osób może się utożsamić – mówi producent JC Spink. – Wiedzieliśmy, że w tej roli chcemy kogoś bardzo znanego, a Jane Fonda jest jedną z najlepszych aktorek naszych czasów. Ona z pewnością da sobie radę w tej roli, jednocześnie jest to ten rodzaj aktorki, której widzowie nie spodziewają się zobaczyć w filmie. Widywaliśmy ją w wiadomościach, ale od bardzo dawna nie zagrała w filmie. Co ciekawe, Jane nigdy wcześniej nie zagrała złej postaci, doszliśmy jednak do wniosku, że tym bardziej nadaje się do zagrania postaci Violi.

Z opinią producenta zgadza się scenarzystka Anya Kochoff, dodaje też: Fonda uzupełniła rolę swoimi doświadczeniami. Viola jest jak jej stara przyjaciółka.

Sama aktorka nie potrafi dokładnie wyjaśnić powodów, dla których powróciła na ekran filmowy.

- Nie potrafię tego wyjaśnić, byłam po prostu gotowa, w atmosferze musiały pojawić się jakieś odpowiednie wibracje, ponieważ ludzie po prostu zaczęli dzwonić do mojego agenta – mówi aktorka. – Jestem inną osobą, niż jeszcze 15 lat temu, byłam ciekawa, jak będę odbierana na ekranie, jak te lata wpłyną na moją grę. Do niedawna wcale nie chciałam wracać do filmu, nawet o tym nie myślałam.

Wkrótce po podpisaniu kontraktów przez obie gwiazdy, do zespołu produkcyjnego dołączył reżyser Robert Luketic. Luketic znany jest z tego, że potrafi wspaniale zjednoczyć wszystkich pracujących nad projektem. Okazało się to prawdą także w przypadku pracy na planie Sposobu na teściową.

- Mam wrażenie, że podczas realizacji wszystkich swoich filmów Robert doskonale się bawił – widać to na ekranie – mówi Spink. – Choć ten film jest o sporze pomiędzy teściową i synową, jest śmieszny – to przecież komedia, zdarzają się też jednak chwile spokojniejsze, nieco bardziej refleksyjne. Chcieliśmy, by reżyserią zajął się ktoś, kto lubi komedię. Robert idealnie odpowiadał naszym oczekiwaniom, zwłaszcza, że okazał się wybitnie uzdolniony, jeśli chodzi o realizację komedii. Jego filmy wydają się być pozbawione sztuczności, wyglądają tak, jakby nakręcono je bez wysiłku. Mam wrażenie, że Luketic nie zdaje sobie sprawy, jak frustrująca i trudna dla innych reżyserów jest praca na planie komedii. W jego przypadku wszystko przychodzi naturalnie.

Luketic okazał się niezastąpionym reżyserem nie tylko ze względu na dogłębną znajomość komedii jako gatunku filmowego. Producenci docenili także zapał, z jakim przystąpił do pracy, i zespołowego ducha, jakiego tchnął w przedsięwzięcie.

- Największym darem Roberta jest jego umiejętność pracy w zespole – mówi producent Chris Bender. – Prowadził zespół, ale nigdy nie było nawet jednej chwili, w której próbował kontrolować produkcję lub zniechęcał ludzi do wyrażania własnego zdania, omawiania nowych pomysłów. Ma duży szacunek do pracy wszystkich członków zespołu, docenia ich rolę i rozumie ich punkt widzenia. Słucha ich uwag, wciela je w życie. Chyba dlatego praca na planie zapisała się tak dobrze w pamięci całej ekipy.

Można by się spodziewać, że młody reżyser, dla którego Sposób na teściową był dopiero trzecim filmem, będzie nieco stremowany obecnością dwóch wielkich gwiazd. Po Luketicu nie było widać najmniejszych oznak tremy. Był za to widocznie zadowolony z pracy z oboma aktorkami, z którymi znalazł wspólny język już podczas pierwszego spotkania.

- Robert nie był w najmniejszym stopniu onieśmielony – przypomina sobie Bender.

Luketic otrzymał kopię scenariusza jeszcze zanim gwiazdy podpisały umowy. Nie przestawał zastanawiać się nad licznymi możliwościami interpretacji scenariusza. Jak sam mówi – Wielkie wrażenie zrobiła na mnie możliwość współpracy z silnymi osobowościami aktorskimi, zarówno na planie, jak i poza nim.

Pierwsze spotkanie reżysera i Jennifer Lopez miało miejsce w jej domu. Luketic do dziś mówi, jak bardzo uderzyła go uroda aktorki, a także jak pięknie pachniała. – Byłem oczarowany. To było wspaniałe spotkanie, ale mimo to do dziś nie wiem, jak nazywały się te upojne perfumy – żartuje. - Jennifer ma niesamowitą osobowość, zresztą widać to we wszystkim, czym się zajmuje, mało kto zdaje sobie jednak sprawę, jak słodka to kobieta. W trakcie produkcji bardzo się polubiliśmy.

Nieco później Luketic spotkał się na obiedzie z Jane Fondą. Druga gwiazda pozostawiła na nim równie silne wrażenie: - Jane była zainteresowana, nie podpisała jednak jeszcze umowy. Było jednak widać, że odpowiada jej możliwość pracy z Jennifer – mówi Luketic. – Chciała spotkać się z chłopakiem, który miał ją reżyserować, włożyłem więc moją najlepszą koszulę i poszedłem do tej restauracji. Kiedy weszła Jane Fonda, nagle stwierdziłem, że siedzę obok Barbarelli i Brie Daniels i wszystkich pozostałych granych przez nią bohaterek filmów. Przez cały czas gapiłem się na nią. Nie tylko świetnie wygląda, jest także fascynującą kobietą.

Pierwsze wrażenia Fondy na temat Luketica były nieco odmienne. – Na początku pomyślałam sobie, że Robert mógłby być moim synem – mówi Fonda. – Nigdy wcześniej nie pracowałam z reżyserem, który mógłby być moim synem – nosi bransoletki, jeździ na skuterze, przez cały dzień siedzi przed komputerem, śmieje się podczas każdego ujęcia. Jest jak dzieciak.

Ale kiedy spotkali się na planie, Luketic błyskawicznie zdobył sobie sympatię jej i wszystkich pozostałych członków zespołu.

- Zakochałam się w Robercie Luketicu po raz pięćdziesiąty w trakcie pierwszego dnia prób kamerowych Jane – mówi producentka Paula Weinstein. – Obecni było wszyscy kluczowi pracownicy. Jane wkroczyła na plan, zaczęliśmy kręcić pierwsze ujęcie. Robert krzyknął „Cięcie. Witamy ponownie na planie, pani Fonda”. Wszyscy na planie zaczęli bić brawo. Wspaniale z jego strony, że podkreślił w ten sposób jej powrót, cudownie wyszło też, że otrzymała oklaski od ekipy.

Zarówno Fonda, jak i Lopez podkreślają, że proces realizacji zdjęć był niemal bezkonfliktowy i szybki głównie dzięki umiejętnościom kierowania zespołem, jakie posiada Luketic, a także jego bezstresowemu podejściu do pracy. Obie gwiazdy twierdzą też, że nieoceniona okazał się jego chęć do wysłuchiwania uwag, sugestii i krytyki. Luketic nigdy jednak nie był onieśmielony towarzystwem gwiazd, z jakimi pracował.

- Robert jest taki pewny siebie, ponieważ jest dobry w tym, co robi – mówi Lopez. – Taka osoba nie czuje się onieśmielona dokonaniami innych. Od naszego pierwszego spotkania wiedziałam, że to ktoś, z kim można się porozumieć, widziałam, że zastanawia się nad moimi pomysłami. Potem wystarczyło, że dawał mi niewielkie wskazówki, a ja włączałam je do swojej gry na planie.

Na reżyserze największe wrażenie zrobiła sprawność, z jaką obie aktorki wcieliły się w swoje role, łatwość, z jaką porzuciły pozę gwiazd, narzuconą im przez media.

- Zarówno Jennifer, jak i Jane stworzyły naprawdę solidne kreacje, oglądając je na ekranie zapomina się o gwiazdach – mówi reżyser. – A jeśli chodzi o ich życie poza planem… Każdy, kto ma własne zdanie, budzi skrajne opinie, jest obiektem dyskusji i zainteresowania. To fundamentalna właściwość gwiazd.

Luketic zachęcał każdego aktora związanego z realizacją filmu do dodania do niego swoich trzech groszy, nikt nie wniósł jednak tyle, co utalentowana aktorka i komediantka Wanda Sykes. Niemal codziennie Sykes zjawiała się na planie z jakimś nowym żartem, który do łez rozśmieszał resztę ekipy. To jej talent do rozśmieszania ludzi skłonił Luketica do żartobliwego nazwania ją „komiczną muzą tego filmu”. Aktorka znana była także jako „niepowstrzymana Wanda Sykes”.

- Wanda przeszła nasze wszystkie oczekiwania – mówi producent Chris Bender. – Po raz pierwszy wspomniał o niej Toby Emmerich (prezes do spraw produkcji New Line). Wszyscy widzieliśmy ją w programie Curb Your Enthusiasm, podobała się nam. Potem niektórzy z nas widzieli ją na scenie w jej własnym programie, niemniej jednak nikt nie był przygotowany na to, co Wanda zrobi z rolą Ruby. Ta postać dosłownie ożyła.

- Wanda stworzyła niesamowitą parę z Jane – dodaje Bender. – Ich przyjaźń nie tylko daje widzowi możliwość zorientowania się w charakterze Violi – jest to także odrębny wątek komediowy w filmie.

Po wybraniu aktorek ekipie brakowało jeszcze tylko jednego - właściwego aktora, który wcieliłby się w postać Kevina Fieldsa.

- Cały problem z Kevinem polega na tym, że to idealny facet – mówi Anya Kochoff. – Wspaniały mężczyzna i doskonała partia. Dobrze wygląda, jest zabawny, robi karierę, jest świetnym lekarzem. Posiada wszystkie te cechy, których większość kobiet szuka w mężczyznach, rozglądając się za mężem. Jego jedyną wadą jest matka.

Producenci znaleźli mężczyznę idealnie odpowiadającego opisowi ze scenariusza w osobie Michaela Vartana.

Lopez zgadza się, że Vartan idealnie nadaje się do tej roli. – Związek Charlie i Kevina jest motywem przewodnim całego filmu. Facet, który ma dać sobie radę z dwoma nie cierpiącymi się kobietami, musi być silny. Michael był pod tym względem idealny.

Vartan z radością przyjął oferowaną mu rolę, palił się zwłaszcza do zagrania ulubionej sceny całej ekipy, przedstawiającej fantazję Violi.

- Gram prostego faceta, nie mam więc wiele możliwości do pokazania talentu komediowego – mówi aktor. Ale jest taka scena, w której Kevin oświadcza się Charlie tuż pod nosem swojej matki. Viola wyobraża sobie wówczas, że rozmazuje tort na twarzy Charlie. W tej scenie mogłem sobie pozwolić na naprawdę wiele, na niemal wszystko, co przyszło mi do głowy. Pewnie moje najlepsze momenty znajdą się w scenach usuniętych.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Sposób na teściową

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje