Reklama

"Scooby-Doo": DETEKTYWI DO WYNAJĘCIA

W rolach czwórki przyjaciół, rozwiązujących zagadki wraz ze Scoobym-Doo, filmowcy obsadzili najbardziej utalentowanych aktorów hollywoodzkich młodego pokolenia.

Reklama

W roli samozwańczego przywódcy grupy i kierowcy ruchomego biura agencji zwalczania duchów, Mystery Machine, obsadzono Freddiego Prinze’a Jr., samozwańczego fanatyka serialu. Początkowo Prinze nie chciał się zgodzić na udział w filmie. – Jestem takim fanatykiem tego serialu, że nie chciałem brać udziału w filmie, który nie dorównywałby jakością kreskówce – przyznaje się Prinze, który posiada na wideo wszystkie odcinki serialu Scooby-Doo, jest też właścicielem ręcznie grawerowanej kuli do kręgli, z dumą prezentującej napis: Mystery Machine. – Później przeczytałem scenariusz i całkowicie zmieniłem nastawienie do tego projektu. Scenariusz jest po prostu fenomenalny, wręcz tryska dowcipem. Czytając go śmiałem się na głos – i to bardzo, bardzo głośno. Kiedy skończyłem wiedziałem już, że chcę zagrać w tym filmie.

- Freddie jest niesamowicie zabawny – mówi Richard Suckle. – Naprawdę widać, jak bardzo kocha ten serial, jak świetnie zna historię postaci. Wspaniale poradził sobie z rolą Freda Jonesa, doskonale wiedział, jak zagrać jego arogancję tak, żeby na ekranie miało to cechy komiczne.

Prinze z radością podjął się zadania „uczłowieczenia” swojego bohatera, wydobycia z niego głębi, jakiej nie posiada odpowiednik z serialu rysunkowego. – W kreskówce zdarza się, że Fred nie przejmuje się resztą grupy. Zdecydowałem się uwypuklić ten aspekt jego osobowości, by zrobić z niego bufona – mówi Prinze. - Fred wcale nie jest taki sprytny, jak mu się wydaje, potrafi być dość arogancki. Choć każdy członek grupy Mystery Inc. jest ważny dla jej działania, Fredowi zdarza się o tym zapominać! Kocha publiczność, a publiczność kocha jego. A to nie podoba się reszcie grupy – zwłaszcza Velmie – co wywołuje pewne tarcia.

W roli wiecznie wpadającej w kłopoty Daphne Blake wystąpiła utalentowana Sarah Michelle Gellar. – W serialu telewizyjnym Buffy – postrach wampirów, Sarah gra kogoś, kto jak mało kto potrafi dać sobie radę przy użyciu siły – zauważa Roven. – Grając Daphne, wciela się w postać kogoś całkiem innego, w dziewczynę, która wiecznie wpada w kłopoty, jest porywana i zawsze musi liczyć na pomoc i ratunek ze strony przyjaciół.

- Daphne często postrzegana jest jako stereotypowa ślicznotka. To ktoś, kto nie wierzy w siebie, ponieważ inne osoby, patrząc na nią, oceniają jedynie jej wygląd – mówi Gellar, która pomogła przemienić nie dającego sobie rady detektywa w pełną pasji, młodą kobietę, starającą się zmienić przypisaną jej wcześniej w Mystery Inc. pozycję. – Dzięki rozdzieleniu zespołu Daphne zdaje sobie sprawę z własnej wartości, a przygoda na Wyspie Strachów to dla niej okazja dla udowodnienia jej znaczenia i pozycji w grupie.

W ramach poszukiwania własnego „ja”, Daphne uczy się sztuk walki i po jakimś czasie zostaje prawdziwą mistrzynią samoobrony. – Ma już dość wplątywania się w niebezpieczeństwa i biernego oczekiwania na ratunek ze strony przyjaciół. Decyduje się wziąć sprawy we własne ręce i w razie potrzeby poradzić sobie samodzielnie – mówi Gellar.

Choć aktorka, dzięki pracy na planie serialu Buffy – postrach wampirów, jest przyzwyczajona do wyczerpujących fizycznie aspektów pracy aktorskiej, rola Daphne niosła własne, specyficzne wyzwania. – Wcielenie się w postać Daphne było dla mnie wyczerpujące – zresztą nie tylko dla mnie, specjaliści od makijażu musieli się nieźle napracować, by zamaskować moje siniaki – śmieje się aktorka. – Aż trudno uwierzyć, jak dużą sprawnością fizyczną musiałam się wykazać. Czasami znacznie trudniej jest grać kogoś, kto nie wie jak co się robi i wciąż potyka się o własne nogi, niż kogoś takiego, jak Buffy, która polega na własnej sile i sprawności.

Najbardziej wymagająca fizycznie rola przypadła chyba jednak Matthewowi Lillardowi, który wcielił się w postać Shaggy’ego, najlepszego kumpla Scooby’ego i towarzysza w tchórzostwie i łakomstwie. – Od wielu lat moi przyjaciele śmiali się ze mnie, że gdyby kiedyś przenieśli tę kreskówkę na ekran, to rola Shaggy’ego jest napisana jakby specjalnie dla mnie – z uśmiechem mówi aktor, odtwarzający role beztroskiego pizzaholika. – Na szczęście, kiedy okazało się, że powstaje fabularny Scooby-Doo, znajdowałem się w takim momencie kariery, że przy obsadzie ról nie byłem bez szans.

- Matthew to znakomity aktor, ma wspaniałe poczucie humoru, doskonale daje sobie radę w scenach komediowych, zarówno tych sytuacyjnych, jak i opartych na dowcipie słownym – mówi Gosnell. – Kiedy spotkaliśmy się z nim, żeby porozmawiać o roli, nie próbował być Shaggym. Zmieszał najbardziej charakterystyczne cechy Shaggy’ego i dołączył do nich własne wyobrażenie o tej postaci. Całość była tak przekonująca, wspaniale dowcipna i ironiczna, że jego Shaggy zdawał się być całkowicie naturalny, nie był tylko naśladownictwem postaci z kreskówki.

Shaggy, grany przez Lillarda, ściga się z duchami na skateboardzie, czy ucieka przed innymi zmorami na czterokołowcu. Wraz ze Scoobym wprowadza do filmu akcent komiczny. - Zazwyczaj nie podoba mi się humor slapstickowy, jednak wysiłek, jaki towarzyszył „ożywieniu” mojej postaci, był dla mnie bardzo ekscytujący – mówi Lillard. – Próbowałem zachować charakterystyczny chód Shaggy’ego, znany z kreskówki, sposób, w jaki się nosi, a nawet jego głos. Starałem się, by wszystkie te cechy fizyczne stały się w pewnym sensie częścią mojej osoby. Wymagało to wiele pracy – głównie dlatego, że większość moich scen dzieje się w obecności Scooby’ego, grałem więc w towarzystwie manekina. Ale było warto. Kręcenie Scooby-Doo to było dla mnie spełnienie marzeń.

Jednym z akcentów, o jakie filmowcy wzbogacili w stosunku do pierwowzoru film fabularny, było stworzenie pewnej niesnaski pomiędzy Shaggym i Scoobym. - Shaggy i Scooby są najlepszymi kumplami, braćmi, łączy ich pokrewieństwo dusz – mówi Suckle. – Ich relacja względem siebie leży u podstaw całego serialu i naszego filmu. Pomyśleliśmy, że ciekawie będzie wprowadzić kogoś, kto wprowadzi zagrożenie do tego układu. I tak pojawiła się Mary Jane, która bardzo podoba się Shaggy’emu. Zakochuje się w niej (postać Mary Jane gra Isla Fisher), co spycha na dalszy plan Scooby’ego, kiedyś stojącego na pierwszym miejscu. Hmm... no, może na drugim, zaraz po jedzeniu! Po raz pierwszy w historii ich znajomości, coś zagraża ich przyjaźni . Jest to okazja do pokazania publiczności paru ciekawych aspektów znajomości Shaggy’ego i Scooby’ego.

Nowe terytoria bada także Velma Dinkley, mózg całej grupy. Gra ją Linda Cardellini. - Velma uwielbia rozwiązywać zagadki, choć jej zasługi zazwyczaj przypisuje sobie ktoś inny – mówi Cardellini, znana z występów w amerykańskim serialu telewizyjnym Freaks and Geeks. – Nade wszystko jednak, moja postać kocha swoją grupę. Choć jest poważniejsza niż jej towarzysze, jest skłonna do śmiechu, zwłaszcza z Shaggy’ego i Scooby’ego.

- Velma jest bardzo skupiona, nastawiona na rozwiązanie zagadki – dodaje Gosnell. – W naszym filmie pokazujemy, że choć to ona rozwiązuje całą tajemnicę, to chwała za to spływa na Freda. Widać też, że taki układ nie odpowiada Velmie. W końcu jednak moja bohaterka mówi to, co zawsze chciała powiedzieć.

Dla Cardellini rola Velmy była trudnym wyzwaniem. – Świadomość tego, że na całym świecie żyje tysiące fanów, mających wielkie oczekiwania wobec tego filmu, była dla mnie początkowo paraliżująca – przyznaje aktorka. – Naprawdę chciałam zagrać Velmę tak, jak pamiętałam ją z dzieciństwa. Zawsze uważałam ją za fajną dziewczynę. Jest mądra, lubi to, co robi, nie ma ze sobą większych problemów. Przystrojenie się w jej strój to była dla mnie niezła frajda... Ten pomarańczowy golfik, pomarańczowe skarpetki i wielkie, grube okulary...

- Kiedy przebywałem na planie i widziałem Lindę, tak naprawdę miałem przed sobą Velmę. Linda zaadaptowała do swojej roli jej zachowania i pewne głosowe naleciałości, znane z serialu telewizyjnego. Patrząc na nią miałem wrażenie, że widzę, żywą, prawdziwą Velmę.

W roli Emile Mondavariousa, tajemniczego, ekscentrycznego wizjonera, do którego należy Wyspa Strachów, filmowcy od początku widzieli tylko jednego aktora: znanego na całym świecie komika Rowana Atkinsona. - Rowan jest jedyną osobą, która, według mnie, mogła zagrać Mondavariousa – mówi Roven. – To niesamowity aktor, potrafi nadać swym postaciom drobniutkie, charakterystyczne cechy... Cały czas trzyma widza w napięciu. Kiedy już zdaje ci się, że wiesz wszystko na temat jego postaci, Rowan odsłania kolejną warstwę jej osobowości.

- Pochlebiło mi, kiedy otrzymałem propozycję zagrania w Scooby-Doo. To przecież taka znana, wesoła kreskówka – komentuje Atkinson. - Mondavarious wydaje się być miłym facetem, chętnym do pomocy. Nagle jednak zmienia się, nie wiadomo co o nim myśleć. Ta postać ma w sobie dwoistość, dzięki grając ją na planie, miałem niezłą zabawę.

- Rowan Atkinson jest geniuszem komedii, praca z nim była czystą przyjemnością – dodaje Freddie Prinze Jr., odzwierciedlając – jak zapewnia – wrażenia pozostałych aktorów.

materiały dystrybutora

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Scooby-Doo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje