Reklama

Reklama

"Śluby panieńskie": ŚLUBY Z ROZMACHEM

"ŻYWA" SCENOGRAFIA

Zdjęcia do filmu realizowane były od końca sierpnia do pierwszych dni października 2009 w skansenie Muzeum Architektury Drewnianej Regionu Siedleckiego we wsi Sucha na Podlasiu. Leży ona niemal dokładnie w środku trójkąta, którego wierzchołki wyznaczają trzy miasta: Mińsk Mazowiecki na zachodzie, Siedlce na wschodzie i Węgrów na północy. Położona jest nad brzegiem rzeczki Kostrzyn, będącej dopływem Liwca, w bezpośrednim sąsiedztwie rozległego kompleksu stawów, w pobliżu pięknego lasu z unikatową modrzewiową aleją.

Reklama

Za główne miejsce akcji Ślubów panieńskich posłużył, liczący prawie 270 lat, modrzewiowy dworek, którego portyk zdobi jakże wymowny łaciński napis: "Sub veteri tectu sed parentali" co w polskim tłumaczeniu znaczy: "Pod starym dachem, lecz rodzicielskim". - Zanim trafiliśmy do Suchej, objeździłam pół Polski - wspomina scenograf Anna Wunderlich. - Spodobało nam się, że tu nie ma eksponatów, lecz wszystko jest w stanie "żywym", ponieważ to prywatny skansen profesora Marka Kwiatkowskiego, w którym on trochę przemieszkuje. Poza tym jest tu też drugi dwór, karczma, łąki, drzewa. Wszystko razem tworzy kontekst, którego potrzebowaliśmy. Tylko wejść i kręcić.

Równie "żywe" okazało się wyposażenie skansenu, na które składają się różnorodne meble stanowiące mieszankę epok i stylów, głównie dziewiętnastowiecznych. Na ścianach wiszą obrazy, wśród których przeważają szlacheckie portrety oraz pejzaże. Są tu także akwarele, rysunki, drobne rzeźby i przedmioty sztuki użytkowej odtwarzające charakter i klimat polskiego dworu szlacheckiego.

KOSTIUMY Z CAŁEJ EUROPY

- Zawsze sprawdzają się mi koncepcje eklektyczne, w których trochę miesza się style i epoki. Jak popatrzymy na ulicę, to są ludzie, którzy ubierają się w rzeczy z lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych, współcześnie, a także awangardowo. Podobnie było kiedyś. Były osoby, które wychodziły poza epokę i były takie, które kultywowały tradycje np. sarmackie. Tego typu pomieszanie jest całkiem w porządku - mówi, odpowiedzialna za kostiumy, Małgorzata Braszka. Dzięki jej inwencji ubiory bohaterów filmu doskonale współgrają z otoczeniem. By docenić trudność tego zadania, należy podkreślić, że ze względu na rozmach produkcji, kostiumy do Ślubów panieńskich wypożyczono z magazynów filmowych całej Europy - z Łodzi, Warszawy, Pragi, Londynu i Wiednia.

MALARSKIE ZDJĘCIA

- Filip jest bardzo wizualnym reżyserem. Spotkaliśmy się i, mówiąc krótko, "ping-pongowaliśmy się" nazwiskami malarzy. To zrobimy pod Rousseau, tutaj będzie Rembrandt, a w tym miejscu zacytujemy Podkowińskiego. Rzadko się spotyka człowieka, który myśli tak precyzyjnie obrazem - wspomina pracę z Filipem Bajonem operator Witold Stok. - Każdy film sam wybiera swój styl. Co by się planowało, przejdą pierwsze dni zdjęć i od razu widać, że dany film lubi być fotografowany na obiektywie trzydzieści pięć albo sto. Albo, że lubi miękkie światło, albo jakieś długie ujęcia, albo właśnie cięte. Film sam Ci to mówi. Materia bierze pierwszeństwo i robi to, co chce.

Pracujący przez ostatnie trzydzieści lat w Anglii operator był pod wrażeniem profesjonalizmu polskiej ekipy oraz komfortu pracy, jaki zapewnił koproducent filmu - Alvernia Studios.

- W tych warunkach bez problemu mogę sobie przygotować kilka planów i przejść z jednego na drugi, nie czekając. To daje ogromną oszczędność czasu.

ŚLUBY W LICZBACH

Ekipa Ślubów panieńskich spędziła na planie w sumie 32 dni.

Budżet produkcji wyniósł 7 000 000 zł. 3 000 000 zł z tej kwoty pochodziło z dotacji Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej.

materiały dystrybutora
Dowiedz się więcej na temat: Śluby panieńskie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje